Cytat tygodnia

CYTAT TYGODNIA:
To dla nas zimny prysznic, ale może lepiej przegrać raz 0:5 niż pięć razy po 0:1.
Marek Saganowski, napastnik ŁKS Łódź po meczu ŁKS - Lech (0:5)
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą ekstraklasa. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą ekstraklasa. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 18 października 2010

Podsumowanie dziewiątej kolejki

Rozpędzona Jagiellonia wygrywa kolejne spotkanie, Lech Poznań kolejne przegrywa. Na kolejne zwycięstwo nadal muszą czekać kibice Polonii Warszawa i Wisły Kraków. Swój mecz wygrała bezkompromisowa Legia, która albo wygrywa albo przegrywa - póki co wciąż jeszcze porażek ma na koncie więcej niż zwycięstw. Kuriozalne zachowanie sędziego w Kielcach i rekordowa frekwencja.

MECZ KOLEJKI

Lechia Gdańsk - Arka Gdynia

Meczem na szczycie stała się zupełnie niespodziewanie rywalizacja Korony Kielce z GKSem Bełchatów. Spore zainteresowanie budził też klasyk między Widzewem a Legią. Przyjrzyjmy się jednak bliżej jeszcze innemu spotkaniu - w derbach Trójmiasta chwalona zewsząd Lechia podejmowała posiadającą jedną z najlepszych linii defensywnych w lidze Arkę. 

Cztery ostatnie mecze derbowe wygrała Lechia i również w niedzielę to gdańszczanie przystępowali do gry z pozycji faworyta. Po efektownym zwycięstwie przy Łazienkowskiej kibice gospodarzy oczekiwali kolejnej wygranej. Już przed pierwszym gwizdkiem sędziego było jasne, że mecz będzie historyczny. To ostatnie derby Trójmiasta rozegrane na stadionie przy ulicy Traugutta. Kolejne, których gospodarzem będzie Lechia odbędą się już na powstającym z myślą o Euro 2012 stadionie PGE Arena. 

O defensywie Arki mówi się, że należy do najtrudniejszych do sforsowania w ekstraklasie. (ledwie pięć straconych goli w dotychczasowych ośmiu meczach). Pierwsza połowa absolutnie to potwierdziła. Podopieczni Tomasza Kafarskiego bili głową w gdyński mur nie mogąc znaleźć recepty na obronę gości. Do najbardziej aktywnych piłkarzy należał Francuz Bedi Buval i Arkowcy często by go powstrzymać musieli faulować. Pierwsze czterdzieści pięć minut nie przyniosło kibicom wielkich emocji i co gorsza niewiele zapowiadało na to, że obraz gry zmieni się po przerwie.

Druga połowa to dalsze próby Lechii, która tym razem potrafiła już stworzyć sobie kilka niezłych okazji do zdobycia gola. Próbował Buval, próbował Wiśniewski, ale bramka nie padła. Kluczowa dla meczu była siedemdziesiąta ósma minuta - dośrodkowanie z rzutu wolnego na bramkę zamienił Paweł Wiśniewski. Stracony gol pozostał jakby niezauważony przez zawodników z Gdyni, którzy nawet wtedy nie zaatakowali bramki Pawła Kapsy. Zamiast tego oglądaliśmy brutalną grę, w pewnym momencie w szarpaninie po faulu brały udział niemal całe jedenastki obu drużyn. W osiemdziesiątej szóstej minucie Miroslav Bożok obejrzał czerwoną kartkę po faulu na Łukaszu Surmie. Sędzie doliczył sześć minut, wynik nie uległ zmianie. Lechia wygrała derby Trójmiasta już piąty raz z rzędu!

WYDARZENIA KOLEJKI

Mistrz jest nagi

Szok, niedowierzanie. O tym mówili piłkarze i trenerzy Lecha po meczu z Zagłębiem Lubin. Kolejorz przegrał trzeci mecz z rzędu i do lidera traci już czternaście punktów. Niżej od Lecha w tabeli już tylko Śląsk Wrocław i Cracovia, czyli jedyne zespoły które Lech potrafił w tym sezonie pokonać. Trener Zieliński odrzucił zarzut kibiców, że zawodnicy wybierają sobie mecze, w których starają się o wynik (w domyśle: skupiają się na europejskich pucharach kosztem rozgrywek ligowych). Sytuacja Mistrza Polski jest w tym momencie naprawdę zła. Ozdobą sobotniego meczu była bramka Mateusza Bartczaka.

Końcowy gwizdek w... osiemdziesiątej minucie

Nic tak nie zaskoczyło kibiców w tej kolejce jak zachowanie pana Sebastiana Jarzębaka, który sędziował mecz między Koroną a GKSem. W osiemdziesiątej minucie gry ku zdziwieniu wszystkich obserwatorów i uczestników spotkania arbiter zagwizdał trzykrotnie kończąc spotkanie! Śmiech z trybun kieleckiego stadionu był chyba równie duży jak gwizdy, które żegnały schodzących z boiska w Poznaniu piłkarzy Lecha. Trener gości Maciej Bartoszek zdegustowany nakazał swoim piłkarzom zejście do szatni. Ostatecznie Jarzębak skonsultował swoją decyzję z sędzią technicznym i wznowił grę przedłużając mecz z powodu zamieszania o sześć minut. Wynik już się nie zmienił - 3:1 wygrała Korona.

Średnia frekwencja? 10 tysięcy na mecz!

Dziewiąta kolejka cieszyła się rekordowym zainteresowaniem kibiców na stadionach. Komplet widzów oglądał mecze w Białymstoku, Łodzi i Gdańsku, dziesięć tysięcy widzów zasiadło na trybunach w Krakowie i Kielcach, a dwadzieścia dwa tysiące oglądało mecz w Poznaniu. W efekcie średnia widzów na mecz jest rekordowa w tym sezonie i wyniosła 10 450 widzów na mecz i to pomimo tego, że słynące z licznej widowni Legia i Wisła grały swe mecze na wyjazdach. To pierwszy dzwonek i miejmy nadzieję, że zapowiedź tego, co będzie nas czekać po oddaniu do użytku kolejnych nowoczesnych stadionów.

DZIEWIĄTA KOLEJKA W LICZBACH

Liczba goli: 16
Średnia goli na mecz: 2

Suma żółtych kartek: 43
Suma czerwonych kartek: 2

Suma podyktowanych karnych: 1
Suma wykorzystanych karnych: 1

Suma widzów: 83 600
Średnia widzów: 10 450

ZOBACZ RÓWNIEŻ

poniedziałek, 4 października 2010

Zmierzch faworytów?

Lech Poznań, Legia Warszawa, Wisła Kraków, Polonia Warszawa. Jednym tchem wymieniani jako faworyci do tytułu mistrzowskiego. W minionej kolejce żaden z tych zespołów nie potrafił odnieść zwycięstwa. Co gorsza, dla Legia przegrała już piąty mecz w tym sezonie, Lech trzeci. Polonia po wygranych trzech pierwszych meczach w kolejnych nie potrafiła zwyciężyć ani razu, Wisła ostatni mecz wygrała cztery kolejki temu. Ligowa czołówka? Jagiellonia Białystok, Korona Kielce, GKS Bełchatów! Liga stanęła na głowie?

Cała czwórka to najbogatsze zespoły polskiej ekstraklasy. W letniej przerwie między rozgrywkami szczególnie warszawskie kluby odważnie wydawały miliony złotych na nowych piłkarzy. Efekt jest daleki od oczekiwanego, choć na ostateczne oceny czas przyjdzie oczywiście dopiero w maju. Nic jeszcze nie stoi na przeszkodzie, by walka o tytuł rozstrzygnęła się między wyżej wspomnianą czwórką. Ale jedenaście punktów straty Mistrza Polski do lidera ekstraklasy musi przynajmniej niepokoić.

Wydaje się, że problem każdej z drużyn jest inny. Trudno uważać, że Lech Poznań nie ma potencjału na walkę o tytuł mistrzowski. Oczywiście ma, co udowodnił poprzedni sezon i co potwierdza tegoroczny start w europejskich pucharach. Zastępujący zawieszonego na dwa mecze Zielińskiego trener Kuźma po przegranym meczu w Bełchatowie nie bał się powiedzieć, że drużynie w drugiej połowie brakowało sił. Faktycznie, o ile przed przerwą lechici byli stroną przeważającą o tyle w drugiej połowie wynik 1:0 dla gospodarzy był najniższym wymiarem kary. Dlaczego tak się dzieje? Swoją teorię na ten temat mają kibice z Poznania, którzy po niedzielnym meczu głośno dali wyraz przypuszczeniu, że piłkarze angażują się w europejskie puchary w znacznie większym stopniu niż w rozgrywki ligowe. Lech wciąż pozostaje drużyną, która jest w stanie pokonać w ekstraklasie każdego i wszędzie. Tyle, że potrzebuje do tego pełnej determinacji i sił w nogach. Jedenaście punktów straty do Jagiellonii to dużo, nawet biorąc pod uwagę zaległy mecz z Polonią. Oby w momencie, gdy Kolejorz się przebudzi nie było już za późno.

W drużynach Polonii i Wisły szybko zdecydowano się na zmianę szkoleniowców. Kasperczak wyleciał z Białej Gwiazdy jeszcze przed startem ligi, po klęsce z Karabachem. Bakero opuszczał Czarne Koszule po pierwszej porażce drużyny w sezonie, mając na koncie dziewięć punktów w czterech meczach. Właściciele zatrudnili nowych trenerów, ale póki co efekty ich działań nie rzucają na kolana. Polonia od czasu odejścia Hiszpana nie zdołała wygrać meczu w lidze, a Wisła pod wodzą Maaskanta zwyciężyła tylko raz. Warto jednak zwrócić uwagę, że obu trenerów dzielą cele, które przed nimi stoją. Prezes Wojciechowski oczekuje sukcesów Polonii tu i teraz, a  przed holenderskim trenerem Wisły stoi wyzwanie bardziej długoterminowe. Na sukces w postaci awansu do Ligi Mistrzów właściciel klubu jest w stanie czekać dwa lata. Wydaje się to rozsądne, zwłaszcza mając na uwadze, że defensywa Wisły latem została praktycznie w całości wyprzedana. 

Najtrudniejsza jest sytuacja w Legii, gdzie latem postawiono na całkowitą przebudowę drużyny, która kompletnie zawiodła w zeszłym sezonie. Zainwestowano dziesięć milionów złotych na nowych piłkarzy, zatrudniono młodego i zdolnego trenera, który już ma na koncie spore sukcesy, a efekt jest taki, że w pierwszych ośmiu meczach Legia aż pięć razy schodziła z boiska pokonana. Coraz częściej podważa się sens sprowadzenia do Warszawy Antolovicia, Kneżevicia czy Cabrala. Celem Legii Warszawa co roku jest mistrzostwo Polski, tak jest i w tym sezonie. W tej chwili wygląda jednak na to, że tak jak drużyny nie było w zeszłym sezonie, tak nie uda się jej skleić w najbliższym czasie. Euforię po zwycięstwie nad Lechem zgasiła Lechia Gdańsk wywożąc z Warszawy wygraną 3:0.

Ostatni równie nietypowy sezon to rozgrywki 2006/2007. Świetnie wystartował wówczas GKS Bełchatów, eksperci co kolejkę stawiali, że ich seria skończy się właśnie w tej chwili, a tymczasem bełchatowianie do końca sezonu bili się o tytuł z... Zagłębiem Lubin. Czy w tym sezonie czeka nas powtórka z rozrywki? Przedsezonowi faworyci gdzieś w środku stawki, a walka o mistrzostwo między dajmy na to Jagiellonią a Koroną? Pewne jest to, że w tym sezonie poziom jest równy jak w żadnym innym. Nie ma już wyniku, który byłby uznany za sensacyjny. Skazywana przed sezonem na spadek Polonia Bytom wywozi remis z Konwiktorskiej, Lechia Gdańsk pakuje trzy bramki przy Łazienkowskiej. Zniknął niepotrzebny strach i respekt przed rywalem, który straszy najczęściej tylko nazwą. To sprawia, że ósma kolejka może wcale nie być wyjątkiem. A to z kolei szansa dla fanów zakładów bukmacherskich. Gdyby ktoś w piątek postawił 10 zł na remisy Wisły i Polonii oraz porażki Legii i Lecha w niedzielny wieczór odbierałby 1378 zł i 26 groszy.

niedziela, 3 października 2010

Podsumowanie ósmej kolejki

Jagiellonia rzutem na taśmę wygrała w Zabrzu i zachowała fotel lidera. Kolejną bramkę na wagę trzech punktów dla Korony zdobył Andrzej Niedzielan. Aż trzy mecze zakończyły się wynikiem bezbramkowym, a w całej kolejce padło ledwie dziesięć bramek. Punkty nadal gubią zespoły uchodzące za faworytów ligi - Wisła i Polonia ledwie zremisowały swoje mecze ze Śląskiem i Arką, a jedenastki Legii i Lecha ponownie schodziły z boiska pokonane.


MECZ KOLEJKI

Legia Warszawa - Lechia Gdańsk

Ósma kolejka pozbawiona była meczu, który zapowiadałby się zdecydowanie najciekawiej. W Zabrzu spotykały się drużyny niespodziewanie tworzące czołówkę ligi (Górnik - Jagiellonia), w Bełchatowie będący jednym z odkryć sezonu GKS podejmował Mistrza Polski, ale ekstraklasowy po raz drugi z rzędu na najciekawszy mecz wybrał spotkanie rozgrywane przy Łazienkowskiej. Opromieniona zwycięstwem nad Lechem Legia Warszawa grała z notującą również zwyżkującą formę Lechią Gdańsk.

Statystyka była dla gości bezlitosna - po raz ostatni przy Łazienkowskiej Lechia wygrała w 1961 roku. W stolicy wszyscy liczyli, że wygrana z Lechem będzie początkiem marszu w górę tabeli po niemrawym początku sezonu. Gdańszczanie po wygranej aż 5:1 nad Górnikiem Zabrze też byli w dobrych nastrojach i przekonani co do swoich umiejętności zapowiadając sprawienie sensacji, a przynajmniej niespodzianki.

Pierwsza połowa meczu pokazała jednak co innego. Podopieczni Tomasz Kafarskiego grali nieco bojaźliwie, asekurancko. To mogło zemścić się już w siódmej minucie, gdy w sytuacji sam na sam z Pawłem Kapsą znalazł się Alejandro Cabral. Argentyńczyk chybił, a ta sytuacja była jego jedynym jasnym momentem w tym spotkaniu. Po przerwie nie widzieliśmy go już na boisku. Przed przerwą na boisku nie działo się wiele ciekawego, sam mecz rozczarowywał swoim poziomem. Zawieszony na dwa mecze Maciej Skorża dyrygował zespołem z trybun i zdecydował o wprowadzeniu wraz z początkiem drugiej połowy drugiego napastnika, Bruno Mezengi.

Efekt tej roszady był taki, że Lechia zaczęła uzyskiwać coraz większą przewagę w środku pola i stwarzać zagrożenie pod bramką Antolovicia. Pierwszy gol tego meczu padł w siedemdziesiątej minucie meczu, gdy po podaniu Lukjanovsa do bramki Legii trafił Francuz Bedi Buvala. Legia w tym sezonie udowodniła już w meczach z Cracovią i Lechem, że przed własną publicznością potrafi nadrabiać straty. Tym razem scenariusz wydarzeń był jednak z goła inny. Lechiści uwierzyli we własne siły i możliwość wywiezienia z uchodzącego za trudny terenu kompletu punktów. W osiemdziesiątej ósmej minucie na 2:0 podwyższył Hubert Wołąkiewicz, świeżo upieczony reprezentant Polski. W doliczonym czasie gry Legię dobił Paweł Nowak, który wcześniej asystował przy bramce Wołąkiewicza. Legia - Lechia 0:3. Nokaut!

Rozczarowani muszą się czuć ci, którzy po wygranej nad Lechem Poznań wieszczyli przełamanie Legii. Podopieczni Macieja Skorży po raz kolejny zagrali po prostu źle, nie mieli żadnej recepty na to, jak poradzić sobie z dobrze zorganizowaną Lechią Gdańsk. Zamiast pastwić się nad przegranym pogratulujmy zwycięzcy. Praca trenera Kafarskiego, który mocno podpał gdańskim kibicom zlekceważeniem rozgrywek Pucharu Polski w zeszłym sezonie, zaczyna przynosić pozytywne efekty. Drużyna z Gdańska należy do tych, które ogląda się w tej lidze najprzyjemniej. 5:1 z Górnikiem, 3:0 z Legią i niech teraz obawiają się kolejni ligowi rywale Lechii, która dobiła do ligowej czołówki. 

WYDARZENIA KOLEJKI

Gdzie ci faworyci?

U progu ligowego sezonu w gronie faworytów do tytułu mistrzowskiego jednym tchem wymieniane były zespoły Wisły Kraków, Lecha Poznań i Legii Warszawa. Do tej wielkiej trójki dołączyć miała Polonia Warszawa. W tej kolejce po raz kolejny ujawniła się słabość papierowych faworytów polskiej ekstraklasy - cała czwórka zdobyła w tej kolejce łącznie dwa punkty nie zdobywając ani jednej (!) bramki. Spory między sympatykami poszczególnych zespołów o to, kto gra lepiej, a kto gorzej można wrzucić do worka "przyganiał kocioł garnkowi". W tym momencie liga jest tak wyrównana, że nie ma już wyniku, o którym powiedziałoby się: sensacja! Każdy może pokonać każdego.

Strzelać nie kazano?

Wisła - Śląsk 0:0, Arka - Polonia 0:0, Zagłębie - Cracovia 0:0. Pal licho, że nie padły gole, gorzej że sam poziom gry mógł przyprawić o ból zębów. Wisła Kraków i Polonia Warszawa zgłaszają aspiracje do tytułu mistrzowskiego wszędzie, tylko nie na boisku. To były kolejne bardzo przeciętne mecze w wykonaniu faworyzowanych jedenastek. Szczególnie w Krakowie i Gdyni z boiska najzwyczajniej w świecie wiało nudą. Spotkanie w Lubinie uratowała nieco druga połowa, w której kibice doczekali się chociaż emocji. Wszystkie te mecze nie były jednak dobrą reklamą polskiej ekstraklasy i jeśli ktoś tego dnia trafił na któreś z tych spotkań przypadkiem to pewnie wróci nieprędko.

Skerla zapewnia trzy punkty i wygodny fotel lidera

W ostatniej minucie meczu w Zabrzu gola na wagę trzech punktów dla Jagi zdobył Andrius Skerla. Niby każdy wie, że na Litwina trzeba zwracać szczególną uwagę przy stałych fragmentach gry, a jednak nadal zagrożenie z jego strony w tym elemencie gry pozostaje największe. Tak było i tym razem. Jagiellonia wygrała szósty mecz w sezonie i umocniła się na pozycji lidera. A sam Andrius Skerla to niezwykle ciekawa postać. Nie ma obecnie w całej ekstraklasie piłkarza, który miałby na koncie więcej reprezentacyjnych gier niż litewski obrońca Jagi. Siedemdziesiąt osiem występów w drużynie narodowej to także litewski rekord. Skerla ma w swoim cv trzy lata gry w holenderskim PSV Eindhoven, w barwach którego rozegrał dwadzieścia pięć spotkań. Wynik może niezbyt imponujący, ale już w szkockim Dunfermline i rosyjskim Tomie Tomsk należał do filarów drużyny. Uznanie dla Skerli, brawa dla Jagi!

ÓSMA KOLEJKA W LICZBACH

Liczba goli: 10
Średnia goli na mecz: 1,25

Suma żółtych kartek: 29
Suma czerwonych kartek: 0

Suma podyktowanych karnych: 0
Suma wykorzystanych karnych: 0

Suma widzów: 61  400
Średnia widzów: 7675

ZOBACZ RÓWNIEŻ

poniedziałek, 27 września 2010

Podsumowanie siódmej kolejki

Siódma kolejka umocniła na czele ligowej tabeli zespoły Jagiellonii Białystok i Korony Kielce. Trwa niemoc faworytów - po trzech porażkach z rzędu w meczu z Lechem przełamała się Legia Warszawa, ale Wisła Kraków i Polonia Warszawa tylko zremisowały swoje mecze. Pierwsze punkty w sezonie zdobyła Cracovia, piątą porażkę z rzędu zanotował Śląsk Wrocław. Siódma kolejka ekstraklasy jest pierwszą, w której do siatki rywala nie trafił Andrzej Niedzielan.

MECZ KOLEJKI

Legia Warszawa - Lech Poznań

Mecze między tymi zespołami należą do najbardziej prestiżowych w lidze i są szczególnie ważne dla kibiców obu drużyn. Ostatnie sezony przyzwyczaiły nas, że mecze między Legią a Lechem to spotkania na szczycie. Tym razem było inaczej - Lech przed meczem przy Łazienkowskiej był ósmy w tabeli, a Legia dopiero czternasta. 

Mistrz Polski przyjechał do Warszawy opromieniony dobrym występem w meczu z Juventusem Turyn. Semir Štilić zapowiedział, że Kolejorz na Legię wyjdzie "jak na Juventus" i pierwsza połowa udowodniła, że nie żartował. Choć mecz rozpoczął się od ataków Legii to goście zdobyli pierwszego gola. W dziewiątej minucie precyzyjny strzał w długi róg bramki Antolovicia oddał Siergiej Kriwiec i poznaniacy mogli się cieszyć z objęcia prowadzenia. Kolejne minuty to dalsza dobra gra Lecha, który zdecydowanie dominował w tym okresie. Mistrz Polski grał z dużą pewnością siebie, której Legia przeciwstawiała nieustępliwą walkę. Lechici stwarzali sobie kolejne dogodne okazje, ale Kriwiec, Rudnevs, Štilić i Peszko nie potrafili  ich wykorzystać To był moment, w którym Kolejorz powinien rozstrzygnąć losy tego meczu i prowadzić już nawet 0:3. Nie zrobił tego i zapłacił za to najwyższą cenę - w trzydziestej ósmej minucie dokładne podanie z głębi pola od Manu dostał Michał Kucharczyk i pewnym strzałem doprowadził do remisu. Jeszcze przed przerwą drugą żółtą kartkę obejrzał Maciej Rybus i wydawało się, że druga połowa będzie miała przebieg bardzo zbliżony do pierwszej.

Nic bardziej mylnego. Gra w osłabieniu jeszcze bardziej zmobilizowała gospodarzy, którzy grali z niezwykłym poświęceniem, walecznością i ofiarnością. Lech sprawiał wrażenie uśpionego przewagą jednego zawodnika i wyglądało na to, że chce ten mecz wygrać na stojąco. W efekcie przez całe drugie czterdzieści pięć minut na boisku dominowała Legia, która raz po raz poważnie zagrażała bramce Jasmina Buricia. Wysiłki gospodarzy przyniosły efekt na dwie minuty przed końcem regulaminowego czasu gry - dośrodkowanie Tomasz Kiełbowicza z rzutu wolnego strzałem głową na bramkę zamienił Bruno Mezenga. 2:1 dla Legii!

Legia Warszawa wreszcie przełamała się w lidze, a trener Maciej Skorża mógł odetchnąć z ulga. W szatni gospodarzy panowała radość, a lechici chyba do końca nie wiedzieli jeszcze w jaki sposób udało im się przegrać wydawałoby się wygrany mecz. W efekcie sytuacja Lecha w tabeli robi się coraz trudniejsza, a w Warszawie wszyscy liczą, że wygrana nad mistrzem Polski jest początkiem nowej, bardziej imponującej, passy. 

WYDARZENIA KOLEJKI

Wygrana Pasów na otwarcie stadionu

Cracovia wróciła na stadion przy ulicy Kałuży i wygrała swój pierwszy mecz w sezonie. Wróciła to nie do końca adekwatne słowo - na miejscu dawnego stadionu powstał zupełnie nowy obiekt. Nowoczesny, z trybunami na piętnaście tysięcy miejsc. W sobotę zapełnił się w całości i w takich warunkach piłkarzom Cracovii niewątpliwie łatwiej było przełamać fatalną serię sześciu porażek z rzędu. Po golach Polczaka i Ślusarskiego Pasy pokonały Arkę 2:0. Czekamy na oddanie kolejnych nowych stadionów - w pierwszej kolejności będą to prawdopodobnie obiekty w Gdyni i Białymstoku. Dzięki nowoczesnej infrastrukturze przeciętny mecz w oczach widza zamienia się w dobry, a dobry w bardzo dobry...

Pogrom w Gdańsku

Aż 5:1 Lechia Gdańsk wygrała w meczu z Górnikiem Zabrze. Warto zauważyć, że był to drugi mecz pomiędzy tymi zespołami w odstępie kilku dni - we wtorek Lechia wyeliminowała zabrzan z rozgrywek Pucharu Polski. Oba mecze musiały popsuć nastroje w chwalonym do tej pory zespole Górnika. Trzeba zwrócić uwagę, że w sobotę to Lechia zagrała naprawdę dobre zawody i udowodniła, że może być groźna dla każdego w tej lidze, zwłaszcza przed własną publicznością. 

Orest Lenczyk we Wrocławiu

Przełamała się Legia, przełamała się Cracovia, trwa niemoc Śląska Wrocław. W piątek wrocławianie przegrali w Kielcach z Koroną i licznik porażek z rzędu wskazuje już pięć. W piątek trenerem Śląska już nie był Ryszard Tarasiewicz, a jeszcze nie był Orest Lenczyk. Prowadzony przez dotychczasowego asystenta Tarasiewicza zespół nie potrafił znaleźć recepty na dobrze zorganizowaną Koronę. W najbliższym czasie Śląsk czekają mecze z Wisłą Kraków i Polonią Warszawa, doświadczenie i kunszt Lenczyka z pewnością się mogą przydać.

SIÓDMA KOLEJKA W LICZBACH

Liczba goli: 24
Średnia goli na mecz: 3,0

Suma żółtych kartek: 32
Suma czerwonych kartek: 4

Suma podyktowanych karnych: 1
Suma wykorzystanych karnych: 1

Suma widzów: 75 900
Średnia widzów: 9487

ZOBACZ RÓWNIEŻ

wtorek, 21 września 2010

Trenerska karuzela nabiera rozpędu?

Jednym z niezmiennie stałych elementów rozgrywek polskiej ligi od lat są częste zmiany trenerów. Klub, który daje szkoleniowcowi popracować dłużej niż trzy sezony to w naszych ligowych warunkach niemal niespotykane dziwadło. Dorobiliśmy się trenerów, którzy specjalizują się w awansach do ekstraklasy, w utrzymaniu w lidze, trenerów - strażaków gaszących pożar na pokładzie. Wymiana trenera, najczęściej na takiego, który wcześniej nie poradził sobie w innym ligowym klubie, to dla klubowych włodarzy nadal najprostsze rozwiązanie kłopotów w ligowej tabeli.

Ekstraklasowy postanowił na bieżąco raportować zmiany na trenerskich stołkach. Tak, żeby dwutygodniowy wyjazd kibica na wakacje nie skutkował tym, że po powrocie będzie kompletnie zdezorientowany. Szczególnie płodna w materii zmian szkoleniowców jest runda wiosenna, ale niektórzy prezesi postanowili rozliczyć swoich pracowników już teraz. 

Po weekendowych meczach szóstej kolejki ekstraklasy szczególnie gorąco miało się zrobiłć we Wrocławiu, Warszawie i Krakowie. Z informacji napływających z obozu Śląska Wrocław wynika, że dni Ryszarda Tarasiewicza w tym klubie są już policzone i nie jest nawet pewne, czy ten trener poprowadzi drużynę jeszcze w spotkaniu siódmej kolejki z Koroną Kielce. Warto zauważyć, że Tarasiewicz jest póki co najdłużej zatrudnionym szkoleniowcem spośród obecnie pracujących w ekstraklasie - właśnie rozpoczął swój czwarty sezon przy Oporowskiej. W pewnym momencie szło mu na tyle dobrze, że sam zaczął głośno mówić o chęci poprowadzenia reprezentacji Polski. Od czasu ogłoszenia tej deklaracji wyniki i gra Śląska były już tylko coraz gorsze...

Grunt pod nogami ma tracić też Maciej Skorża - tak fatalnego startu w lidze nie spodziewał się przy Łazienkowskiej nikt. Przed Skorżą postawiono jednak również cele dalekosiężne, ale wróbelki ćwierkają, że w ich realizacji może przeszkodzić brak wyników w bieżącej pracy. Póki co sytuacja Skorży jest jeszcze dość stabilna - pytanie tylko, kiedy w końcu Legia się przełamie i jak duże pokłady cierpliwości posiadają w sobie zarządzający klubem. Ubiegły sezon udowodnił, że nie mają oporu przed zmianą szkoleniowca w trakcie trwania rozgrywek

Teoretycznie najtrudniejszą sytuację ma Rafał Ulatowski. Jego Cracovia przegrała pierwsze sześć spotkań i zanotowała najgorszy start, jaki komukolwiek przytrafił się w ekstraklasie w pierwszej dekadzie XXI wieku. Po piątkowej, szóstej z rzędu, porażce Ulatowski wziął na siebie odpowiedzialność za wyniki zespołu i oddał się do dyspozycji zarządu. Prezes Janusz Filipiak podjął decyzję szybko - trener zostaje. Jak na tym wyjdzie Cracovia i czy profesor nie będzie musiał swojej decyzji zmienić przekonamy się w najbliższych tygodniach.

Zmiany trenerów w polskiej ekstraklasie w sezonie 2010/2011:

1. Henryk Kasperczak (Wisła Kraków) - po dwóch porażkach z azerskim Karabachem i w konsekwencji odpadnięciu z rozgrywek Ligi Europejskiej, jeszcze przed inauguracją ekstraklasy. Tymczasowo zespół prowadził Tomasz Kulawik, od czwartej kolejki trenerem Wisły jest Robert Maaskant.

2. Jose Maria Bakero (Polonia Warszawa) - zwolniony po piątej kolejce, w której Polonia przegrała swój pierwszy mecz w sezonie. Jego następcą został Paweł Janas.

niedziela, 19 września 2010

Podsumowanie szóstej kolejki

W ekstraklasie nie ma już niepokonanych drużyn. Mimo porażki w Gdyni liderem ligowej tabeli nadal jest Jagiellonia Białystok. Pogłębia się kryzys drużyn z dołu tabeli - Cracovia przegrała szósty, Śląsk czwarty, a Legia trzeci raz z rzędu. W derbach Śląska Polonia Bytom lepsza od Ruchu Chorzów. Trwa fenomenalna passa Andrzeja Niedzielana - trafił do siatki w szóstym kolejnym meczu ekstraklasy!

MECZ KOLEJKI

Wisła Kraków - Korona Kielce


Najciekawiej zapowiadający się mecz szóstej serii spotkań to rywalizacja Lecha Poznań z Polonią Warszawa. Ze względu na otwierający Stadion Miejski koncert Stinga spotkanie zostało przełożone na dziesiątego listopada, a na miano najbardziej interesującego wyrósł mecz Wisły z Koroną.

Dla Białej Gwiazdy był to pierwszy mecz przy Reymonta od ponad roku. Wiślacy nie ukrywają radości z końca tułaczki po Sosnowcu i Nowej Hucie, Paweł Brożek grę na tych obiektach wskazuje nawet jako jeden z ważniejszych powodów utraty mistrzowskiego tytułu. Teraz ma być już tylko lepiej.

Piątkowy mecz był trzecim w roli trenera Wisły dla Roberta Maaskanta i pierwszym w nowym klubie dla Nourdina Boukhariego. Nowy zawodnik krakowskiego klubu był aktywny na boisku i pozostawił po sobie dobre wrażenie. Pierwsze czterdzieści pięć minut rozpoczęło się od przewagi gości, którzy nie tylko prowadzili grę, ale i stwarzali sobie dogodniejsze sytuacje strzeleckie. Akcjom Wisły brakowało składności, choć również potrafili zagrozić bramce Małkowskiego. Gospodarze wyszli na prowadzenie w momencie, gdy wydawało się, że przed przerwą gole już nie padną - w czterdziestej czwartej minucie precyzyjne dośrodkowanie Andresa Riosa wykończył celnym strzałem Paweł Brożek. Do przerwy 1:0 dla Wisły. 

Druga połowa podobnie jak pierwsza rozpoczęła się od ataków Korony Kielce. Już w czterdziestej siódmej minucie rzut wolny na bramkę zamienił Aleksandar Vuković - dobre, techniczne uderzenie okazało się zbyt trudne do obrony dla Milana Jovanicia. Kolejne minuty to dalsza przewaga Korony, która bardzo śmiało i pewnie poczynała sobie na boisku v-ce mistrza Polski. Mimo przewagi gości bramkę na 2:1 zdobyła Wisła - w siedemdziesiątej drugiej minucie Żurawski dograł do Brożka, ten trafił w słupek ale do z najbliższej odległości piłkę dobił Cezary Wilk, który latem sprowadzony został właśnie z kieleckiego klubu. Korona się nie załamała i zdołała jeszcze raz odrobić stratę - jedenaście minut później dośrodkował w pole karne Jacek Markiewicz, piłka spadła na głowę Andrzeja Niedzielana, a ten skierował ją do siatki. 2:2 i siódmy gol Niedzialana w szóstym ligowym meczu!

Piłkarze z Kielc byli zadowoleni z remisu w Krakowie, choć z przebiegu gry wynikało, że mogli pokusić się nawet o zwycięstwo. Dla podopiecznych Marcina Sasala najważniejsze jest, że umocnili swoją pozycję w czołówce ligowej tabeli i potwierdzili, że dobre wyniki w poprzednich meczach nie były przypadkiem. Przed Wisłą jeszcze sporo pracy, by powrócić do dyspozycji, do jakiej w ostatnich latach przyzwyczaiła swoich kibiców.


WYDARZENIA KOLEJKI

Siedem bramek w Łodzi!

Ostre strzelanie urządzili sobie piłkarze Widzewa Łódź i Śląska Wrocław, choć przyznać trzeba, że powody do zadowolenia mieli wyłącznie ci pierwsi. Widzew wygrał 5:2 i mając już większość najtrudniejszych meczów za sobą ma na koncie osiem punktów i siódme miejsce w tabeli. Prawdziwy popis w sobotnie popołudnie dali napastnicy łódzkiego klubu - wracający po kontuzji Marcin Robak popisał się hat -trickiem, a najlepszy strzelem zespołu Litwin Darvydas Šernas dołozył do tego kolejne dwa trafienia. Trzeba jednak też zauważyć, że wpływ na taki przebieg meczu miała błędna decyzja sędziego o przyznaniu gospodarzom rzutu karnego, po którym Widzew wyszedł na prowadzenie. Fakty są takie, że Śląsk przegrał czwarty kolejny mecz i sytuacja trenera Ryszarda Tarasiewicza robi się coraz trudniejsza.

Legia wciąż bezradna

Po zawirowaniach w środku tygodnia sobotni mecz Legii z Zagłębiem Lubin miał być pierwszym testem na słuszność działań Macieja Skorży. Trener warszawskiej jedenastki przetasował skład i rzeczywiście Legia rozegrała swój najlepszy mecz w tym sezonie. Najlepszy w sezonie, nie znaczy wcale dobry - to było za mało nawet na bardzo średnio dysponowane Zagłębie. Sześć punktów po sześciu kolejkach to wynik bardzo daleki od oczekiwań - kolejnych punktów i przełamania Legia będzie musiała szukać w prestiżowym meczu z Lechem Poznań. W międzyczasie rozegra jeszcze mecz 1/16 finału Pucharu Polski z Pogonią Szczecin.

Górnik na pudle!

Nieco w cieniu chwalonych jedenastek z Białegostoku, Bełchatowa i Kielc punkty zbiera Górnik Zabrze. Ze względu na historię nikt nie traktuje zabrzańskiej drużyny jako typowego beniaminka, ale dwanaście punktów i pozycja v-ce lidera jest sporą niespodzianką. W szóstej kolejce Górnik dzięki bramce Tomasza Zahorskiego pokonał przed własną publicznością GKS Bełchatów 1:0. W tej chwili zespół Adama Nawałki prezentuje się najsolidniej z trzech śląskich drużyn ekstraklasowych i jeśli dalej będzie grał równie konsekwentnie to wbrew przedsezonowym dywagacjom nie będzie musiał się martwić o ligowy byt. 


SZÓSTA  KOLEJKA W LICZBACH

Liczba goli: 18
Średnia goli na mecz: 2,57

Suma żółtych kartek: 17
Suma czerwonych kartek: 1

Suma podyktowanych karnych: 2
Suma wykorzystanych karnych: 2

Suma widzów: 60 600

czwartek, 16 września 2010

Nowa Legia. O takiej marzyłeś?

Dziesięć milionów złotych wydane na nowych piłkarzy. Nowy trener uchodzący za najzdolniejszego w lidze. Nowy stadion, co prawda gotowy w 3/4, ale już oficjalnie otwarty. Po latach otwartego konfliktu porozumienie właścicieli klubu z kibicami. I co? I trzy porażki w pierwszych pięciu meczach oraz najmniej strzelonych goli w całej ekstraklasie. Przy Łazienkowskiej zawrzało.


We wtorek przez media przeszła wiadomość o skierowaniu do Młodej Ekstraklasy trzech piłkarzy pierwszej drużyny - Macieja Iwańskiego, Piotra Gizy i Jakuba Wawrzyniaka. O tym, że o karze nie decydowały względy sportowe świadczy już skład wyżej wymienionej trójki - Iwański był podstawowym zawodnikiem, powoływanym nawet do reprezentacji kraju, a Giza w tym sezonie pojawił się na boisku ledwie na trzy minuty. Zatem - bunt na pokładzie?

Z warszawskiego obozu docierają sygnały, że stosunki między nowymi zawodnikami a tymi, którzy są w Warszawie już od dłuższego czasu nie układają się idealnie. To właśnie rzekome lepsze traktowanie nowych piłkarzy było impulsem do buntu, na czele którego miał stać Iwański. Faktem jest, że były trener legionistów, Stefan Białas wskazywał wiosną na problem z atmosferą wewnątrz drużyny. Letnie wietrzenie szatni doprowadziło do tego, że nowym kapitanem Legii Warszawa został Ivica Vrdoljak. Niezwykle rzadko można spotkać się z sytuacją, gdy nowy piłkarz zostaje z marszu kapitanem, niemal niebywałe  gdy tam piłkarzem jest obcokrajowiec, dla którego do pierwszy kontrakt w danym kraju. Sytuacja, jakiej jesteśmy dziś świadkami to dowód na to, że sztuka prowadzenia drużyny Serbowi się nie powiodła.

Legia Warszawa to klub, który od zawsze wzbudzał skrajne emocje. Wokół tej drużyny trudno przejść obojętnie - jedni ją kochają, inni nienawidzą. Dzisiaj to ci drudzy mogą ITI podziękować, bo jeśli ktoś o takiej Legii marzył to z pewnością nie jej sympatycy. Tyle, że sezon nie kończy się dzisiaj, a potencjał kadrowy jaki zgromadzono przy Łazienkowskiej nie pozwala zbyt szybko przekreślać ostatecznych szans na sukces. Pewne jest tyle, że  w tej chwili Legia wygląda bardziej jak zlepek skłóconych indywidualności niż zespół. Stworzyć z tych ludzi drużynę - oto prawdziwe zadanie Macieja Skorży.

Czy działania trenera i zarządu przyniosą efekt przekonamy się w sobotę. Krytykowana za pierwsze mecze Legia jedzie do Lubina na mecz z Zagłębiem, które w tej chwili gra chyba najsłabszą piłkę w lidze. Okazja znakomita nie tylko do przełamania złej passy, ale i do przekonania się, czy aby na pewno wszyscy z eLką na sercu grają do tej samej bramki.

wtorek, 14 września 2010

Jaga mistrz, Cracovia leci! Czyli o lidze po piątej kolejce

Po piątej kolejce przyszedł czas na pierwsze małe podsumowanie. Gratulacje zewsząd zbiera Jagiellonia, ganiona jest Cracovia, mieszane odczucia towarzyszą ocenom występów Legii, Wisły i Lecha. Przyjrzyjmy się temu, jak wyglądała ligowa tabela po pięciu kolejkach poprzedniego sezonu i zestawiając ją z tabelą końcową spójrzmy, czy na jej podstawie można było wyciągnąć jakieś daleko idące wnioski.














Niepokonana w lidze była Wisła Kraków, której ambicje podrażniła Levadia Tallin. Bardzo dobry start zanotował też Ruch Chorzów, który wygrał aż cztery z pierwszych pięciu spotkań. Gromy spadały na Zagłębie Lubin, które nie ugrało ani jedno oczka dając sobie wbić przy tym aż piętnaście goli. Niewiele lepiej wyglądała sytuacja GKS Bełchatów - dwa punkty na piętnaście możliwych do zdobycia wystawiało fatalne świadectwo drużynie, której potencjał oceniano znacznie wyżej. 














Ligę wygrał Lech Poznań, który po pięciu kolejkach miał na koncie już dwie porażki. Cóż z tego, skoro w pozostałych dwudziestu pięciu meczach przegrał ledwie raz? 

Czerwone latarnie po pięciu meczach zakończył sezon co najmniej przyzwoicie. GKS Bełchatów ostatecznie w tabeli był piąty,  Zagłębie Lubin dziesiąte, choć do ostatniej chwili liczyło się w walce o szóstą lokatę. Ligę opuściły jedenastki Odry Wodzisław i Piasta Gliwice, o których po pięciu meczach można było powiedzieć, że wystartowały przynajmniej przyzwoicie. Szczególnie Piast, który po pięciu kolejkach miał na koncie trzy wygrane - niestety, w pozostałych dwudziestu pięciu grach zdołał wygrać już tylko czterokrotnie. 

Po co to zestawienie? Na pewno nie po to, by deprecjonować osiągnięcia Jagiellonii Białystok. Warto jednak pamiętać, że pięć kolejek to zdecydowanie zbyt krótki czas, by wyrokować o rozstrzygnięciach ligi składającej się z trzydziestu serii gier. Ci, którzy koronowali Polonię Warszawa już po trzech tegorocznych występach wiedzą chyba o tym dziś najlepiej.

Zauważmy także inną prawidłowość - już drugi rok z rzędu kiepsko wystartował zespół prowadzony przez Rafała Ulatowskiego. Przed rokiem otrzymał on kredyt zaufania od włodarzy GKS i z pewnością go spłacił. Czy cierpliwości wystarczy w tym sezonie profesorowi Filipiakowi? Przecież o tym, że na dobre wyjść może również szybka zmiana trenera przekonuje choćby przykład zeszłorocznej czerwonej latarni po pięciu kolejkach - w Lubinie zdecydowano się zatrudnić Franciszka Smudę, którego pracę kontynuował później Marek Bajor i efekt również został osiągnięty.

Pięć kolejek to okres, po którym można snuć pierwsze rozważania na temat słuszności danych ruchów transferowych - choć i te wnioski nie będą jeszcze ostatecznymi. To czas dla trenerów na korektę ustawienia lub założeń taktycznych. Czas dla prezesów na zastanowienie się, czy cele wytyczone przed sezonem rzeczywiście były realne. Pamiętajmy jednak, że mamy za sobą dopiero szóstą część rozgrywek i jeszcze naprawdę wszystko może się zdarzyć.

niedziela, 12 września 2010

Podsumowanie piątej kolejki

Nowy lider to najważniejsza zmiana w ekstraklasowej tabeli po piątej kolejce. Polonię Warszawa na fotelu lidera zastąpiła Jagiellonia Białystok - ostatnia niepokonana jedenastka tego sezonu. Uwagę zwraca komplet zwycięstw śląskich drużyn - Polonia Bytom ograła Zagłębie Lubin, Górnik pokonał Cracovię, a Ruch okazał się lepszy od Legii Warszawa. Rumieńców nabiera walka o koronę króla strzelców - swoje kolejne bramki zdobyli Frankowski, Sernas oraz Rudnevs i wraz z Żewałakowem  mają już po cztery trafienia. Liderem jest Andrzej Niedzielan, który trafiał do bramki rywali w każdym dotychczasowym występie i ma na koncie już sześć bramek.

MECZ KOLEJKI

Jagiellonia Białystok - Wisła Kraków

Po raz drugi z rzędu najciekawiej zapowiadało się spotkanie rozgrywane w Białymstoku. W poprzedniej kolejce Jaga pokonała mistrza Polski, w tej przyszło jej rywalizować z v-ce mistrzem, Wisłą Kraków.

Mecz rozpoczął się dwoma bardzo mocnymi akcentami - najpierw w czwartej minucie Maciej Żurawski precyzyjnie dośrodkował piłkę, którą strzałem głową do siatki Sandomierskiego skierował Paweł Brożek. Radość gości nie trwała długo - minutę później było już 1:1. Jarosław Lato wrzucił piłkę na dalszy słupek, gdzie skuteczną główką akcję wykończył Kamil Grosicki. Mecz mógł się podobać, toczył się w szybkim tempie, ale dogodniejsze okazje do objęcia prowadzenia mieli gospodarze, w szeregach których szczególnie aktywny ponownie był Grosicki. Wreszcie w czterdziestej pierwszej minucie Tomasz Frankowski został sfaulowany w polu karnym przez rozgrywającego słabe spotkanie Clebera i sędzia nie miał wątpliwości - wskazał na jedenasty metr. Rzut karny na bramkę zamienił sam poszkodowany zdobywając w ten sposób swoją czwartą bramkę w tym sezonie. 

Druga połowa również nie zawiodła kibiców. Wisła rozgrywała dobry mecz w ofensywie raz po raz zagrażając bramce Sandomierskiego, który jednak z pojedynków takich jak ten w sześćdziesiątej dziewiątej minucie z Patrykiem Małeckim wychodził zwycięsko. Pięć minut później bramkarz Wisły, Mariusz Pawełek faulował w sytuacji sam na sam Kamila Grosickiego za co sędzia słusznie usunął wiślaka z boiska.Goście nie ustawali jednak w próbach doprowadzenia do remisu - w osiemdziesiątej dziewiątej minucie piłka po strzale Małeckiego minimalnie minęła bramkę Jagiellonii, a jeszcze w doliczonym czasie gry Paweł Brożek uderzył w słupek.

Trzy punkty pozostały w Białymstoku. Jaga potwierdziła, że w bieżących rozgrywkach będzie groźna dla każdego, zwłaszcza na własnym boisku. Cztery zwycięstwa i jeden remis w pięciu meczach to imponujący bilans, który każe brać Jagę pod uwagę przynajmniej w kontekście gry o europejskie puchary. Natomiast Wisła po raz drugi w tym sezonie przegrała, choć zagrała swój najlepszy mecz tego lata. Po raz kolejny potwierdziło się, że duży potencjał ofensywny Białej Gwiazdy pozostaje nieco w cieniu rozbitej w letnim okienku transferowym obrony. Przed Maaskantem stoi zadanie uporządkowania defensywy Wisły - wtedy z pewnością jego zespół jest w stanie ponownie włączyć się do walki o najwyższe lokaty.

WYDARZENIA KOLEJKI

Pasiasta niemoc 

Pięć meczów - pięć porażek, czternaście straconych goli. Tak koszmarnego startu nie spodziewał się w Krakowie nikt. Bilans jest druzgocący, choć trudno nie mieć wrażenia, że zespół Rafała Ulatowskiego prześladuje w tym sezonie pech - naprawdę źle Cracovia zagrała tylko w Poznaniu. 

W sobotnie popołudnie Pasy podejmowały zespół Górnika Zabrze - mimo dwóch strzelonych bramek ponownie nie udało się zdobyć choćby punktu. Fatalnie spisywali się obrońcy Cracovii, którzy często pozostawiali napastników gości bez opieki nawet w okolicach pola karnego

Być może złą passę uda się przełamać po powrocie na stadion przy ulicy Kałuży. Kolejny domowy mecz Pasy rozegrają już na nowym obiekcie, a wcześniej zmierzą się jeszcze w Gdańsku z Lechią.

Przed Turynem Kolejorz znów zwycięski

Już w czwartek Lech Poznań rozpocznie rywalizację w fazie grupowej Ligi Europejskiej. Pierwszym rywalem poznaniaków będzie Juventus Turyn. Wcześniej mistrz Polski musiał postarać się o wygraną w ligowym meczu we Wrocławiu - tym bardziej, że do tej pory Kolejorz zdobył w lidze ledwie pięć punktów. Zadanie zostało wykonane - Lech przywiózł do Poznania komplet oczek, choć swoją grą nie zachwycił. Śląsk Wrocław od początku grał z dużym poświęceniem i wolą walki, ale to poznaniacy strzelili pierwszą bramkę - piekielnie mocnym strzałem z rzutu wolnego popisał się Sławomir Peszko. Wyrównanie przyniósł gospodarzom rzut karny, z którego podyktowaniem piłkarze Lecha długo nie mogli się pogodzić. Pretensje do arbitra miał również trener Jacek Zieliński, który po przerwie został wyrzucony przez sędziego na trybuny. Zwycięstwo mistrzowi Polski przyniosło trafienie Artjomsa Rudnevsa, który wyrósł na podstawowego napastnika poznańskiej drużyny. Warto odnotować kolejny dobry występ Marcina Kikuta oraz udany powrót do bramki Krzysztofa Kotorowskiego. Najsłabszym elementem sobotniego meczu był sędzia, pan Adam Lyczmański, którego najwyraźniej ekstraklasa przerasta.

W czwartek przed Lechem będzie stało zdecydowanie większe wyzwanie, ale wrocławskie zwycięstwo pozwoli udać się do Włoch w dobrych nastrojach i z głowami spokojniejszymi o rywalizację na krajowym podwórku.

Pierwsza porażka "Czarnych Koszul"

Polonia Warszawa podejmowała na własnym stadionie Koronę Kielce. Pierwsze trzy kolejki przyniosły podopiecznym Jose Marii Bakero komplet wygranych, czwarty mecz w Łodzi zakończył się remisem i... o dziwo prezes Wojciechowski zaczął publicznie zgłaszać pretensje do drużyny oraz sztabu szkoleniowego. Media spekulowały, że brak wygranej z Koroną może kosztować Bakero utratę posady, na którą już szykowany jest Paweł Janas. Stało się, Korona zwyciężyła przy Konwiktorskiej. Czy najbliższe godziny przyniosą w klubie trzęsienie ziemi? Pewne jest, że w takiej atmosferze niezwykle ciężko jest odnieść sukces.

CZWARTA KOLEJKA W LICZBACH

Liczba goli: 21
Średnia goli na mecz: 2,62

Suma żółtych kartek: 37
Suma czerwonych kartek: 2

Suma podyktowanych karnych: 3
Suma wykorzystanych karnych: 2

Suma widzów: 40 500

czwartek, 9 września 2010

Ekstraklasowa odskocznia?

Piłkarze z innych kontynentów nie wzbudzają już w polskiej ekstraklasie sensacji. Przyzwyczailiśmy się, że podczas każdego okienka transferowego dziesiątki piłkarzy z Ameryki Południowej i Afryki przyjeżdżają nad Wisłę, by przekonać miejscowych trenerów do własnych umiejętności. Większość spławiana jest niemal od razu. Jednak tego lata trafiło do ekstraklasy kilku piłkarzy, którym warto poświęcić chwilę uwagi. Bruno Mezenga, Alejandro Cabral, Cristian Diaz czy Andres Rios to piłkarze, którzy mają rzadko spotykane na naszych boiskach cv. Przybyli do Polski, by w Europie udowodnić swoją wartość i - choć nie każdy z nich mówi o tym otwarcie - poszukać szansy na szybki transfer na zachód. Jesteśmy przyzwyczajeni do ciągłych narzekań na poziom naszych rozgrywek, więc cel latynosów wydawać może się absurdalny. Przyjrzymy się jednak, jak toczyły się losy ich poprzedników - obcokrajowców, którzy od gry w naszej lidze rozpoczynali swoją przygodę z europejską piłką.

Ze względu na to kryterium odpadają nam tacy zawodnicy jak Kalu Uche, który w ostatnich latach należał do pierwszoplanowych postaci Almerii z hiszpańskiej Primera Division czy Mauro Cantoro, który nad Wawelem znalazł swoje miejsce w przygodzie z piłką. Obaj trafili do Wisły z zachodnich zespołów - odpowiednio z rezerw Espanyolu oraz z włoskiej Ascoli. Pominiemy również pochodzącego z Burkina Faso obrońce nazwiskiem Moussa Ouatarra, który po udanym sezonie w Legii Warszawa znalazł zatrudnienie w 1. FC Kaiserslautern i od trzech lat radzi sobie tam przyzwoicie, ale do polskiej stolicy trafił po grze na francuskich boiskach. Podobnie jak Brazylijczyk Rodnei - świetnie zbudowany obrońca, który jeden sezon terminował w Jagiellonii Białystok, by w kolejnym podpisać kontrakt z Herthą Berlin. Tam grał mało, więc po roku przeniósł się do Kaiserslautern, gdzie jest klubowym kolegą Ouatarry. Tyle, że Rodnei do Białegostoku trafił z Wilna.

Pierwszym obcokrajowcem wypromowanym przez polską ligę był niewątpliwie Nigeryjczyk Kenneth Zeigbo. Trafił do Legii Warszawa w wieku dwudziestu lat, w debiutanckim sezonie w dwudziestu meczach strzelił pięć bramek i został sprzedany do włoskiej Venezii za imponującą kwotę 1,8 miliona dolarów. Zeigbo we Włoszech sobie nie poradził, choć nieco usprawiedliwiają go przewlekłe kontuzje. Próbował więc swoich sił w krajach arabskich, gdzie znów czarował na boisku. Po dwóch latach gry w Zjednoczonych Emiratach Arabskich (28 goli w 37 meczach) wrócił do Włoch, gdzie grał w niższych klasach rozgrywkowych. Z pewnością nie o takiej karierze marzą dziś Mezenga, Cabral czy Diaz.

Osobną kategorię stanowią Emmanuel Olisadebe i Roger Guerreiro. Łączy ich to, że na polskich boiskach spisywali się na tyle dobrze, że złożono im propozycję gry w reprezentacji Polski. Obaj przyjęli w trybie nadzwyczajnym polskie obywatelstwo. Różni to, że Roger wcześniej próbował swoich sił w hiszpańskiej Celcie Vigo, a dla Olisedebe polska ziemia była pierwszą, po której stąpał w Europie.Gra w polskich barwach niewątpliwie wpłynęła na zainteresowanie klubów zagranicznych - szczególnie w przypadku Olisedebe, którego bramki w decydującym stopniu przyczyniły się do awansu Polski na mundial w Korei i Japonii. "Emsi" za 1,7 miliona dolarów trafił do Panathinaikosu Ateny, z którym zdobył dublet i grał w Lidze Mistrzów. Łącznie dla "Koniczynek" rozegrał siedemdziesiąt trzy mecze, w których strzelił dwadzieścia cztery gole. Później próbował jeszcze sił w Anglii (Portsmouth), ale ten etap jego kariery był zupełnie nieudany. Olisadebe odnalazł się w Chinach, gdzie zdobywa bramki w rozgrywkach ligowych od 2007 roku. Kierunek grecki wybrał również Roger, który kompletnie nie odnalazł się w AEK Ateny. Brazylijczyk z polskim paszportem ma jednak dopiero dwadzieścia osiem lat i być może będzie potrafił jeszcze odbudować swoją pozycję.

O tym, że przyjęcie polskiego obywatelstwa niekoniecznie musi w życiu pomóc przekonał się Batata. Brazylijczyk został sprowadzony do Polski w 1997 roku przez Antoniego Ptaka i większość swojej kariery związany był z klubami zarządzanymi przez tego biznesmena. Na pewnym etapie kariery, niejako również pod wpływem historii Olisedebe, pojawiały się informacje o możliwym przyznaniu Batacie polskiego paszportu i ewentualnej jego grze w reprezentacji Polski. Ostatecznie polskie dokumenty Batata otrzymał w 2006 roku, ale przyjmując je musiał zrzec się obywatelstwa brazylijskiego. Na skutek tej decyzji jest traktowany w Brazylii jako imigrant i nie może przebywać na jej terenie dłużej niż sześć miesięcy. Dziś Batata ma trzydzieści jeden lat i gra w drugoligowej Kotwicy Kołobrzeg. Nigdy nie zagrał w biało - czerwonych barwach.

Anonimowym piłkarzem w momencie przybycia do Polski nie był Hernan Rengifo. W peruwiańskiej ekstraklasie rozegrał sto czterdzieści sześć spotkań, strzelił pięćdziesiąt dziewięć bramek i został nawet królem strzelców tamtejszej ekstraklasy. W momencie podpisywania kontraktu z Lechem Poznań miał za sobą również debiut w reprezentacji Peru. Przyjeżdżając do Polski nie ukrywał, że zamierza dobrymi występami otworzyć sobie drogę na transfer do dobrego zachodniego klubu, najchętniej hiszpańskiego. W Lechu szybko przebił się do podstawowej jedenastki, łącznie w pięćdziesięciu dziewięciu meczach zdobył dla Kolejorza dwadzieścia cztery bramki. W 2008 roku został uznany najlepszym peruwiańskim piłkarzem grającym zagranicą. Rengifo miał wszystko, czego potrzeba do promocji - regularnie grał w reprezentacji, gdzie strzelał gole m.in. w meczach z Hiszpanią i Argentyną, z bardzo dobrej strony zaprezentował się również w europejskich pucharach - w sezonie 2008/2009 zdobył sześć goli w rozgrywkach Pucharu UEFA. Choć z Lechem rozstawał się w mało przyjemnych okolicznościach (zarzuty o brak zaangażowania) to wydawało się, że trafi do silniejszego zespołu niż cypryjska Omonia Nikozja. W czasie pierwszej rundy w barwach nowego klubu zagrał dziewięć razy, zdobył trzy gole i mógł świętować mistrzostwo Cypru. Z zainteresowaniem będziemy śledzić dalsze losy peruwiańskiego snajpera.

Analizę zakończymy najświeższymi przykładami na to, że również z polskiej ligi można trafić do solidnego europejskiego klubu. Mamy na myśli oczywiście byłych piłkarzy Wisły Kraków, którzy w tym okienku transferowym przenieśli się do Beneluxu.. Brazylijski obrońca Marcelo (wychowanek słynnego Santosu) po ledwie dwóch latach gry w Wiśle trafił do PSV Eindhoven za 3,5 miliona euro. Jest to najlepszy przykład na to, że do wielkiej piłki wystartować można nawet z polskiej ligi. Drugim piłkarzem, który spod Wawelu trafił do solidnego europejskiego klubu jest Junior Diaz. Reprezentant Kostaryki od sierpnia jest zawodnikiem belgijskiego Club Brugge.

Którą drogą podążą Mezenga, Cabral, Diaz i Rios? Zostaną w naszym kraju na dłużej, wypromują się na zachód czy może wrócą do ojczyzny z podkulonym ogonem? Przekonamy się niebawem.

środa, 8 września 2010

RAPORT! Ligowi kadrowicze (3)

Odbyły się kolejne mecze eliminacji Mistrzostw Europy, które odbędą się na polskich i ukraińskich stadionach. Swoje mecze w ramach eliminacji Pucharu Narodów Afryki rozgrywały również ekipy z Czarnego Lądu. Tradycyjnie już najwięcej piłkarzy polskiej ekstraklasy wybiegło na boisko w drużynie narodowej Litwy, dla której zwycięską bramkę w meczu z Czechami zdobył napastnik Widzewa Łódź, Darvydas Šernas. Kolejną bramkę dla Mołdawii zdobył również ofensywny pomocnik Cracovii, Alexandru Suvorov.  Swój towarzyski mecz rozegrała również reprezentacja Polski, która  w Krakowie podejmowała uczestnika czerwcowych Mistrzostw Świata - Australię. W międzypaństwowych meczach mogliśmy oglądać siedemnastu piłkarzy z polskiej ligi.


LIBERIA - ZIMBABWE 1:1

Clemence Matawu (Polonia Bytom) - do 86 minuty

BUŁGARIA - CZARNOGÓRA 0:1

Mladen Kascelan (Jagiellonia Białystok) - od 77 minuty

MALTA - ŁOTWA 0:2

Artjoms Rudnevs (Lech Poznań) - do 70 minuty

BIAŁORUŚ - RUMUNIA 0:0

Siergiej Kriwiec (Lech Poznań) - od 87 minuty

CZECHY - LITWA

Darvydas Šernas (Widzew Łódź) - do 65 minuty i gol
Mindaugas Panka (Widzew Łódź) -
Andrius Skerla (Jagiellonia Białystok) -
Tadas Kijanskas (Jagiellonia Białystok) -

SERBIA - SŁOWENIA 1:1

Andraż Kirm (Wisła Kraków) -do 89 minuty

WĘGRY - MOŁDAWIA 2:1

Alexandru Suvorov (Cracovia) - 90 minut i gol

POLSKA - AUSTRALIA 1:2

Grzegorz Wojtkowiak (Lech Poznań) - 90 minut
Sławomir Peszko (Lech Poznań) - do 75 minuty
Dariusz Pietrasiak (Polonia Warszawa) - do 70 minuty
Maciej Iwański (Legia Warszawa) - od 83 minuty
Euzebiusz Smolarek (Polonia Warszawa) - od 70 minuty
Kamil Grosicki (Jagiellonia Białystok) - od 75 minuty

PANAMA - TRYNIDAD I TOBAGO 3:0

Luis Henriquez (Lech Poznań) - od 53 minuty

ZOBACZ RÓWNIEŻ

RAPORT! Ligowi kadrowicze
RAPORT! Ligowi kadrowicze (2)

sobota, 4 września 2010

RAPORT! Ligowi kadrowicze (2)

W piątek i sobotę swoje mecze rozgrywały zespoły reprezentacyjne. Rozpoczęła się rywalizacja o udział w finałach Mistrzostw Europy w 2012 roku, a mająca zapewnioną w nich grę Polska podejmowała w meczu towarzyskim Ukrainę. Łącznie na boiskach całego świata - od Panamy po Mołdawię - wystąpiło czternastu piłkarzy polskiej ekstraklasy.



MOŁDAWIA - FINLANDIA 2:0

Alexandru Suvorov (Cracovia) - od 58 minuty, gol

ŁOTWA - CHORWACJA 0:3

Artjoms Rudnevs (Lech Poznań) - od 63 minuty

LITWA - SZKOCJA 0:0

Darvydas Šernas (Widzew Łódź) - do 81 minuty
Mindaugas Panka (Widzew Łódź) - 90 minut
Andrius Skerla (Jagiellonia Białystok) - 90 minut
Tadas Kijanskas (Jagiellonia Białystok) - 90 minut

SŁOWENIA - IRLANDIA PÓŁNOCNA 0:1

Andraż Kirm (Wisła Kraków) - do 75 minuty

PANAMA - KOSTARYKA 2:2

Luis Henriquez (Lech Poznań) - 90 minut

POLSKA - UKRAINA 1:1

Grzegorz Wojtkowiak (Lech Poznań) - 90 minut
Tomasz Bandrowski (Lech Poznań) - do 45 minuty
Maciej Iwański (Legia Warszawa) - do 64 minuty
Sławomir Peszko (Lech Poznań) - 90 minut
Maciej Rybus (Legia Warszawa) - od 84 minuty
Euzebiusz Smolarek (Polonia Warszawa) - od 87 minuty

ZOBACZ RÓWNIEŻ

RAPORT! Ligowi kadrowicze

piątek, 3 września 2010

Nerwowo u lidera

Mylił się ten, kto uważał, że prezes Wojciechowski zmienił swój stosunek do trenerów. Tylko w ubiegłym roku Polonię Warszawa prowadzili kolejno: Jacek Zieliński, Bogusław Kaczmarek, Jacek Grembocki, Dusan Radolsky, Michał Libich i wreszcie Jose Maria Bakero. Ten ostatni prowadzi Czarne Koszule od czternastej kolejki ubiegłego sezonu i wydawać by się mogło, że najgorsze już za nim. Przetrwał na stanowisku trenera słabszy okres w ubiegłych rozgrywkach, a w tych po wzmocnieniach składu Polonia jest liderem tabeli po trzech zwycięstwach i jednym remisie. Prezes Wojciechowski jest jednak nieprzewidywalny - ten jeden remis do tego stopnia go zbulwersował, że postanowił  znów wziąć sprawy w swoje ręce.

Dla Wojciechowskiego to nic nowego. Przed rokiem Bogusław Kaczmarek stracił pracę po pięciu meczach - czterech wygranych i jednym remisie. Mając w pamięci te dokonania prezesa media wczoraj już od rana przewidywały, że to może być ostatni dzień pracy Bakero przy Konwiktorskiej. Do zwolnienia nie doszło. Brawo? No nie do końca...

"Żółta kartka dla Bakero" - ogłosił Wojciechowski po remisie w Łodzi. Niedługo później dowiedzieliśmy się o nowym pomyśle prezesa na to w jaki sposób trener Bakero będzie teraz ustalał meczowy skład: "Przekażemy mu z panem Janasem, jakiego ustawienia oczekujemy. Oczywiście trener może się nie podporządkować, ale ale wtedy jego kariera w Polonii będzie bardzo krótka. Po coś w końcu trzymam Janasa".

Sprawdza się scenariusz, który ekstraklasowy! nakreślił już w przedsezonowych przewidywaniach klik! Los Hiszpana wydaje się być przesądzony - nowym trenerem Polonii Warszawa zostanie Paweł Janas. Pytanie tylko jak na wygłaszane przez prezesa w mediach rewelacje zareaguje sam trener? Godząc się na podsuwane kartki z ustawieniem i składem nastawi na szwank swój trenerski autorytet. W przeciwnym razie straci pracę. Wszystkie drogi prowadzą do jednego zakończenia - przygoda Bakero z Polonią jest na finiszu. Być może po rozwiązaniu kontraktu Hiszpan będzie miał coś interesującego do powiedzenia polskim dziennikarzom na temat panujących przy Konwiktorskiej zwyczajów...

niedziela, 29 sierpnia 2010

Podsumowanie czwartej kolejki

Czwarta kolejka przyniosła dobre mecze w Warszawie, Lubinie i Białymstoku. Kolejne zwycięstwa zanotowały Jagiellonia, GKS Bełchatów i Wisła dołączając do Polonii Warszawa i tworzą w tej chwili wraz z "Czarnymi Koszulami" czołówkę ligowej tabeli. Na dnie bez zmian - wciąż bez punktu pozostaje Cracovia.


MECZ KOLEJKI

Jagiellonia Białystok - Lech Poznań

Jagiellonia i Lech to drużyny, które spośród polskich zespołów najkorzystniej zaprezentowały się w tej edycji europejskich pucharów. W trzech pierwszych meczach ligowego sezonu obie jedenastki pozostawały niepokonane wobec czego niedzielne spotkanie w Białymstoku zapowiadało się wyjątkowo interesująco.

Jagiellonia z Lechem grały już raz w tym sezonie, a stawką tego meczu był Superpuchar Polski. W Płocku górą byli podopieczni Michała Probierza, którzy pokonali Kolejorza 1:0 dzięki trafieniu Tomasza Frankowskiego. Dziś wyjściowe składy obu zespołów były nieco zmienione, co w pewien sposób obrazuje podejście tych klubów do Superpucharu. W podstawowej jedenastce wyszło dziś ośmiu graczy Jagi oraz pięciu lechitów, którzy rozpoczynali mecz w Płocku.

Dzisiejszy mecz rozpoczął się od szybkich akcji po obu stronach, ale strzały z dystansu Jarosława Laty i Siergieja Kriwca nie trafiły w świetle bramki. Pierwsze dziesięć minut gry nacechowane było zwrotami akcji i szybkim przerzucaniem piłki w różne sektory boiska. Kolejne minuty były już nieco spokojniejsze. Zarówno Jagiellonia jak i Lech potwierdzały, że należą do drużyn najlepiej w tej lidze operujących piłką - tym bardziej, że sprzyjała temu bardzo dobrze przygotowana do gry murawa. Akcje były składne, gra płynna, ale niewiele z tego wynikało - dość powiedzieć, że jedynym celnym strzałem w pierwszych czterdziestu pięciu minutach było uderzenie Marcina Burkhardta bezpośrednio z rzutu wolnego, które efektownie wybronił Jasmin Burić. Warte odnotowania były też trzy udane pułapki ofsajdowe poznańskich obrońców  - za każdym razem dał się w nie złapać Tomasz Frankowski. Najlepszą okazję do zdobycia gola miał Tomasz Kupisz, który otrzymał precyzyjne dośrodkowanie od Laty - piłka minęła jednak bramkę Kolejorza. Żółtą kartką w pierwszej połowie za faul w środku pola ukarany został Manuel Arboleda i od tego czasu już do końca spotkania był wygwizdywany przez białostocką publiczność przy każdym kontakcie z piłką.

Po przerwie początkowo tempo gry nieco spadło, wzrosła za to temperatura na boisku. W pięćdziesiątej minucie mający już na swoim koncie żółtą kartkę Mladen Kascelan ostro sfaulował w pobliżu pola karnego Luisa Henriqueza - sędzia odgwizdał faul, ale nie zdecydował się sięgnąć po kolejną kartkę dla piłkarza Jagi, co wzbudziło protesty poznaniaków. Rzut wolny zaowocował dośrodkowaniem w pole karne, gdzie piłkę uderzył Arboleda - futbolówka minimalnie minęła słupek bramki Sandomierskiego. Trener Probierz widząc, co się święci postanowił zdjąć z boiska Kascelana i wprowadzić na nie Kamila Grosickiego, co okazało się strzałem w dziesiątkę. Grosicki nadał dynamiki atakom gospodarzy i to właśnie jego udaną i przebojową akcję wykończył celnym strzałem Frankowski. Jaga wyszła na prowadzenie, a Kolejorz rzucił się do odrabiania strat, co z kolei stworzyło Jagiellonii możliwość tworzenia kontrataków. Jeden z nich zakończył się faulem Arboledy na Grosickim, po którym sędzia pokazał Kolumbijczykowi drugą żółtą kartkę. Na nic zdały się protesty piłkarzy i sztabu szkoleniowego zespołu z Poznania zarzucające arbitrowi brak konsekwencji. Kolejorz kończył mecz w dziesiątkę, a gospodarze stwarzali sobie kolejne dogodne okazje. Najpierw strzał Alexisa wylądował na poprzeczce bramki Buricia, a później kapitalne dośrodkowanie Brazylijczyka precyzyjnym strzałem głową wykończył nie kto inny, jak Grosicki. Ze względu na sporo przerw w grze spowodowanych zamieszaniem po kontrowersyjnych decyzjach sędziego mecz potrwał pięć minut dłużej, ale jego wynik nie uległ już zmianie.

Jagiellonia zdobyła bardzo ważne trzy punkty i zrównała się punktami z prowadzącą w tabeli Polonią. Za dwa tygodnie Jaga zmierzy się z Wisłą Kraków i będzie mogła potwierdzić swoje wysokie aspiracje. Pierwszoplanową postacią niedzielnego meczu był Kamil Grosicki - wprowadzony w drugiej połowie zdążył zaliczyć asystę, sprokurować czerwoną kartkę Arboledy i sam wpisać się na listę strzelców. A Kolejorz? Przegrał w lidze po raz pierwszy od jedenastu miesięcy, po raz pierwszy od jedenastu miesięcy stracił też więcej niż jedną bramkę w meczu. Mistrz Polski po czterech meczach ma już pięć punktów straty do lidera i przed sobą niełatwe wyjazdowe mecze ze Śląskiem, Legią, Polonią Warszawa (najpewniej spotkanie ze względu na koncert Stinga zostanie przeniesione do stolicy) oraz GKSem Bełchatów. Dziś sytuacja Lecha w tabeli jest nieciekawa, ale po serii najbliższych spotkań może być jeszcze trudniejsza.

WYDARZENIA KOLEJKI

Polonia traci pierwsze punkty

Po trzech z rzędu wygranych przyszedł czas na pierwszą stratę punktów. Polonia Warszawa tylko zremisowała w Łodzi z Widzewem, choć prawdę mówiąc mając na uwadze przebieg gry słowo "tylko" jest tutaj nie do końca na miejscu. Bliżsi wygranej byli bowiem gospodarze, którzy w drugiej połowie dominowali na boisku i raz po raz stwarzali zagrożenie pod bramką Sebastiana Przyrowskiego. Widzewiakom zabrakło skuteczności i mecz zakończył się podziałem punktów. Zespół z Łodzi zakończył tym samym pierwszą, bardzo trudną z racji terminarza, część sezonu. W ciągu pierwszych czterech kolejek Widzew rywalizował  z Lechem, Koroną, Wisłą i Polonią, a jednak zdołał ugrać pięć oczek. Teraz przed podopiecznymi Andrzeja Kretka łatwiejsi rywale i o kolejne punkty teoretycznie powinno być lżej. "Czarne Koszule" z kolei pozostają jedyną obok Lecha Poznań niepokonaną drużyną w lidze i z dorobkiem dziesięciu punktów nadal zajmują pozycję lidera.

Śląski klasyk dla Górnika

Wybór na najciekawsze spotkanie kolejki mecz Jagiellonii z Lechem podyktowany był oczekiwaniami czysto sportowymi wobec obu jedenastek. Z marketingowego i kibicowskiego punktu widzenia niemniej ciekawie było w ten weekend w Zabrzu, gdzie zmierzyły się ze sobą dwa najbardziej utytułowane polskie kluby. Czternastokrotni mistrzowie kraju - Górnik Zabrze i Ruch Chorzów - stworzyli  dość przeciętne widowisko.  Dzięki bramce Mariusza Magiery w osiemdziesiątej drugiej minucie trzy punkty  pozostały w Zabrzu i przez najbliższe pół roku to fani Górnika mogą chodzić dumnie z podniesionymi głowami. Niebieskim pozostaje czekać na wiosenny rewanż, tym razem zapewne tradycyjnie już na Stadionie Śląskim i z udziałem kibiców obu drużyn.

Ciemność w Lubinie

Chciałoby się napisać, że kuriozalny i nietypowy przebieg miał mecz Zagłębia z Arką w Lubinie, ale przecież awaria oświetlenia to w Polsce nie pierwszyzna. W przerwie meczu, przy stanie 1:0 dla gospodarzy, miała miejsce awaria stadionowego oświetlenia i obiekt pogrążył się w ciemnościach. Przez chwilę istniało zagrożenie, że mecz zostanie dokończony kolejnego dnia, ale po pięćdziesięciu pięciu minutach awarię udało się usunąć i mecz został dokończony. Dłuższa przerwa wyraźnie przysłużyła się piłkarzom Arki, którzy niespodziewanie przejęli inicjatywę i dzięki pełnej zaangażowania grze byli bliscy doprowadzenia do wyrównania. Można sobie życzyć, by w każdym meczu ligowcy grali z taką ambicją. - o ile przyjemniej oglądałoby się wówczas ekstraklasę. Ostatecznie wynik nie uległ już zmianie: Zagłębie - Arka 1:0.

CZWARTA KOLEJKA W LICZBACH

Liczba goli: 12
Średnia goli na mecz: 1,5

Suma żółtych kartek: 21
Suma czerwonych kartek: 1

Suma podyktowanych karnych: 0
Suma wykorzystanych karnych: 0

Suma widzów: 70 600
Średnia widzów: 8800

ZOBACZ RÓWNIEŻ

piątek, 27 sierpnia 2010

Zwycięstwo Bełchatowa w stolicy!

Czwarta kolejka ekstraklasy jest ostatnią przed dwutygodniową przerwą w związku z meczami reprezentacji. Piątkowe mecze nie rozczarowały, szczególnie wieczorny mecz Legii z GKSem mógł podobać się nawet bardziej wybrednym kibicom.

Mecz przy Łazienkowskiej rozpoczął się od minuty ciszy poświęconej pamięci Kazimierza Deyny, którego dwudziesta pierwsza rocznica śmierci przypada na przyszły tydzień. Grę zainicjowała Legia i już pierwsza akcja mogła przynieść jej bramkę, ale strzał Manu minął bramkę Sapeli. Jednak im dłużej trwał mecz tym trudniej przychodziło gospodarzom stwarzanie sytuacji bramkowych. Bełchatów był bardzo dobrze zorganizowany , stosował mocny pressing i sprawnie rozgrywał piłkę. W dwunastej minucie piłkę w pole karne wrzucił Tomasz Wróbel, a strzałem głową w siatce umieścił ją Marcin Żewłakow. Zdobyta bramka bynajmniej nie spowodowała obrony Częstochowy w wykonaniu gości. Wręcz przeciwnie - GKS konsekwentnie grał swoje i stwarzał sobie kolejne dobre okazje do zdobycia gola. W odstępie trzech minut dwie kapitalne okazje wypracował Janusz Gol - najpierw precyzyjnym podaniem obsłużył Macieja Małkowskiego, który minął Antolovicia, ale minimalnie przestrzelił. Chwilę później kolejne dobre podanie Gola dotarło do Marcina Żewłakowa, któremu pozostało dostawić nogi i skierować piłkę do siatki - niestety dla podopiecznych Macieja Bartoszka zabrakło mu dosłownie kilku centymetrów. Na boiskowe wydarzenia zareagował Maciej Skorża. Trener Legii zdjął z boiska Ariela Borysiuka, a wprowadził na nie Bruno Mezenge. Efekt był jednak odwrotny od zamierzonego - Legia nie stała się groźniejsza z przodu, a brak w środku pola Borysiuka spowodował jeszcze większą przewagę gości w tej strefie boiska. Trzydziesta minuta przyniosła drugą bramkę dla GKSu - ponownie wrzucał Wróbel, ponownie głową trafił Żewłakow. Końcówka pierwszej połowy mogła przynieść gościom trzecią bramkę, ale strzał Poźniaka wybronił bramkarz Legii.

Pierwsza połowa była popisem gry Bełchatowa, który rozegrał swoje najlepsze czterdzieści pięć minut w tym sezonie. Po przerwie mecz nadal stał na przyzwoitym poziomie, a tempo gry pozostawało wysokie. Goście nadal stosowali pressing, a samo spotkanie zmieniło się nieco w mecz walki. Podopieczni Bartoszka oddali pole gospodarzom, ale wciąż można było mieć wrażenie, że kontrolują wydarzenia na boisku. Wynik nie uległ już zmianie i pierwsza spora niespodzianka w tej kolejce stała się faktem.

Legia Warszawa po dość szczęśliwych wygranych z Cracovią i Śląskiem przegrała swój drugi mecz w tym sezonie i trener Skorża z pewnością będzie miał nad czym pracować w czasie najbliższych dwóch tygodni. Z kolei GKS Bełchatów wyrasta na największą niespodziankę początku sezonu - dość poważnie osłabiony latem zespół, który prowadzi niedoświadczony szkoleniowiec typowany był do walki o utrzymanie w lidze, a tymczasem po czterech kolejkach zadomowił się na ligowym podium.

We wcześniejszym piątkowym meczu Korona Kielce grała z Cracovią. Obie drużyny zakończyły to spotkanie dokładnie tak jak trzy poprzednie - znów bramkę dla Korony strzelił Andrzej Niedzielan, a Cracovia znów przegrała. Czwarta z rzędu porażka mocno psuje atmosferę wokół klubu spod Wawela, gdzie przedsezonowe zapowiedzi mówiły nawet o walce o górną połówkę tabeli. 

Zwracają uwagę kolejne bramki weteranów. Zarówno Marcin Żewłakow jak i Andrzej Niedzielan mają na swoim koncie już po cztery trafienia, a przecież przed sezonem w mediach zdecydowanie głośniej było o innych doświadczonych napastnikach, którzy mieli być ozdobą naszej ligi. Wichniarek i Żurawski wciąż jednak czekają na pierwsze w tym sezonie trafienia, a Żewłak i Wtorek przewodzą w strzeleckiej klasyfikacji.

niedziela, 22 sierpnia 2010

Podsumowanie trzeciej kolejki

Trzecia kolejka przyniosła komplet zwycięstw faworytów wyścigu o tytuł mistrzowski. Pierwszą wygraną w sezonie zanotował Lech Poznań, swoje wyjazdowe mecze wygrały Wisła i Legia, dobrą dyspozycję potwierdziła Polonia. Jedynym zespołem bez punktu pozostaje Cracovia.



MECZ KOLEJKI

Śląsk Wrocław - Legia Warszawa

Po raz kolejny najciekawiej zapowiadało się spotkanie z udziałem Legii. Zespół Macieja Skorży w piątkowy wieczór rozegrał wyjazdowy mecz ze Śląskiem Wrocław. Obie drużyny łączył fakt, że w poprzednim ligowym meczu pokonały Cracovię. O obu zespołach można też powiedzieć, że znacznie wzmocniły się w letnim okienku transferowym. Jednak celem warszawskiego klubu jest mistrzostwo kraju, a wrocławianie celują w obecnych rozgrywkach w dołączenie do ligowej czołówki i budowę podwalin pod przyszłą, jeszcze mocniejszą drużynę.

Mecz rozpoczął się od ataków Śląska i przewaga gospodarzy utrzymywała się praktycznie przez całe spotkanie. Po raz kolejny jasną postacią wrocławskiego zespołu był Waldemar Sobota. Akcje Śląska trafiały jednak na zaporę tego dnia niemożliwą dla nich do przejścia - Dicksona Choto. Silny fizycznie obrońca Legii wrócił do gry po kontuzji i od razu wprowadził pewność w defensywne poczynania zespołu. Groźną sytuację stworzyli sobie również goście, ale Chinyama po tym jak świetnie zwiódł obrońcę spektakularnie spudłował.

Druga połowa miała bardzo zbliżony przebieg, choć w środku pola przewagę uzyskała Legia - w dużej mierze dzięki grze Vrodljaka. Groźniejsze sytuacje stwarzali sobie jednak podopieczni Ryszarda Tarasiewicza - żeby wspomnieć tylko o pudle Diaza, który z kilku metrów nie trafił do pustej bramki czy strzał w poprzeczkę parę minut później. Co nie udało się Śląskowi zrobiła Legia. W osiemdziesiątej minucie dynamiczną akcją na skrzydle popisał się Maciej Rybus - jego silny i precyzyjny strzał w górny róg bramki wpadł do siatki. Co ciekawe był to pierwszy i jedyny celny strzał, który Legia oddała tego dnia.

Legia wygrała trudny wyjazdowy mecz i chyba zapomniała już o premierowej porażce z Polonią. Śląsk znów udowodnił, że posiada spory potencjał, ale tym razem brakowało skuteczności. 

WYDARZENIA KOLEJKI

Zmiany w Wiśle Kraków

Piłkarze Wisły Kraków po raz ostatni zagrali pod wodzą trenera Tomasza Kulawika. Po przegranym meczu w Chorzowie przyszło zwycięstwo z Widzewem Łódź. Wiślacy zwyciężyli po bramce Dragana Paljicia i mimo słabej dyspozycji po dwóch meczach mają na koncie sześć punktów. Ta wygrana to niewątpliwie dobra wiadomość dla kibiców Białej Gwiazdy, ale na dłuższą metę znacznie ważniejsza jest inna weekendowa informacja z Krakowa - nowym trenerem Wisły zostanie Holender Robert Maaskant. Nowy szkoleniowiec v-ce mistrza Polski ma czterdzieści jeden lat, a w swojej karierze prowadził drużyny holenderskiej ekstraklasy - przez poprzednie dwa sezony pracował w NAC Breda. Jego rodak Stan Valckx zostanie nowym dyrektorem sportowym klubu. Prezes Basałaj zapowiada wiele zmian na różnych polach działania Wisły, co wskazuje na to, że z pierwszymi ocenami pracy Holendrów pod Wawelem trzeba będzie się wstrzymać co najmniej do końca sezonu. Cele stawiane dziś w Krakowie mają charakter długofalowy, a posiadający zachodni punkt widzenia na funkcjonowanie klubu Maaskant i Valckx mają walnie przyczynić się do płynnego ich realizowania. 

Przełamanie Kolejorza 

Po czwartkowym zwycięstwie w meczu eliminacji Ligi Europejskiej w Dniepropietrowsku Lech Poznań szukał potwierdzenia zwyżkującej formy w ligowym meczu z Cracovią. Wynik 5:0 pozwala Kolejorzowi nie tylko nie tracić dystansu do zespołów prowadzących w tabeli, ale i z większą pewnością siebie oczekiwać rewanżu z Dnipro, który to mecz wyrasta na kluczowy jesienny moment tego zespołu. Lech w niedzielę udowodnił, że nie zapomniał jak się gra w piłkę i nie można pochopnie przekreślać jego szans na obronę krajowego prymatu. Piłkarze Kolejorza śrubują klubowy rekord spotkań bez porażki - aktualnie licznik wskazuje już dwadzieścia pięć spotkań.

Komu korona króla strzelców?

Po niemrawej pod kątem strzeleckim pierwszej kolejce dwie kolejne obfitowały w gole. Powoli kreują się czołowi strzelców poszczególnych drużyn - trzy gole w trzech meczach zdobyli Darvydas Sernas, Artjoms Rudnevs i Andrzej Niedzielan, tylko jedno trafienie mniej mają Christain Diaz, Marcin Żewłakow, Tomasz Frankowski, Grzegorz Kuświk, Ebi Smolarek, Artur Sobiech oraz Mateusz Bartczak i Adrian Mierzejewski. Przyglądając się grze wymienionych graczy można zaryzykować twierdzenie, że każdego z wymienionych napastników stać na to, by zdobyć w sezonie kilkanaście bramek. Trzeba zauważyć, że pełni formy nie uzyskała jeszcze Wisła i Legia, a choćby pobieżny rzut oka na listę dotychczasowych najlepszych ligowych strzelców każe oczekiwać na włączenie się do rywalizacji napastników tych klubów. Walka o koronę króla strzelców zapowiada się w tym sezonie wyjątkowo interesująco. 

DRUGA KOLEJKA W LICZBACH

Liczba goli: 21
Średnia goli na mecz: 2,62

Suma żółtych kartek: 22
Suma czerwonych kartek: 1

Suma podyktowanych karnych: 2
Suma wykorzystanych karnych: 2

Suma widzów: 47 300