Cytat tygodnia

CYTAT TYGODNIA:
To dla nas zimny prysznic, ale może lepiej przegrać raz 0:5 niż pięć razy po 0:1.
Marek Saganowski, napastnik ŁKS Łódź po meczu ŁKS - Lech (0:5)

środa, 13 października 2010

RAPORT! Ligowi kadrowicze (5)


 Na trzech kontynentach piłkarze polskiej ekstraklasy reprezentowali swoje kraje w meczach międzypaństwowych - od spotkań eliminacji Mistrzostw Europy poprzez eliminacje Pucharu Narodów Afryki po mecze towarzyskie. Kolejną sensację sprawiła Czarnogóra, która wywiozła cenny remis z londyńskiego Wembley. Wygraną Białorusi nad Albanią przypieczętowała bramka Siergieja Kriwca. Na listę strzelców wpisał się też Euzebiusz Smolarek, ale Polska tylko zremisowała z Ekwadorem.


ZIMBABWE - REPUBLIKA ZIELONEGO PRZYLĄDKA 0:0

Clemence Matawu (Polonia Bytom) - do 58 minuty

BURUNDI - WYBRZEŻE KOŚCI SŁONIOWEJ 0:1

Saidi Ntibazonkiza (Cracovia) - 90 minut

ANGLIA - CZARNOGÓRA 0:0

Mladen Kascelan (Jagiellonia Białystok) - od 62 minuty


ŁOTWA - GRUZJA 1:1

Artjoms Rudnevs (Lech Poznań) - 90 minut

BIAŁORUŚ - ALBANIA 2:0

Siergiej Kriwiec (Lech Poznań) - od 75 minuty i gol

ESTONIA - SŁOWENIA 0:1

Andraż Kirm (Wisła Kraków) - od 67 minuty

SAN MARINO - MOŁDAWIA  0:2

Alexandru Suvorov (Cracovia) - 90 minut

EKWADOR - POLSKA 2:2

Łukasz Mierzejewski (Cracovia) - 90 minut
Adrian Mierzejewski (Polonia Warszawa) - do 82 minuty
Andrzej Niedzielan (Korona Kielce) - od 88 minuty
Euzebiusz Smolarek (Polonia Warszawa) - do 68 minuty i gol
Kamil Grosicki (Jagiellonia Białystok) - od 68 minuty
Hubert Wołąkiewicz (Lechia Gdańsk) - 90 minut
Artur Jędrzejczyk (Legia Warszawa) - od 61 minuty

PANAMA - PERU 1:0

Luis Henriquez (Lech Poznań) - od 61 minut

ZOBACZ RÓWNIEŻ

RAPORT! Ligowi kadrowicze (4)
RAPORT! Ligowi kadrowicze (3)
RAPORT! Ligowi kadrowicze (2)

niedziela, 10 października 2010

RAPORT! Ligowi kadrowicze (4)

W piątek i sobotę odbyły się kolejne mecze eliminacji Mistrzostw Europy. Na boiskach Starego Kontynentu zobaczyliśmy ośmiu graczy polskiej ekstraklasy, ponadto czterech Polaków z klubów ekstraklasy zagrało w towarzyskim meczu przeciw USA, a Luis Henriquez rozegrał kolejne spotkanie dla Panamy. Największe powody do radości ma Mladen Kascelan, którego Czarnogóra pokonała Szwajcarię i z kompletem zwycięstw jest sensacyjnym liderem grupy eliminacyjnej. W meczu przeciwko Hiszpanii bramkę dla Litwy zdobył snajper Widzewa Darvydas Šernas.


CZARNOGÓRA - SZWAJCARIA 1:0

Mladen Kascelan (Jagiellonia Białystok) - od 46 minuty

GRECJA - ŁOTWA 1:0

Artjoms Rudnevs (Lech Poznań) - do 74 minuty

HISZPANIA - LITWA 3:1

Darvydas Šernas (Widzew Łódź) - 90 minut i gol
Mindaugas Panka (Widzew Łódź) - 90 minut
Andrius Skerla (Jagiellonia Białystok) - 90 minut
Tadas Kijanskas (Jagiellonia Białystok) - 90 minut

SŁOWENIA - WYSPY OWCZE 5:1

Andraż Kirm (Wisła Kraków) - od 51 minuty

MOŁDAWIA - HOLANDIA 0:1

Alexandru Suvorov (Cracovia) - 90 minut

STANY ZJEDNOCZONE - POLSKA 2:2

Dariusz Pietrasiak (Polonia Warszawa) - 90 minut
Łukasz Mierzejewski (Cracovia) - 90 minut
Adrian Mierzejewski (Polonia Warszawa) - do 71 minuty
Andrzej Niedzielan (Korona Kielce) - od 71 minuty

PANAMA - SALWADOR 1:0

Luis Henriquez (Lech Poznań) - 90 minut

ZOBACZ RÓWNIEŻ


RAPORT! Ligowi kadrowicze (3)
RAPORT! Ligowi kadrowicze (2)
RAPORT! Ligowi kadrowicze

poniedziałek, 4 października 2010

Zmierzch faworytów?

Lech Poznań, Legia Warszawa, Wisła Kraków, Polonia Warszawa. Jednym tchem wymieniani jako faworyci do tytułu mistrzowskiego. W minionej kolejce żaden z tych zespołów nie potrafił odnieść zwycięstwa. Co gorsza, dla Legia przegrała już piąty mecz w tym sezonie, Lech trzeci. Polonia po wygranych trzech pierwszych meczach w kolejnych nie potrafiła zwyciężyć ani razu, Wisła ostatni mecz wygrała cztery kolejki temu. Ligowa czołówka? Jagiellonia Białystok, Korona Kielce, GKS Bełchatów! Liga stanęła na głowie?

Cała czwórka to najbogatsze zespoły polskiej ekstraklasy. W letniej przerwie między rozgrywkami szczególnie warszawskie kluby odważnie wydawały miliony złotych na nowych piłkarzy. Efekt jest daleki od oczekiwanego, choć na ostateczne oceny czas przyjdzie oczywiście dopiero w maju. Nic jeszcze nie stoi na przeszkodzie, by walka o tytuł rozstrzygnęła się między wyżej wspomnianą czwórką. Ale jedenaście punktów straty Mistrza Polski do lidera ekstraklasy musi przynajmniej niepokoić.

Wydaje się, że problem każdej z drużyn jest inny. Trudno uważać, że Lech Poznań nie ma potencjału na walkę o tytuł mistrzowski. Oczywiście ma, co udowodnił poprzedni sezon i co potwierdza tegoroczny start w europejskich pucharach. Zastępujący zawieszonego na dwa mecze Zielińskiego trener Kuźma po przegranym meczu w Bełchatowie nie bał się powiedzieć, że drużynie w drugiej połowie brakowało sił. Faktycznie, o ile przed przerwą lechici byli stroną przeważającą o tyle w drugiej połowie wynik 1:0 dla gospodarzy był najniższym wymiarem kary. Dlaczego tak się dzieje? Swoją teorię na ten temat mają kibice z Poznania, którzy po niedzielnym meczu głośno dali wyraz przypuszczeniu, że piłkarze angażują się w europejskie puchary w znacznie większym stopniu niż w rozgrywki ligowe. Lech wciąż pozostaje drużyną, która jest w stanie pokonać w ekstraklasie każdego i wszędzie. Tyle, że potrzebuje do tego pełnej determinacji i sił w nogach. Jedenaście punktów straty do Jagiellonii to dużo, nawet biorąc pod uwagę zaległy mecz z Polonią. Oby w momencie, gdy Kolejorz się przebudzi nie było już za późno.

W drużynach Polonii i Wisły szybko zdecydowano się na zmianę szkoleniowców. Kasperczak wyleciał z Białej Gwiazdy jeszcze przed startem ligi, po klęsce z Karabachem. Bakero opuszczał Czarne Koszule po pierwszej porażce drużyny w sezonie, mając na koncie dziewięć punktów w czterech meczach. Właściciele zatrudnili nowych trenerów, ale póki co efekty ich działań nie rzucają na kolana. Polonia od czasu odejścia Hiszpana nie zdołała wygrać meczu w lidze, a Wisła pod wodzą Maaskanta zwyciężyła tylko raz. Warto jednak zwrócić uwagę, że obu trenerów dzielą cele, które przed nimi stoją. Prezes Wojciechowski oczekuje sukcesów Polonii tu i teraz, a  przed holenderskim trenerem Wisły stoi wyzwanie bardziej długoterminowe. Na sukces w postaci awansu do Ligi Mistrzów właściciel klubu jest w stanie czekać dwa lata. Wydaje się to rozsądne, zwłaszcza mając na uwadze, że defensywa Wisły latem została praktycznie w całości wyprzedana. 

Najtrudniejsza jest sytuacja w Legii, gdzie latem postawiono na całkowitą przebudowę drużyny, która kompletnie zawiodła w zeszłym sezonie. Zainwestowano dziesięć milionów złotych na nowych piłkarzy, zatrudniono młodego i zdolnego trenera, który już ma na koncie spore sukcesy, a efekt jest taki, że w pierwszych ośmiu meczach Legia aż pięć razy schodziła z boiska pokonana. Coraz częściej podważa się sens sprowadzenia do Warszawy Antolovicia, Kneżevicia czy Cabrala. Celem Legii Warszawa co roku jest mistrzostwo Polski, tak jest i w tym sezonie. W tej chwili wygląda jednak na to, że tak jak drużyny nie było w zeszłym sezonie, tak nie uda się jej skleić w najbliższym czasie. Euforię po zwycięstwie nad Lechem zgasiła Lechia Gdańsk wywożąc z Warszawy wygraną 3:0.

Ostatni równie nietypowy sezon to rozgrywki 2006/2007. Świetnie wystartował wówczas GKS Bełchatów, eksperci co kolejkę stawiali, że ich seria skończy się właśnie w tej chwili, a tymczasem bełchatowianie do końca sezonu bili się o tytuł z... Zagłębiem Lubin. Czy w tym sezonie czeka nas powtórka z rozrywki? Przedsezonowi faworyci gdzieś w środku stawki, a walka o mistrzostwo między dajmy na to Jagiellonią a Koroną? Pewne jest to, że w tym sezonie poziom jest równy jak w żadnym innym. Nie ma już wyniku, który byłby uznany za sensacyjny. Skazywana przed sezonem na spadek Polonia Bytom wywozi remis z Konwiktorskiej, Lechia Gdańsk pakuje trzy bramki przy Łazienkowskiej. Zniknął niepotrzebny strach i respekt przed rywalem, który straszy najczęściej tylko nazwą. To sprawia, że ósma kolejka może wcale nie być wyjątkiem. A to z kolei szansa dla fanów zakładów bukmacherskich. Gdyby ktoś w piątek postawił 10 zł na remisy Wisły i Polonii oraz porażki Legii i Lecha w niedzielny wieczór odbierałby 1378 zł i 26 groszy.

niedziela, 3 października 2010

Podsumowanie ósmej kolejki

Jagiellonia rzutem na taśmę wygrała w Zabrzu i zachowała fotel lidera. Kolejną bramkę na wagę trzech punktów dla Korony zdobył Andrzej Niedzielan. Aż trzy mecze zakończyły się wynikiem bezbramkowym, a w całej kolejce padło ledwie dziesięć bramek. Punkty nadal gubią zespoły uchodzące za faworytów ligi - Wisła i Polonia ledwie zremisowały swoje mecze ze Śląskiem i Arką, a jedenastki Legii i Lecha ponownie schodziły z boiska pokonane.


MECZ KOLEJKI

Legia Warszawa - Lechia Gdańsk

Ósma kolejka pozbawiona była meczu, który zapowiadałby się zdecydowanie najciekawiej. W Zabrzu spotykały się drużyny niespodziewanie tworzące czołówkę ligi (Górnik - Jagiellonia), w Bełchatowie będący jednym z odkryć sezonu GKS podejmował Mistrza Polski, ale ekstraklasowy po raz drugi z rzędu na najciekawszy mecz wybrał spotkanie rozgrywane przy Łazienkowskiej. Opromieniona zwycięstwem nad Lechem Legia Warszawa grała z notującą również zwyżkującą formę Lechią Gdańsk.

Statystyka była dla gości bezlitosna - po raz ostatni przy Łazienkowskiej Lechia wygrała w 1961 roku. W stolicy wszyscy liczyli, że wygrana z Lechem będzie początkiem marszu w górę tabeli po niemrawym początku sezonu. Gdańszczanie po wygranej aż 5:1 nad Górnikiem Zabrze też byli w dobrych nastrojach i przekonani co do swoich umiejętności zapowiadając sprawienie sensacji, a przynajmniej niespodzianki.

Pierwsza połowa meczu pokazała jednak co innego. Podopieczni Tomasz Kafarskiego grali nieco bojaźliwie, asekurancko. To mogło zemścić się już w siódmej minucie, gdy w sytuacji sam na sam z Pawłem Kapsą znalazł się Alejandro Cabral. Argentyńczyk chybił, a ta sytuacja była jego jedynym jasnym momentem w tym spotkaniu. Po przerwie nie widzieliśmy go już na boisku. Przed przerwą na boisku nie działo się wiele ciekawego, sam mecz rozczarowywał swoim poziomem. Zawieszony na dwa mecze Maciej Skorża dyrygował zespołem z trybun i zdecydował o wprowadzeniu wraz z początkiem drugiej połowy drugiego napastnika, Bruno Mezengi.

Efekt tej roszady był taki, że Lechia zaczęła uzyskiwać coraz większą przewagę w środku pola i stwarzać zagrożenie pod bramką Antolovicia. Pierwszy gol tego meczu padł w siedemdziesiątej minucie meczu, gdy po podaniu Lukjanovsa do bramki Legii trafił Francuz Bedi Buvala. Legia w tym sezonie udowodniła już w meczach z Cracovią i Lechem, że przed własną publicznością potrafi nadrabiać straty. Tym razem scenariusz wydarzeń był jednak z goła inny. Lechiści uwierzyli we własne siły i możliwość wywiezienia z uchodzącego za trudny terenu kompletu punktów. W osiemdziesiątej ósmej minucie na 2:0 podwyższył Hubert Wołąkiewicz, świeżo upieczony reprezentant Polski. W doliczonym czasie gry Legię dobił Paweł Nowak, który wcześniej asystował przy bramce Wołąkiewicza. Legia - Lechia 0:3. Nokaut!

Rozczarowani muszą się czuć ci, którzy po wygranej nad Lechem Poznań wieszczyli przełamanie Legii. Podopieczni Macieja Skorży po raz kolejny zagrali po prostu źle, nie mieli żadnej recepty na to, jak poradzić sobie z dobrze zorganizowaną Lechią Gdańsk. Zamiast pastwić się nad przegranym pogratulujmy zwycięzcy. Praca trenera Kafarskiego, który mocno podpał gdańskim kibicom zlekceważeniem rozgrywek Pucharu Polski w zeszłym sezonie, zaczyna przynosić pozytywne efekty. Drużyna z Gdańska należy do tych, które ogląda się w tej lidze najprzyjemniej. 5:1 z Górnikiem, 3:0 z Legią i niech teraz obawiają się kolejni ligowi rywale Lechii, która dobiła do ligowej czołówki. 

WYDARZENIA KOLEJKI

Gdzie ci faworyci?

U progu ligowego sezonu w gronie faworytów do tytułu mistrzowskiego jednym tchem wymieniane były zespoły Wisły Kraków, Lecha Poznań i Legii Warszawa. Do tej wielkiej trójki dołączyć miała Polonia Warszawa. W tej kolejce po raz kolejny ujawniła się słabość papierowych faworytów polskiej ekstraklasy - cała czwórka zdobyła w tej kolejce łącznie dwa punkty nie zdobywając ani jednej (!) bramki. Spory między sympatykami poszczególnych zespołów o to, kto gra lepiej, a kto gorzej można wrzucić do worka "przyganiał kocioł garnkowi". W tym momencie liga jest tak wyrównana, że nie ma już wyniku, o którym powiedziałoby się: sensacja! Każdy może pokonać każdego.

Strzelać nie kazano?

Wisła - Śląsk 0:0, Arka - Polonia 0:0, Zagłębie - Cracovia 0:0. Pal licho, że nie padły gole, gorzej że sam poziom gry mógł przyprawić o ból zębów. Wisła Kraków i Polonia Warszawa zgłaszają aspiracje do tytułu mistrzowskiego wszędzie, tylko nie na boisku. To były kolejne bardzo przeciętne mecze w wykonaniu faworyzowanych jedenastek. Szczególnie w Krakowie i Gdyni z boiska najzwyczajniej w świecie wiało nudą. Spotkanie w Lubinie uratowała nieco druga połowa, w której kibice doczekali się chociaż emocji. Wszystkie te mecze nie były jednak dobrą reklamą polskiej ekstraklasy i jeśli ktoś tego dnia trafił na któreś z tych spotkań przypadkiem to pewnie wróci nieprędko.

Skerla zapewnia trzy punkty i wygodny fotel lidera

W ostatniej minucie meczu w Zabrzu gola na wagę trzech punktów dla Jagi zdobył Andrius Skerla. Niby każdy wie, że na Litwina trzeba zwracać szczególną uwagę przy stałych fragmentach gry, a jednak nadal zagrożenie z jego strony w tym elemencie gry pozostaje największe. Tak było i tym razem. Jagiellonia wygrała szósty mecz w sezonie i umocniła się na pozycji lidera. A sam Andrius Skerla to niezwykle ciekawa postać. Nie ma obecnie w całej ekstraklasie piłkarza, który miałby na koncie więcej reprezentacyjnych gier niż litewski obrońca Jagi. Siedemdziesiąt osiem występów w drużynie narodowej to także litewski rekord. Skerla ma w swoim cv trzy lata gry w holenderskim PSV Eindhoven, w barwach którego rozegrał dwadzieścia pięć spotkań. Wynik może niezbyt imponujący, ale już w szkockim Dunfermline i rosyjskim Tomie Tomsk należał do filarów drużyny. Uznanie dla Skerli, brawa dla Jagi!

ÓSMA KOLEJKA W LICZBACH

Liczba goli: 10
Średnia goli na mecz: 1,25

Suma żółtych kartek: 29
Suma czerwonych kartek: 0

Suma podyktowanych karnych: 0
Suma wykorzystanych karnych: 0

Suma widzów: 61  400
Średnia widzów: 7675

ZOBACZ RÓWNIEŻ

piątek, 1 października 2010

Lech Poznań liderem grupy w Lidze Europejskiej!

Gdy Lech Poznań trafił do grupy A Ligi Europejskiej wraz z Juventusem Turyn, Machesterem City i Salzburgiem część mediów określiła to zestawienie "grupą śmierci". Inni śmiali się pod nosem wskazując, że ta grupa to po prostu dwóch żelaznych faworytów, jeden przeciętniak i jeden słaby zespół. Rozegrane zostały dwie kolejki i Mistrz Polski jest niepokonany, ma na koncie cztery punkty i jest liderem grupy!


Czwartkowy mecz zapisze się w historii poznańskiego klubu z zasadniczego powodu - to sportowa inauguracja Stadionu Miejskiego, który będzie areną Mistrzostw Europy w 2012 roku. Lepszej okazji do otwarcia stadionu niż mecz w europejskich pucharach nie można sobie było wyobrazić.

O drużynie gości mówiło się, że przeżywa kryzys. Salzburg w zeszłym sezonie znalazł się w grupie wraz z Lazio Rzym, Villarealem oraz Levskim Sofia i zakończył rywalizację z kompletem zwycięstw. Ten sezon miał być jeszcze lepszy, ale plany podboju Ligi Mistrzów spaliły na panewce. Jakby tego było mało podopieczni Huuba Stevensa bardzo przeciętnie radzą sobie w rodzimej lidze - zajmują dopiero siódme miejsce w tabeli, ale weekendowe zwycięstwo nad viceliderem SV Ried mogło wskazywać, że najgorsze mają już za sobą. 

Swoje problemy ma też jednak Lech Poznań, który w lidze gra bardzo nierówno - w sześciu meczach odniósł dwie wygrane, zanotował dwa remisy i dwukrotnie schodził z boiska pokonany. Mecze w pucharach wyzwalają jednak dodatkową motywację, a i stadion zapełniony kibicami do ostatniego miejsca miał natchnąć Kolejorza do wygranej nad austriackim rywalem. Od początku mecz miał dość wyrównany przebieg, z lekką przewagą Lecha. Poznaniacy nie potrafili jednak przebić się przez dobrze zorganizowaną obronę gości, w której szczególnie mocnym punktem był duet środkowych defensorów - Nigeryjczyk Afolabi i Sekagya z Ugandy. Ataki Lecha nabrały rozpędu w ostatnim kwadransie pierwszej połowy, ale do przerwy utrzymał się bezbramkowy remis.

Wyglądało na to, że albo utrzyma się wynik 0:0 albo zwycięży ten zespół, który pierwszy trafi do siatki rywali. Kolejorz uczynił to już dwie minuty po przerwie - w czterdziestej siódmej minucie strzałem głową gola zdobył Manuel Arboleda, który ostatnio rozgrywał słabsze mecze. Szybko strzelony gol pozwolił drużynie Zielińskiego nastawić się na kontrataki. W tych szczególnie dobrze czuł się wprowadzony w miejsce kontuzjowanego Grzegorza Wojtkowiaka Jacek Kiełb. Salzburg w tej części meczu wyglądał lepiej pod względem fizycznym, piłkarze gości sprawiali wrażenie silniejszych, ale to po szybkich akcjach Kolejorza mogły paść kolejne bramki w tym meczu. Drugiego gola dla Lecha w osiemdziesiątej minucie zdobył Sławomir Peszko, który wykorzystał świetne podanie od Štilicia. Goście nie byli już w stanie się podnieść, a lechici mogli dobić rywali kolejnym golem. Strzał Siergieja Kriwca z osiemdziesiątej siódmej minuty trafił jednak w słupek bramki Tremmela.

W rozgrywanym równolegle meczu między Manchesterem City a Juventusem Turyn padł remis 1:1, który sprawił, że to Lech Poznań znajduje się na pierwszym miejscu w tabeli grupy A. Pod kątem ostatecznych rozstrzygnięć rezultat z Manchesteru nie jest najlepszą wiadomością dla poznaniaków. Wydaje się, że lepszym wariantem byłaby dominacja w grupie Anglików i walka o drugie miejsce między Lechem a Juventusem. Pesymiści już kreślą wariant, w którym Manchester City w najbliższych dwóch meczach odnosi dwa zwycięstwa nad Lechem, a Juve dwukrotnie pokona Salzburg. Wówczas Manchester City miałby na koncie dziesięć punktów, Juventus osiem, a Lech cztery i sytuacja Mistrza Polski stałaby się naprawdę trudna. Ale czy ktokolwiek stawiał, że Lech wywiezie dobry wynik z Turynu? Warto pamiętać, że drużyna Zielińskiego w tym towarzystwie była skazywana na pożarcie, a jest liderem tabeli. Teraz niech inni się martwią jak to zmienić.