Cytat tygodnia

CYTAT TYGODNIA:
To dla nas zimny prysznic, ale może lepiej przegrać raz 0:5 niż pięć razy po 0:1.
Marek Saganowski, napastnik ŁKS Łódź po meczu ŁKS - Lech (0:5)
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Legia Warszawa. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Legia Warszawa. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 15 listopada 2010

Podsumowanie trzynastej kolejki

Wisła Kraków nokautująca Legię Warszawa. Remis w meczu na szczycie w Kielcach. Już trzecia z rzędu wygrana Śląska Wrocław. Przebudzenie Polonii Warszawa i Lecha Poznań. Efekt? Różnica między trzecim a piętnastym miejscem w tabeli po trzynastu rozegranych meczach wynosi zaledwie... sześć punktów!


MECZ KOLEJKI

Wisła Kraków - Legia Warszawa

Gdy Wisła gra z Legią trudno, by inne spotkanie mogło bardziej przykuwać uwagę kibiców. XXI wiek to niemal nieustanna rywalizacja tych klubów o najwyższe trofea w polskiej piłce, z reguły wygrywana przez krakowian. Tym razem faworytem była Legia, która przyjeżdżała pod Wawel opromieniona passą czterech kolejnych zwycięstw. Miała jeszcze jeden atut - Macieja Skorżę na ławce rezerwowych, dla którego ze względu na jeszcze nie tak dawną pracę w Wiśle ten mecz być szczególny.

Mecz rozpoczął się od ataków Wisły, której udało się zepchnąć gości do defensywy. W dziesiątej minucie groźnie uderzał Paweł Brożek, ale piłka uderzyła tylko w boczną siatkę. Następnie przebudziła się Legia, ale ani Manu ani Marcin Komorowski nie wykorzystali swoich całkiem niezłych sytuacji na otwarcie wyniku meczu. Wreszcie nadeszła czterdziesta pierwsza minuta i zagranie Tomasa Jirsaka w kierunku Brożka - wiślacki snajper umieścił piłkę w siatce i Wisła schodziła na przerwę z jednobramkowym prowadzeniem. Nic jednak jeszcze nie zapowiadało tego, co miało się stać w drugich czterdziestu pięciu minutach.

Drugi gol dla gospodarzy padł już pięć minut po wznowieniu gry, dwójkowa akcja Brożka z Małeckim zakończyła się bramką tego drugiego. Gdy dziesięć minut później rzut karny na trzecią bramkę dla Wisły zamienił Brożek było jasne, że Legia już się nie podniesie, a Paweł Brożek będzie bohaterem tego spotkania. Biała Gwiazda potrafiła jeszcze dobić rywala - w osiemdziesiątej czwartej minucie bramkarza warszawskiego zespołu pokonał Cezary Wilk. Legioniści nie rezygnowali z walki o choćby honorowe trafienie i mieli na to szansę jeszcze w ostatniej minucie gry, ale futbolówkę z linii bramkowej zdołał wybić Dragan Paljić.

Jak wyliczył serwis 90minut.pl piątkowa porażka z Wisłą jest dla Legii najwyższą w rozgrywkach ligowych od 1979 roku! Po tym meczu obie drużyny zrównały się punktami i mają ich na koncie dwadzieścia jeden. Do prowadzącej Jagiellonii tracą tylko pięć punktów, co może oznaczać, że czekać nas będzie wyjątkowo emocjonująca walka o mistrzowski tytuł. 

WYDARZENIA KOLEJKI

Podział punktów w Kielcach 

Klasyk klasykiem, ale prawdziwy mecz na szczycie ekstraklasy rozegrany został w niedzielę. Pierwsza w tabeli Jagiellonia grała w Kielcach z zajmującą drugie miejsce Koroną. Mecz zakończył się podziałem punktów i bardziej cieszyć się z tego wyniku powinni gospodarze, bo mimo wszystko korzystniej zaprezentowała się Jaga. Na prowadzenie gości wyprowadził w dziewiątej minucie Kamil Grosicki, wyrównał na pięć minut przed końcem Aleksandar Vuković. Mecz toczył się w szybkim tempie, szczególnie jego pierwsza połowa mogła się podobać. Oby więcej takich widowisk w naszej ekstraklasie.

Passa Lenczyka

Z pewnością nikt we Wrocławiu nie marudzi już na zmianę Ryszarda Tarasiewicza na Oresta Lenczyka. Nestor polskich ligowych trenerów objął wrocławian w szczególnie trudnym dla nich momencie, rozpoczął od bezbramkowego remisu z Wisłą w Krakowie. Później były jeszcze remisy z Polonią Warszawa oraz Polonią Bytom, gdy w końcu Śląsk odpalił na dobre - wygrane z Zagłębiem, Bełchatowem i w tej kolejce imponujące 4:0 z Górnikiem Zabrze. Brawo Śląsk, brawo Orest Lenczyk!

Płaska tabela

Już przed sezonem mówiło się, że liga w tym sezonie może być wyjątkowo wyrównana, ale tego jak wygląda w tej chwili tabela rozgrywek nie spodziewał się chyba nikt. Różnica między trzecim a piętnastym miejscem w lidze wynosi... sześć punktów! Oznacza to tyle, że na dobrą sprawę wciąż nie wiadomo, który zespół walczyć będzie o grę w pucharach, a który tylko o utrzymanie w lidze. Ciekawy jest przykład Legii Warszawa, która mimo sześciu porażek w trzynastu meczach stanowi czołówkę ligowej tabeli. Punkty w meczach z bezpośrednimi rywalami o czołowe lokaty zaczyna tracić też Jagiellonia Białystok (porażka w Warszawie, remis w Kielcach). Ze względu na taki ścisk w tabeli praktycznie w każdym meczu oglądamy zespoły walczące z pełną determinacją o każdy metr boiska - to musi się podobać kibicom. Doprawdy, niesamowity sezon!

TRZYNASTA KOLEJKA W LICZBACH

Liczba goli: 24
Średnia goli na mecz: 3,00
 
Suma żółtych kartek: 33
Suma czerwonych kartek: 2

Suma podyktowanych karnych: 2
Suma wykorzystanych karnych: 1

Suma widzów: 88 500
Średnia widzów: 11 062

ZOBACZ RÓWNIEŻ

sobota, 13 listopada 2010

Ile nowej Legii w Legii?

Trzynasta kolejka rozpoczęła się od meczu Widzewa z Cracovią oraz Wisły z Legią. Uwagę ligowych kibiców z oczywistych powodów skupił mecz w Krakowie - Wisła i Legia w minionej dekadzie regularnie walczyły o mistrzowski tytuł i podobne aspiracje zgłaszały przed sezonem 2010/2011. W dotychczasowych spotkaniach spisywały się ze zmiennym szczęściem, ale ostatnio dobrą passę (cztery kolejne wygrane) miała Legia i to wojskowi uchodzili za faworyta tego spotkania. Na boisku dominowała jednak Biała Gwiazda, która rozbiła zespół Macieja Skorży 4:0! O przebiegu meczu szerzej w tradycyjnym podsumowaniu kolejki, teraz przyjrzyjmy się bliżej efektom zmian kadrowych do jakich w obu klubach doszło w letnim okienku transferowym.

Punktem wyjścia do tych rozważań niech będzie wiosenny mecz Legia Warszawa - Wisła Kraków, który zakończył się totalną kompromitacją gospodarzy. Wisła absolutnie zdominowała boiskowe wydarzenia, Paweł Brożek ustrzelił hat - tricka, a postawa zawodników Stefana Białasa wyglądała wręcz na sabotaż. Kto wie, czy to nie ten występ przelał szalę goryczy i przesądził o wprowadzeniu w życie kampanii "Nowa Legia". Latem do Legii dołączyli nowi piłkarze, którzy mieli stanowić nową jakość - najwięcej oczekiwano po Antoloviciu, Kneżeviciu, Vrdoljaku, Manu oraz nabytkom z Ameryki Południowej, którym byli Cabral i Mezenga. Trzynaście kolejek to wystarczająco dużo, by poczynić pierwsze oceny wpływu nowych twarzy na postawę zespołu.

Przyjrzyjmy się jedenastce Legii z kompromitującego meczu w maju i porównajmy z drużyną, która wybiegła na boisku przy Reymonta wczorajszego wieczoru:

8.05.2010:

Mucha - Rzeźniczak, Szala, Astiz, Kiełbowicz - Szałachowski (Kosecki), Borysiuk (Smoliński), Jarzębowski (Banasiak), Iwański, Rybus- Grzelak.

12.11.2010:

Machnowskyj - Jędrzejczyk, Astiz, Komorowski, Kiełbowicz - Manu, Borysiuk, Vrdoljak (Rybus), Radović, Szałachowski (Iwański) - Kucharczyk (Mezenga).

Podstawowe jedenastki z obu spotkań łączą nazwiska Astiza, Kiełbowicza, Szałachowskiego, Borysiuka i Iwańskiego. Dodajmy do tego Rybusa, który wczoraj pojawił się na boisku w drugiej połowie. Występujących wczoraj od pierwszej minuty Komorowskiego i Radovicia jak najbardziej zaliczyć należy do gwardii z poprzednich rozgrywek. Łącznie aż osiem nazwisk. Co więc z tymi nowymi?  Co z "Nową Legią"? Machnowskyj za Muchę w bramce, ponadto Manu i Vrdoljak. A i tak największą wartością dodaną wydają się być młodzi polscy piłkarze - Jędrzejczyk oraz Kucharczyk

Zdecydowanie bardziej dyskretnie zmiana warty nastąpiła w drużynie Wisły Kraków. Pozbywano się każdego, za którego tylko przychodziła dobra oferta. W efekcie kompletnie rozsypała się obrona Białej Gwiazdy, nad której odbudową pracuje teraz Robert Maaskant. W ostatnich dwóch meczach Wisła zagrała na zero z tyłu, sprawdził się po raz kolejny nieraz już stosowany w naszej ekstraklasie patent z wystawieniem na środku defensywy pary silnych fizycznie obcokrajowców. 
Porównajmy składy krakowskiej drużyny z majowego i wczorajszego meczu.

8.05.2010:

Juszczyk - Alvarez, Głowacki, Marcelo, Brożek - Małecki, Sobolewski, Ba (Jirsak), Junior Diaz  (Kirm)- Brożek, Boguski.

12.11.2010:

Pawełek - Cikos, Chavez, Bunoza, Paljić - Małecki, Sobolewski (Boukhari), Garguła, Jirsak (Wilk), Kirm - Brożek (Żurawski).

Pierwsze, co rzuca się w oczy to oczywiście kompletnie odmieniona obrona. Złożona ze czwórki nowych zawodników, w dodatku w komplecie obcokrajowców. Miejsce w pierwszym składzie wywalczył kontuzjowany wiosną Garguła, na boisku pojawili się z ławki rezerwowych Boukhari, Wilk i Żurawski - każdy z nich sprowadzony pod Wawel latem.

Skalę zmian w obu drużynach można porównywać i zastanawiać się przed kim stało trudniejsze zadanie skomponowania nowej jedenastki, ale już to zestawienie pokazuje, że w Legii akcja wietrzenia szatni nie zdała egzaminu. Prym wiodą te same nazwiska, grające ze znacznie większą motywacją. Dołączenie Vrdojaka, Manu czy Mezengi należy rozpatrywać w tym aspekcie jako interesujące ruchy transferowe, jednak na pewno nie rewolucję. Znacznie ciszej zmian dokonywano w Wiśle, choć powyższe zestawienie pokazuje, że zmian w zespole zaszło niemniej niż w warszawskiej drużynie. 

Efekt w obu przypadkach ten sam - po trzynastu meczach zarówno Wisła jak i Legia mają po dwadzieścia jeden punktów. Bez zmian także w bezpośrednich meczach pomiędzy tymi drużynami - Wisła znów rozbiła Legię, choć tym razem przynajmniej nikt nie zarzuci warszawskim zawodnikom, że przeszli obok tego meczu.

poniedziałek, 8 listopada 2010

Podsumowanie dwunastej kolejki

W dwunastej kolejce swoje mecze przegrała cała prowadząca trójka. W hicie kolejki Legia pokonała Jagiellonię, w Gdyni Arka ograła Koronę, a Bełchatów przegrał na własnym boisku ze Śląskiem Wrocław. W krakowskich derbach Wisła lepsza od Cracovii. Kolejną porażkę zanotował Lech Poznań - Mistrz Polski znajduje się już w strefie spadkowej!

MECZ KOLEJKI

Legia Warszawa - Jagiellonia Białystok

Lider ekstraklasy przyjechał na mecz z łapiącą wiatr w żagle Legią z myślą o jak najlepszym rezultacie. Tomasz Frankowski i spółka zapowiadali nawet zwycięstwo, choć wszelkie statystyki działały na ich niekorzyść. Z kolei Legia po trzech z rzędu wygranych liczyła na kontynuowanie dobrej passy i zmniejszenie starty do lidera.

Mecz rozpoczął się od ataków zespołu Michała Probierza, którzy najwyraźniej chcieli jak najszybciej zdobyć pierwszą bramkę. To im się z resztą udało w piętnastej minucie za sprawą Skerli, ale sędzia słusznie dopatrzył się pozycji spalonej. Z biegiem czasu inicjatywę zaczęła przejmować Legia, w której pierwsze skrzypce grali Vrdoljak i Radović. Bramka padła za sprawą tego pierwszego tuż przed końcem pierwszej połowy. Rzut wolny bił Tomasz Kiełbowicz, piłka trafiła na głowę Vrdoljaka który naciskany przez Skerlę potrafił skierować ją do bramki rywala. Do przerwy 1:0 dla Legii!

Gol do szatni pozwolił legionistom czekać po przerwie na ruch rywala. Jagiellonia starała się zaatakować, ale zdecydowanie większe zagrożenie stanowiły kontrataki gospodarzy, którzy de facto kontrolowali grę. W siedemdziesiątej trzeciej minucie mogło i powinno być już 2:0, ale Maciej Iwański w decydującym momencie potknął się i upadł zamiast zdobyć bramkę. Dziewięć minut później czerwoną kartką za faul na Iwańskim ukarany został Rafał Grzyb. Jaga kończyła mecz w dziesiątkę i można było odnieść wrażenie, że straciła wiarę w doprowadzenie do wyrównania. Za to w doliczonym czasie gry na 2:0 podwyższył Jakub Rzeźniczak, który uderzył z trzydziestu metrów wykorzystując nieobecność bramkarza gości w bramce. Legia - Jagiellonia 2:0.

Ten wynik oznacza powrót Legii do walki o najwyższe lokaty. Maciej Skorża na dobre triumfuje i udowadnia, że potrafił pokonać kryzys, który dotknął jego zespół w początkowej fazie rozgrywek. W tej chwili warszawski zespół traci już tylko cztery punkty do lidera i jest na tyle rozpędzony, że w piątkowym meczu z Wisłą Kraków będzie zdecydowanym faworytem.

WYDARZENIA KOLEJKI

Koszmar Mistrza Polski!

Lech Poznań wydawał się mieć wszystko co najgorsze już za sobą. Efektowny awans w Pucharze Polski, rozbicie Wisły Kraków, wreszcie spektakularny sukces w postaci pokonania Manchesteru City. I co dalej? Dalej był ligowy mecz w Chorzowie, w którym Kolejorz nie miał więcej atutów niż zupełnie przeciętnie spisujący się w tym sezonie Niebiescy. Jedyną bramkę meczu zdobył Łukasz Janoszka. Kolejorz przegrał już po raz szósty i jest w strefie spadkowej. To już nie są żarty, to prawdziwy koszmar dla kibiców Lecha, którego postawa w lidze wymyka się logicznemu myśleniu.

Nudne derby Krakowa

Sporych emocji przysporzył ligowym kibicom hit między Legią a Jagiellonią, odwrotnie było w przypadku derbowej rywalizacji Cracovii z Wisłą. Obie drużyny zaserwowały mocno przeciętne widowisko, które z pewnością trudno nazwać dobrą reklamą polskiej piłki. Ostatecznie wygrała Wisła zdobywając bramkę w dziewięćdziesiątej piątej minucie gry. Który to już raz Pasy przegrywają mecz w podobnych okolicznościach? To już nie pech, to nie przypadek. Cracovia jest na dnie i tonie.

Konsekwencja Arki

Arka Gdynia w ostatnich latach balansowała między ekstraklasą a pierwszą ligą, najczęściej do ostatnich kolejek walcząc o ligowy byt. W tym sezonie ma być inaczej. Dariusz Pasieka świetnie poukładał defensywę drużyny, a w meczu z v-ce liderem z Kielc doszła do tego również dobra gra formacji ofensywnej. Efekt? Korona odprawiona z kwitkiem. Arka straciła najmniej bramek spośród wszystkich ekstraklasowych drużyn i jeśli jej gra będzie w dalszym ciągu równie konsekwentna to prawdopodobnie uda jej się uniknąć rozpaczliwej walki o utrzymanie.

DWUNASTA KOLEJKA W LICZBACH

Liczba goli: 14
Średnia goli na mecz: 1,75
 
Suma żółtych kartek: 32
Suma czerwonych kartek: 1

Suma podyktowanych karnych: 1
Suma wykorzystanych karnych: 1

Suma widzów: 68 900
Średnia widzów: 8600

ZOBACZ RÓWNIEŻ

niedziela, 24 października 2010

Podsumowanie dziesiątej kolejki

Dziesiąta kolejka przyniosła kilka wysokich wyników. W efektowny sposób swoje mecze wygrały zespoły Legii, Polonii Warszawa, Wisły i Widzewa. Kompletnym niewypałem okazały się występy zespołów z dotychczasowej czołówki. Wyjątkiem jest Górnik Zabrze, który pokonał Lecha Poznań. Sytuacja Kolejorza staje się koszmarna. Po kolejnej porażce na ostatnim miejscu w tabeli "umocniła" się Cracovia.

MECZ KOLEJKI

Korona Kielce - Legia Warszawa

Zdecydowanie najciekawiej ze wszystkich spotkań dziesiątej kolejki zapowiadała się rywalizacja w Kielcach między Koroną a Legią Warszawa. Gospodarze to sensacyjny v-ce lider, a gości nikomu w Polsce reklamować nie trzeba. Legia w dotychczasowych meczach jednak zawodziła i w piątek musiała udowodnić, czy poprzednia wygrana w Łodzi to pierwsza jaskółka poprawy czy może dzieło przypadku.

Dla widowiska źle się stało, że w tym meczu nie mogli wystąpić Aleksandar Vukovic i Andrzej Niedzielan. Trudno przecenić rolę obu zawodników w grze Korony, ich absencja niewątpliwie znacznie utrudniła zadanie trenerowi Sasalowi. W zespole ze stolicy do gry wrócił Maciej Iwański, wcześniej zesłany do Młodej Ekstraklasy. Inne wyjście z kłopotliwej sytuacji zaproponowano Piotrowi Gizie, który z eLką na sercu już nie zagra - jego kontrakt rozwiązano, a sam zainteresowany trenuje już z Cracovią.

Mecz rozpoczął się świetnie dla legionistów. Drużyna Macieja Skorży wreszcie potrafiła od samego początku zdominować rywala - szybkie, dokładne podania, po prostu dobra gra piłką. To zaowocowało kilkoma dogodnymi sytuacjami już w pierwszym kwadransie gry. Jedną z takich sytuacji w siódmej minucie wykorzystał Michał Kucharczyk, który coraz śmielej poczyna sobie w barwach Legii. Po bramce goście nie zwalniali tempa, wręcz przeciwnie. Zdegustowani takim obrotem sprawy kibice Korony zaczęli gwizdami domagać się lepszej gry swojego zespołu. Grę cały czas kontrolowała Legia, ale gospodarze za sprawą Stano w dwudziestej ósmej minucie doprowadzili do wyrównania. Kluczowe dla przebiegu gry wydarzenia dopiero miały się wydarzyć. Miroslav Radovic został sfaulowany przez bramkarza Korony w polu karnym, sędzia wskazał na jedenasty metr, a Małkowskiego wyrzucił z boiska. To właśnie do tych decyzji sędziego Tomasza Mikulskiego pretensje zgłaszał trener Sasal. Karnego na bramkę zamienił Vrdoljak i Legia do szatni schodziła z prowadzeniem 2:1.

Po przerwie Legia pokazała jak powinno się grać mając przewagę jednego zawodnika. Jej prowadzenie praktycznie nie zostało zagrożone, a w sześćdziesiątej piątej minucie Maciej Iwański wbił gola numer trzy. Asystę przy tej bramce zanotował Kucharczyk, który był bodaj najlepszym zawodnikiem tego dnia. Legia kontrolowała przebieg gry raz po raz zagrażając ponownie bramce Cierzniaka. Wynik na 4:1 ustalił w osiemdziesiątej ósmej minucie Radovic.

4:1 to dobry znak dla Legii, która zdaje się na dobre łapać odpowiedni rytm. Gospodarze mogą pocieszać się tym, że nadal to oni są w ligowej czołówce, a na dodatek w piątek grali bez dwóch swoich absolutnie topowych piłkarzy. Warto zwrócić uwagę, że piątkowy mecz był  pierwszą zapowiedzią tego, co czekało nas w dziesiątej kolejce ekstraklasy...

WYDARZENIA KOLEJKI

Co z tym mistrzem?

Kto pamięta takie męczarnie Mistrza Polski? Lech Poznań przegrał czwarty mecz z rzędu. Przegrał najzupełniej zasłużenie, bo w Zabrzu nie miał absolutnie żadnych atutów. Na dziewięć rozegranych meczów Kolejorz wygrał ledwie dwa i to mając za rywali jedenastki Śląska Wrocław i Cracovii, a więc jedyne drużyny, które w tabeli są niżej niż Lech. Powiedzieć, że sytuacja drużyny Jacka Zielińskiego jest zła to tak jak nic nie powiedzieć. Mówi się, że szkoleniowiec dostał od zarządu ultimatum - strata do lidera przed rundą wiosenną nie może być większa niż dziewięć punktów. Tak postawione ultimatum i tak wygląda na bardzo łagodne, bo nie brakuje takich, którzy domagają się głowy Zielińskiego niemal natychmiast. Już w środę Lech Poznań jedzie do Krakowa na mecz Pucharu Polski z Cracovią i jeśli tam nie wygra to droga do kolejnej edycji europejskich pucharów stanie się niezwykle trudna.

Renesans faworytów

Kto nadąży za polską ekstraklasą? Jeśli ktoś obserwuje rozgrywki ligowe dopiero od tego sezonu pewnie na długo zapamięta dziesiątą serię gier. Cała czołowa trójka została wręcz rozbita, znokautowana, poniżona. Korona - Legia 1:4, Wisła - Lechia 5:2, wreszcie Widzew - Jagiellonia 4:1. Dodajmy do tego porażkę czwartego do tej pory Bełchatowa z Arką. Niespodzianki czy powrót do normy? Odpowiedzą następne kolejki.

Ekstraklasa zjednoczona z Europą w walce z głodem

Ligi europejskie stowarzyszone w Europejskim Stowarzyszeniu Lig Zawodowych na ten weekend wyznaczyły kulminację kampanii "Professional Football Against Hunger". Piłkarze wyszli na boisko ubrani w koszulki z charakterystycznym żółtym gwizdkiem, który stał się symbolem akcji. Akcję walki z głodem na świecie każdy może wesprzeć na stronach: http://www.1billionhungry.org/ oraz http://www.epfl-europeanleagues.com/fao/ , do czego oczywiście gorąco zachęcam.

DZIESIĄTA KOLEJKA W LICZBACH

Liczba goli: 23
Średnia goli na mecz: 2,87
Suma żółtych kartek: 22
Suma czerwonych kartek: 3

Suma podyktowanych karnych: 2
Suma wykorzystanych karnych: 2

Suma widzów: 68 400
Średnia widzów: 8550

ZOBACZ RÓWNIEŻ

niedziela, 3 października 2010

Podsumowanie ósmej kolejki

Jagiellonia rzutem na taśmę wygrała w Zabrzu i zachowała fotel lidera. Kolejną bramkę na wagę trzech punktów dla Korony zdobył Andrzej Niedzielan. Aż trzy mecze zakończyły się wynikiem bezbramkowym, a w całej kolejce padło ledwie dziesięć bramek. Punkty nadal gubią zespoły uchodzące za faworytów ligi - Wisła i Polonia ledwie zremisowały swoje mecze ze Śląskiem i Arką, a jedenastki Legii i Lecha ponownie schodziły z boiska pokonane.


MECZ KOLEJKI

Legia Warszawa - Lechia Gdańsk

Ósma kolejka pozbawiona była meczu, który zapowiadałby się zdecydowanie najciekawiej. W Zabrzu spotykały się drużyny niespodziewanie tworzące czołówkę ligi (Górnik - Jagiellonia), w Bełchatowie będący jednym z odkryć sezonu GKS podejmował Mistrza Polski, ale ekstraklasowy po raz drugi z rzędu na najciekawszy mecz wybrał spotkanie rozgrywane przy Łazienkowskiej. Opromieniona zwycięstwem nad Lechem Legia Warszawa grała z notującą również zwyżkującą formę Lechią Gdańsk.

Statystyka była dla gości bezlitosna - po raz ostatni przy Łazienkowskiej Lechia wygrała w 1961 roku. W stolicy wszyscy liczyli, że wygrana z Lechem będzie początkiem marszu w górę tabeli po niemrawym początku sezonu. Gdańszczanie po wygranej aż 5:1 nad Górnikiem Zabrze też byli w dobrych nastrojach i przekonani co do swoich umiejętności zapowiadając sprawienie sensacji, a przynajmniej niespodzianki.

Pierwsza połowa meczu pokazała jednak co innego. Podopieczni Tomasz Kafarskiego grali nieco bojaźliwie, asekurancko. To mogło zemścić się już w siódmej minucie, gdy w sytuacji sam na sam z Pawłem Kapsą znalazł się Alejandro Cabral. Argentyńczyk chybił, a ta sytuacja była jego jedynym jasnym momentem w tym spotkaniu. Po przerwie nie widzieliśmy go już na boisku. Przed przerwą na boisku nie działo się wiele ciekawego, sam mecz rozczarowywał swoim poziomem. Zawieszony na dwa mecze Maciej Skorża dyrygował zespołem z trybun i zdecydował o wprowadzeniu wraz z początkiem drugiej połowy drugiego napastnika, Bruno Mezengi.

Efekt tej roszady był taki, że Lechia zaczęła uzyskiwać coraz większą przewagę w środku pola i stwarzać zagrożenie pod bramką Antolovicia. Pierwszy gol tego meczu padł w siedemdziesiątej minucie meczu, gdy po podaniu Lukjanovsa do bramki Legii trafił Francuz Bedi Buvala. Legia w tym sezonie udowodniła już w meczach z Cracovią i Lechem, że przed własną publicznością potrafi nadrabiać straty. Tym razem scenariusz wydarzeń był jednak z goła inny. Lechiści uwierzyli we własne siły i możliwość wywiezienia z uchodzącego za trudny terenu kompletu punktów. W osiemdziesiątej ósmej minucie na 2:0 podwyższył Hubert Wołąkiewicz, świeżo upieczony reprezentant Polski. W doliczonym czasie gry Legię dobił Paweł Nowak, który wcześniej asystował przy bramce Wołąkiewicza. Legia - Lechia 0:3. Nokaut!

Rozczarowani muszą się czuć ci, którzy po wygranej nad Lechem Poznań wieszczyli przełamanie Legii. Podopieczni Macieja Skorży po raz kolejny zagrali po prostu źle, nie mieli żadnej recepty na to, jak poradzić sobie z dobrze zorganizowaną Lechią Gdańsk. Zamiast pastwić się nad przegranym pogratulujmy zwycięzcy. Praca trenera Kafarskiego, który mocno podpał gdańskim kibicom zlekceważeniem rozgrywek Pucharu Polski w zeszłym sezonie, zaczyna przynosić pozytywne efekty. Drużyna z Gdańska należy do tych, które ogląda się w tej lidze najprzyjemniej. 5:1 z Górnikiem, 3:0 z Legią i niech teraz obawiają się kolejni ligowi rywale Lechii, która dobiła do ligowej czołówki. 

WYDARZENIA KOLEJKI

Gdzie ci faworyci?

U progu ligowego sezonu w gronie faworytów do tytułu mistrzowskiego jednym tchem wymieniane były zespoły Wisły Kraków, Lecha Poznań i Legii Warszawa. Do tej wielkiej trójki dołączyć miała Polonia Warszawa. W tej kolejce po raz kolejny ujawniła się słabość papierowych faworytów polskiej ekstraklasy - cała czwórka zdobyła w tej kolejce łącznie dwa punkty nie zdobywając ani jednej (!) bramki. Spory między sympatykami poszczególnych zespołów o to, kto gra lepiej, a kto gorzej można wrzucić do worka "przyganiał kocioł garnkowi". W tym momencie liga jest tak wyrównana, że nie ma już wyniku, o którym powiedziałoby się: sensacja! Każdy może pokonać każdego.

Strzelać nie kazano?

Wisła - Śląsk 0:0, Arka - Polonia 0:0, Zagłębie - Cracovia 0:0. Pal licho, że nie padły gole, gorzej że sam poziom gry mógł przyprawić o ból zębów. Wisła Kraków i Polonia Warszawa zgłaszają aspiracje do tytułu mistrzowskiego wszędzie, tylko nie na boisku. To były kolejne bardzo przeciętne mecze w wykonaniu faworyzowanych jedenastek. Szczególnie w Krakowie i Gdyni z boiska najzwyczajniej w świecie wiało nudą. Spotkanie w Lubinie uratowała nieco druga połowa, w której kibice doczekali się chociaż emocji. Wszystkie te mecze nie były jednak dobrą reklamą polskiej ekstraklasy i jeśli ktoś tego dnia trafił na któreś z tych spotkań przypadkiem to pewnie wróci nieprędko.

Skerla zapewnia trzy punkty i wygodny fotel lidera

W ostatniej minucie meczu w Zabrzu gola na wagę trzech punktów dla Jagi zdobył Andrius Skerla. Niby każdy wie, że na Litwina trzeba zwracać szczególną uwagę przy stałych fragmentach gry, a jednak nadal zagrożenie z jego strony w tym elemencie gry pozostaje największe. Tak było i tym razem. Jagiellonia wygrała szósty mecz w sezonie i umocniła się na pozycji lidera. A sam Andrius Skerla to niezwykle ciekawa postać. Nie ma obecnie w całej ekstraklasie piłkarza, który miałby na koncie więcej reprezentacyjnych gier niż litewski obrońca Jagi. Siedemdziesiąt osiem występów w drużynie narodowej to także litewski rekord. Skerla ma w swoim cv trzy lata gry w holenderskim PSV Eindhoven, w barwach którego rozegrał dwadzieścia pięć spotkań. Wynik może niezbyt imponujący, ale już w szkockim Dunfermline i rosyjskim Tomie Tomsk należał do filarów drużyny. Uznanie dla Skerli, brawa dla Jagi!

ÓSMA KOLEJKA W LICZBACH

Liczba goli: 10
Średnia goli na mecz: 1,25

Suma żółtych kartek: 29
Suma czerwonych kartek: 0

Suma podyktowanych karnych: 0
Suma wykorzystanych karnych: 0

Suma widzów: 61  400
Średnia widzów: 7675

ZOBACZ RÓWNIEŻ

poniedziałek, 27 września 2010

Podsumowanie siódmej kolejki

Siódma kolejka umocniła na czele ligowej tabeli zespoły Jagiellonii Białystok i Korony Kielce. Trwa niemoc faworytów - po trzech porażkach z rzędu w meczu z Lechem przełamała się Legia Warszawa, ale Wisła Kraków i Polonia Warszawa tylko zremisowały swoje mecze. Pierwsze punkty w sezonie zdobyła Cracovia, piątą porażkę z rzędu zanotował Śląsk Wrocław. Siódma kolejka ekstraklasy jest pierwszą, w której do siatki rywala nie trafił Andrzej Niedzielan.

MECZ KOLEJKI

Legia Warszawa - Lech Poznań

Mecze między tymi zespołami należą do najbardziej prestiżowych w lidze i są szczególnie ważne dla kibiców obu drużyn. Ostatnie sezony przyzwyczaiły nas, że mecze między Legią a Lechem to spotkania na szczycie. Tym razem było inaczej - Lech przed meczem przy Łazienkowskiej był ósmy w tabeli, a Legia dopiero czternasta. 

Mistrz Polski przyjechał do Warszawy opromieniony dobrym występem w meczu z Juventusem Turyn. Semir Štilić zapowiedział, że Kolejorz na Legię wyjdzie "jak na Juventus" i pierwsza połowa udowodniła, że nie żartował. Choć mecz rozpoczął się od ataków Legii to goście zdobyli pierwszego gola. W dziewiątej minucie precyzyjny strzał w długi róg bramki Antolovicia oddał Siergiej Kriwiec i poznaniacy mogli się cieszyć z objęcia prowadzenia. Kolejne minuty to dalsza dobra gra Lecha, który zdecydowanie dominował w tym okresie. Mistrz Polski grał z dużą pewnością siebie, której Legia przeciwstawiała nieustępliwą walkę. Lechici stwarzali sobie kolejne dogodne okazje, ale Kriwiec, Rudnevs, Štilić i Peszko nie potrafili  ich wykorzystać To był moment, w którym Kolejorz powinien rozstrzygnąć losy tego meczu i prowadzić już nawet 0:3. Nie zrobił tego i zapłacił za to najwyższą cenę - w trzydziestej ósmej minucie dokładne podanie z głębi pola od Manu dostał Michał Kucharczyk i pewnym strzałem doprowadził do remisu. Jeszcze przed przerwą drugą żółtą kartkę obejrzał Maciej Rybus i wydawało się, że druga połowa będzie miała przebieg bardzo zbliżony do pierwszej.

Nic bardziej mylnego. Gra w osłabieniu jeszcze bardziej zmobilizowała gospodarzy, którzy grali z niezwykłym poświęceniem, walecznością i ofiarnością. Lech sprawiał wrażenie uśpionego przewagą jednego zawodnika i wyglądało na to, że chce ten mecz wygrać na stojąco. W efekcie przez całe drugie czterdzieści pięć minut na boisku dominowała Legia, która raz po raz poważnie zagrażała bramce Jasmina Buricia. Wysiłki gospodarzy przyniosły efekt na dwie minuty przed końcem regulaminowego czasu gry - dośrodkowanie Tomasz Kiełbowicza z rzutu wolnego strzałem głową na bramkę zamienił Bruno Mezenga. 2:1 dla Legii!

Legia Warszawa wreszcie przełamała się w lidze, a trener Maciej Skorża mógł odetchnąć z ulga. W szatni gospodarzy panowała radość, a lechici chyba do końca nie wiedzieli jeszcze w jaki sposób udało im się przegrać wydawałoby się wygrany mecz. W efekcie sytuacja Lecha w tabeli robi się coraz trudniejsza, a w Warszawie wszyscy liczą, że wygrana nad mistrzem Polski jest początkiem nowej, bardziej imponującej, passy. 

WYDARZENIA KOLEJKI

Wygrana Pasów na otwarcie stadionu

Cracovia wróciła na stadion przy ulicy Kałuży i wygrała swój pierwszy mecz w sezonie. Wróciła to nie do końca adekwatne słowo - na miejscu dawnego stadionu powstał zupełnie nowy obiekt. Nowoczesny, z trybunami na piętnaście tysięcy miejsc. W sobotę zapełnił się w całości i w takich warunkach piłkarzom Cracovii niewątpliwie łatwiej było przełamać fatalną serię sześciu porażek z rzędu. Po golach Polczaka i Ślusarskiego Pasy pokonały Arkę 2:0. Czekamy na oddanie kolejnych nowych stadionów - w pierwszej kolejności będą to prawdopodobnie obiekty w Gdyni i Białymstoku. Dzięki nowoczesnej infrastrukturze przeciętny mecz w oczach widza zamienia się w dobry, a dobry w bardzo dobry...

Pogrom w Gdańsku

Aż 5:1 Lechia Gdańsk wygrała w meczu z Górnikiem Zabrze. Warto zauważyć, że był to drugi mecz pomiędzy tymi zespołami w odstępie kilku dni - we wtorek Lechia wyeliminowała zabrzan z rozgrywek Pucharu Polski. Oba mecze musiały popsuć nastroje w chwalonym do tej pory zespole Górnika. Trzeba zwrócić uwagę, że w sobotę to Lechia zagrała naprawdę dobre zawody i udowodniła, że może być groźna dla każdego w tej lidze, zwłaszcza przed własną publicznością. 

Orest Lenczyk we Wrocławiu

Przełamała się Legia, przełamała się Cracovia, trwa niemoc Śląska Wrocław. W piątek wrocławianie przegrali w Kielcach z Koroną i licznik porażek z rzędu wskazuje już pięć. W piątek trenerem Śląska już nie był Ryszard Tarasiewicz, a jeszcze nie był Orest Lenczyk. Prowadzony przez dotychczasowego asystenta Tarasiewicza zespół nie potrafił znaleźć recepty na dobrze zorganizowaną Koronę. W najbliższym czasie Śląsk czekają mecze z Wisłą Kraków i Polonią Warszawa, doświadczenie i kunszt Lenczyka z pewnością się mogą przydać.

SIÓDMA KOLEJKA W LICZBACH

Liczba goli: 24
Średnia goli na mecz: 3,0

Suma żółtych kartek: 32
Suma czerwonych kartek: 4

Suma podyktowanych karnych: 1
Suma wykorzystanych karnych: 1

Suma widzów: 75 900
Średnia widzów: 9487

ZOBACZ RÓWNIEŻ

czwartek, 16 września 2010

Nowa Legia. O takiej marzyłeś?

Dziesięć milionów złotych wydane na nowych piłkarzy. Nowy trener uchodzący za najzdolniejszego w lidze. Nowy stadion, co prawda gotowy w 3/4, ale już oficjalnie otwarty. Po latach otwartego konfliktu porozumienie właścicieli klubu z kibicami. I co? I trzy porażki w pierwszych pięciu meczach oraz najmniej strzelonych goli w całej ekstraklasie. Przy Łazienkowskiej zawrzało.


We wtorek przez media przeszła wiadomość o skierowaniu do Młodej Ekstraklasy trzech piłkarzy pierwszej drużyny - Macieja Iwańskiego, Piotra Gizy i Jakuba Wawrzyniaka. O tym, że o karze nie decydowały względy sportowe świadczy już skład wyżej wymienionej trójki - Iwański był podstawowym zawodnikiem, powoływanym nawet do reprezentacji kraju, a Giza w tym sezonie pojawił się na boisku ledwie na trzy minuty. Zatem - bunt na pokładzie?

Z warszawskiego obozu docierają sygnały, że stosunki między nowymi zawodnikami a tymi, którzy są w Warszawie już od dłuższego czasu nie układają się idealnie. To właśnie rzekome lepsze traktowanie nowych piłkarzy było impulsem do buntu, na czele którego miał stać Iwański. Faktem jest, że były trener legionistów, Stefan Białas wskazywał wiosną na problem z atmosferą wewnątrz drużyny. Letnie wietrzenie szatni doprowadziło do tego, że nowym kapitanem Legii Warszawa został Ivica Vrdoljak. Niezwykle rzadko można spotkać się z sytuacją, gdy nowy piłkarz zostaje z marszu kapitanem, niemal niebywałe  gdy tam piłkarzem jest obcokrajowiec, dla którego do pierwszy kontrakt w danym kraju. Sytuacja, jakiej jesteśmy dziś świadkami to dowód na to, że sztuka prowadzenia drużyny Serbowi się nie powiodła.

Legia Warszawa to klub, który od zawsze wzbudzał skrajne emocje. Wokół tej drużyny trudno przejść obojętnie - jedni ją kochają, inni nienawidzą. Dzisiaj to ci drudzy mogą ITI podziękować, bo jeśli ktoś o takiej Legii marzył to z pewnością nie jej sympatycy. Tyle, że sezon nie kończy się dzisiaj, a potencjał kadrowy jaki zgromadzono przy Łazienkowskiej nie pozwala zbyt szybko przekreślać ostatecznych szans na sukces. Pewne jest tyle, że  w tej chwili Legia wygląda bardziej jak zlepek skłóconych indywidualności niż zespół. Stworzyć z tych ludzi drużynę - oto prawdziwe zadanie Macieja Skorży.

Czy działania trenera i zarządu przyniosą efekt przekonamy się w sobotę. Krytykowana za pierwsze mecze Legia jedzie do Lubina na mecz z Zagłębiem, które w tej chwili gra chyba najsłabszą piłkę w lidze. Okazja znakomita nie tylko do przełamania złej passy, ale i do przekonania się, czy aby na pewno wszyscy z eLką na sercu grają do tej samej bramki.

piątek, 27 sierpnia 2010

Zwycięstwo Bełchatowa w stolicy!

Czwarta kolejka ekstraklasy jest ostatnią przed dwutygodniową przerwą w związku z meczami reprezentacji. Piątkowe mecze nie rozczarowały, szczególnie wieczorny mecz Legii z GKSem mógł podobać się nawet bardziej wybrednym kibicom.

Mecz przy Łazienkowskiej rozpoczął się od minuty ciszy poświęconej pamięci Kazimierza Deyny, którego dwudziesta pierwsza rocznica śmierci przypada na przyszły tydzień. Grę zainicjowała Legia i już pierwsza akcja mogła przynieść jej bramkę, ale strzał Manu minął bramkę Sapeli. Jednak im dłużej trwał mecz tym trudniej przychodziło gospodarzom stwarzanie sytuacji bramkowych. Bełchatów był bardzo dobrze zorganizowany , stosował mocny pressing i sprawnie rozgrywał piłkę. W dwunastej minucie piłkę w pole karne wrzucił Tomasz Wróbel, a strzałem głową w siatce umieścił ją Marcin Żewłakow. Zdobyta bramka bynajmniej nie spowodowała obrony Częstochowy w wykonaniu gości. Wręcz przeciwnie - GKS konsekwentnie grał swoje i stwarzał sobie kolejne dobre okazje do zdobycia gola. W odstępie trzech minut dwie kapitalne okazje wypracował Janusz Gol - najpierw precyzyjnym podaniem obsłużył Macieja Małkowskiego, który minął Antolovicia, ale minimalnie przestrzelił. Chwilę później kolejne dobre podanie Gola dotarło do Marcina Żewłakowa, któremu pozostało dostawić nogi i skierować piłkę do siatki - niestety dla podopiecznych Macieja Bartoszka zabrakło mu dosłownie kilku centymetrów. Na boiskowe wydarzenia zareagował Maciej Skorża. Trener Legii zdjął z boiska Ariela Borysiuka, a wprowadził na nie Bruno Mezenge. Efekt był jednak odwrotny od zamierzonego - Legia nie stała się groźniejsza z przodu, a brak w środku pola Borysiuka spowodował jeszcze większą przewagę gości w tej strefie boiska. Trzydziesta minuta przyniosła drugą bramkę dla GKSu - ponownie wrzucał Wróbel, ponownie głową trafił Żewłakow. Końcówka pierwszej połowy mogła przynieść gościom trzecią bramkę, ale strzał Poźniaka wybronił bramkarz Legii.

Pierwsza połowa była popisem gry Bełchatowa, który rozegrał swoje najlepsze czterdzieści pięć minut w tym sezonie. Po przerwie mecz nadal stał na przyzwoitym poziomie, a tempo gry pozostawało wysokie. Goście nadal stosowali pressing, a samo spotkanie zmieniło się nieco w mecz walki. Podopieczni Bartoszka oddali pole gospodarzom, ale wciąż można było mieć wrażenie, że kontrolują wydarzenia na boisku. Wynik nie uległ już zmianie i pierwsza spora niespodzianka w tej kolejce stała się faktem.

Legia Warszawa po dość szczęśliwych wygranych z Cracovią i Śląskiem przegrała swój drugi mecz w tym sezonie i trener Skorża z pewnością będzie miał nad czym pracować w czasie najbliższych dwóch tygodni. Z kolei GKS Bełchatów wyrasta na największą niespodziankę początku sezonu - dość poważnie osłabiony latem zespół, który prowadzi niedoświadczony szkoleniowiec typowany był do walki o utrzymanie w lidze, a tymczasem po czterech kolejkach zadomowił się na ligowym podium.

We wcześniejszym piątkowym meczu Korona Kielce grała z Cracovią. Obie drużyny zakończyły to spotkanie dokładnie tak jak trzy poprzednie - znów bramkę dla Korony strzelił Andrzej Niedzielan, a Cracovia znów przegrała. Czwarta z rzędu porażka mocno psuje atmosferę wokół klubu spod Wawela, gdzie przedsezonowe zapowiedzi mówiły nawet o walce o górną połówkę tabeli. 

Zwracają uwagę kolejne bramki weteranów. Zarówno Marcin Żewłakow jak i Andrzej Niedzielan mają na swoim koncie już po cztery trafienia, a przecież przed sezonem w mediach zdecydowanie głośniej było o innych doświadczonych napastnikach, którzy mieli być ozdobą naszej ligi. Wichniarek i Żurawski wciąż jednak czekają na pierwsze w tym sezonie trafienia, a Żewłak i Wtorek przewodzą w strzeleckiej klasyfikacji.

niedziela, 22 sierpnia 2010

Podsumowanie trzeciej kolejki

Trzecia kolejka przyniosła komplet zwycięstw faworytów wyścigu o tytuł mistrzowski. Pierwszą wygraną w sezonie zanotował Lech Poznań, swoje wyjazdowe mecze wygrały Wisła i Legia, dobrą dyspozycję potwierdziła Polonia. Jedynym zespołem bez punktu pozostaje Cracovia.



MECZ KOLEJKI

Śląsk Wrocław - Legia Warszawa

Po raz kolejny najciekawiej zapowiadało się spotkanie z udziałem Legii. Zespół Macieja Skorży w piątkowy wieczór rozegrał wyjazdowy mecz ze Śląskiem Wrocław. Obie drużyny łączył fakt, że w poprzednim ligowym meczu pokonały Cracovię. O obu zespołach można też powiedzieć, że znacznie wzmocniły się w letnim okienku transferowym. Jednak celem warszawskiego klubu jest mistrzostwo kraju, a wrocławianie celują w obecnych rozgrywkach w dołączenie do ligowej czołówki i budowę podwalin pod przyszłą, jeszcze mocniejszą drużynę.

Mecz rozpoczął się od ataków Śląska i przewaga gospodarzy utrzymywała się praktycznie przez całe spotkanie. Po raz kolejny jasną postacią wrocławskiego zespołu był Waldemar Sobota. Akcje Śląska trafiały jednak na zaporę tego dnia niemożliwą dla nich do przejścia - Dicksona Choto. Silny fizycznie obrońca Legii wrócił do gry po kontuzji i od razu wprowadził pewność w defensywne poczynania zespołu. Groźną sytuację stworzyli sobie również goście, ale Chinyama po tym jak świetnie zwiódł obrońcę spektakularnie spudłował.

Druga połowa miała bardzo zbliżony przebieg, choć w środku pola przewagę uzyskała Legia - w dużej mierze dzięki grze Vrodljaka. Groźniejsze sytuacje stwarzali sobie jednak podopieczni Ryszarda Tarasiewicza - żeby wspomnieć tylko o pudle Diaza, który z kilku metrów nie trafił do pustej bramki czy strzał w poprzeczkę parę minut później. Co nie udało się Śląskowi zrobiła Legia. W osiemdziesiątej minucie dynamiczną akcją na skrzydle popisał się Maciej Rybus - jego silny i precyzyjny strzał w górny róg bramki wpadł do siatki. Co ciekawe był to pierwszy i jedyny celny strzał, który Legia oddała tego dnia.

Legia wygrała trudny wyjazdowy mecz i chyba zapomniała już o premierowej porażce z Polonią. Śląsk znów udowodnił, że posiada spory potencjał, ale tym razem brakowało skuteczności. 

WYDARZENIA KOLEJKI

Zmiany w Wiśle Kraków

Piłkarze Wisły Kraków po raz ostatni zagrali pod wodzą trenera Tomasza Kulawika. Po przegranym meczu w Chorzowie przyszło zwycięstwo z Widzewem Łódź. Wiślacy zwyciężyli po bramce Dragana Paljicia i mimo słabej dyspozycji po dwóch meczach mają na koncie sześć punktów. Ta wygrana to niewątpliwie dobra wiadomość dla kibiców Białej Gwiazdy, ale na dłuższą metę znacznie ważniejsza jest inna weekendowa informacja z Krakowa - nowym trenerem Wisły zostanie Holender Robert Maaskant. Nowy szkoleniowiec v-ce mistrza Polski ma czterdzieści jeden lat, a w swojej karierze prowadził drużyny holenderskiej ekstraklasy - przez poprzednie dwa sezony pracował w NAC Breda. Jego rodak Stan Valckx zostanie nowym dyrektorem sportowym klubu. Prezes Basałaj zapowiada wiele zmian na różnych polach działania Wisły, co wskazuje na to, że z pierwszymi ocenami pracy Holendrów pod Wawelem trzeba będzie się wstrzymać co najmniej do końca sezonu. Cele stawiane dziś w Krakowie mają charakter długofalowy, a posiadający zachodni punkt widzenia na funkcjonowanie klubu Maaskant i Valckx mają walnie przyczynić się do płynnego ich realizowania. 

Przełamanie Kolejorza 

Po czwartkowym zwycięstwie w meczu eliminacji Ligi Europejskiej w Dniepropietrowsku Lech Poznań szukał potwierdzenia zwyżkującej formy w ligowym meczu z Cracovią. Wynik 5:0 pozwala Kolejorzowi nie tylko nie tracić dystansu do zespołów prowadzących w tabeli, ale i z większą pewnością siebie oczekiwać rewanżu z Dnipro, który to mecz wyrasta na kluczowy jesienny moment tego zespołu. Lech w niedzielę udowodnił, że nie zapomniał jak się gra w piłkę i nie można pochopnie przekreślać jego szans na obronę krajowego prymatu. Piłkarze Kolejorza śrubują klubowy rekord spotkań bez porażki - aktualnie licznik wskazuje już dwadzieścia pięć spotkań.

Komu korona króla strzelców?

Po niemrawej pod kątem strzeleckim pierwszej kolejce dwie kolejne obfitowały w gole. Powoli kreują się czołowi strzelców poszczególnych drużyn - trzy gole w trzech meczach zdobyli Darvydas Sernas, Artjoms Rudnevs i Andrzej Niedzielan, tylko jedno trafienie mniej mają Christain Diaz, Marcin Żewłakow, Tomasz Frankowski, Grzegorz Kuświk, Ebi Smolarek, Artur Sobiech oraz Mateusz Bartczak i Adrian Mierzejewski. Przyglądając się grze wymienionych graczy można zaryzykować twierdzenie, że każdego z wymienionych napastników stać na to, by zdobyć w sezonie kilkanaście bramek. Trzeba zauważyć, że pełni formy nie uzyskała jeszcze Wisła i Legia, a choćby pobieżny rzut oka na listę dotychczasowych najlepszych ligowych strzelców każe oczekiwać na włączenie się do rywalizacji napastników tych klubów. Walka o koronę króla strzelców zapowiada się w tym sezonie wyjątkowo interesująco. 

DRUGA KOLEJKA W LICZBACH

Liczba goli: 21
Średnia goli na mecz: 2,62

Suma żółtych kartek: 22
Suma czerwonych kartek: 1

Suma podyktowanych karnych: 2
Suma wykorzystanych karnych: 2

Suma widzów: 47 300

wtorek, 17 sierpnia 2010

Cracovia - pozorna czerwona latarnia

Rafał Ulatowski po meczu z Legią Warszawa: "Tego pana z gwizdkiem zapraszam po meczu do autokaru i niech jedzie z nami do Krakowa i niech posłucha, co mają do powiedzenia piłkarze, trenerzy i kibice. Nie wygraliśmy z własnej winy, ale przegraliśmy w skandaliczny sposób." Trener miał prawo być rozgoryczony po stracie bramki w 94 minucie meczu, na dodatek w tak niecodziennych okolicznościach.
Na początek fragment "Przepisów gry w piłkę nożną": rzut wolny pośredni zostaje odgwizdany jeśli bramkarz przez czas dłuższy niż sześć sekund kontroluje (trzyma) piłkę w rękach i nie pozbywa się jej. Tak, sędzia Daniel Stefański miał prawo zagwizdać ten rzut wolny. Wymagajmy jednak konsekwencji - dziennikarze obliczyli już, że podobna sytuacja miała wcześniej miejsce w tym tylko jednym meczu siedem razy. Nie tylko Cabajowi, dłużej niż sześć sekund piłkę w swych rękawicach trzymał także bramkarz Legii - np. w 84 minucie meczu. Sędzia rzut wolny odgwizdał tylko raz - w dziewięćdziesiątej czwartej minucie. Rodzi to wiele kontrowersji i wzbudza emocje. Medal ma dwie strony - gra na czas bywa plagą przy Łazienkowskiej, Reymonta czy Bułgarskiej. Sędzia z pewnością się wybroni - formalnie miał rację, przepisy stoją po jego stronie. Tyle, że ignorując podobne zagrania wcześniej sam wystawia się na publiczny pręgierz.

Cieszy, że trener Ulatowski zwraca uwagę, że brak zwycięstwa jest winą Cracovii. Nie obarcza sędziego całkowitą odpowiedzialnością za porażkę swojego klubu, ale w sposób zdecydowany sygnalizuje problem. Przegrywając w Warszawie Pasy zostały jedynym zespołem w lidze, który nie ma na koncie choćby punktu. Cracovia jest ostatnia w tabeli, choć w obu spotkaniach pokazała się co najmniej dobrze. Po obu meczach piłkarze z Kałuży mogą mieć pretensje do sędziego (ze Śląskiem sędzia nie uznał prawidłowej bramki Ślusarskiego na 3:3), ale sama gra wskazuje na to, że podopieczni Ulatowskiego powinni uniknąć ciężkiej walki o utrzymanie w lidze, co było ich udziałem w ostatnich dwóch sezonach. Trzeba jednak zwrócić uwagę, że słabszą stroną Pasów jest obrona i choć formacja ofensywna sprawia bardzo korzystne wrażenie to trudno liczyć wciąż na to, że napastnicy strzelą więcej bramek niż obrońcy zawalą.

Kontrowersyjna sytuacja z doliczonego czasu gry przysłoniła nieco naprawdę dobry mecz. Szybko zdobyty gol z rzutu karnego pozwolił Cracovii grać z większym spokojem. Goście jeszcze przed przerwą powinni zdobyć przynajmniej kolejną bramkę, ale na posterunku był ten, co do którego wcześniej zgłaszano pretensje - Antolović. Spotkanie toczyło się w dobrym tempie, nie brakowało szybkich i składnych akcji z obu stron. Bramki dla Legii strzelili mocno krytykowani wiosną Komorowski i Iwański. Trzy punkty uspokoiły z pewnością Macieja Skorżę i pozwolą z większym spokojem oczekiwać weekendowego meczu ze Śląskiem Wrocław. Cracovia szansy na pierwsze ligowe punkty szukać będzie w niedzielę na stadionie mistrza Polski, ale porównując dyspozycję obu drużyn absolutnie nie jest powiedziane, że stoi na z góry straconej pozycji.

piątek, 13 sierpnia 2010

Polonia znów lepsza od Legii!

Ten rok w Warszawie należy do Polonii! Wiosną "Czarne Koszule" ograły Legię 1:0, dziś rozbiły legionistów 3:0. Podopieczni Jose Bakero po dwóch kolejkach mają komplet punktów, a kibice klubu z Konwiktorskiej skandując "mistrz, mistrz Polonia!" dołączyli się do wymagań prezesa Wojciechowskiego wobec swoich zawodników.

Mecz toczył się w przyzwoitym, jak na polską ligę, tempie. Przed przerwą brakowało bramek, jednak już trzecia minuta drugiej połowy przyniosła Polonii prowadzenie. Precyzyjnym strzałem z dystansu popisał się Bruno i bezradny Antolović wyciągał piłkę z siatki. Drugą bramkę dla Polonii strzelił Ebi Smolarek wyprzedzając w polu karnym przyzwoicie sobie do tej pory radzącego Knezevicia. Legię dobił w osiemdziesiątej czwartej minucie bardzo aktywny w całym spotkaniu Adrian Mierzejewski.

Wynik 3:0 jest nieco krzywdzący dla Legii, która nie zaprezentowała się tak fatalnie, jak wskazywałby na to wynik. To Polonia zagrała dobre zawody i z zimną krwią wypunktowała derbowego rywala. Podopieczni Bakero zanotowali bardzo dobry start i teraz powinno być im łatwiej pójść za ciosem. Dobry wynik rodzi dobrą atmosferę, a ta sprzyja sukcesom. Innym atutem "Czarnych Koszul" jest szeroka kadra zespołu - pierwszoplanową postacią w środku pola był Łukasz Piątek, dla którego tydzień temu w Zabrzu zabrakło miejsca choćby na ławce rezerwowych. Zupełnie niewidoczny był też brak kontuzjowanego Artura Sobiecha, którego dobrze zastąpił Daniel Gołębiewski. Jokerem w talii Bakero jest Ebi Smolarek  - niedawna gwiazda polskiej reprezentacji. Z każdym kolejnym meczem Ebi powinien prezentować się coraz lepiej fizycznie i odgrywać w zespole coraz poważniejszą rolę.

Legia Warszawa wydała na letnie wzmocnienia blisko dziesięć milionów złotych, ale ligę zaczęła od nokautu. Okazja do rehabilitacji już za trzy dni, w poniedziałek rywalem podopiecznych Macieja Skorży będzie Cracovia.

Nieco w cieniu derbowego meczu w stolicy odbyło się spotkanie w Krakowie. Na Suchych Stawach Cracovia przegrała 2:3 ze Śląskiem Wrocław i również tam nie zabrakło emocji. Z bardzo dobrej strony zaprezentował się argentyński napastnik wrocławian Diaz, który ma w swoim cv dwa tytuły króla strzelców ligi boliwijskiej. Diaz zdobył w Krakowie dwa gole i znacznie przyczynił się do sukcesu podopiecznych Ryszarda Tarasiewicza.

Kibice z pewnością mogą czuć się usatysfakcjonowani piątkowymi meczami ekstraklasy, tylko w dwóch dzisiejszych meczach padło niemal tyle bramek, co w całej inauguracyjnej kolejce. Jutro okazji do pierwszego zwycięstwa w sezonie będzie szukał mistrz Polski Lech Poznań, który o 18.15 zagra z Arką Gdynia. Interesująco zapowiada się także niedzielny mecz v-ce mistrz kraju Wisły Kraków z trzecim w ubiegłym sezonie Ruchem Chorzów, pomimo że oba zespoły dziś wyglądają na słabsze niż wiosną.

czwartek, 12 sierpnia 2010

Derby stolicy

Druga kolejka ekstraklasy przyniesie pierwszy w tym sezonie mecz derbowy. W piątkowy wieczór na stadionie przy ulicy Konwiktorskiej w Warszawie Polonia  zmierzy się z Legią. Od strony sportowej mecz zapowiada się  ciekawie nie tylko dlatego, że obie drużyny zapowiadają walkę o mistrzostwo Polski. Analizując letnie ruchy transferowe trudno nie zauważyć, że to właśnie obie stołeczne drużyny zainwestowały w nowych piłkarzy najwięcej. Już jutro pierwsza poważna okazja, by nowi zawodnicy warszawskich klubów na boisku udowodnili, że ich sprowadzenie było dobrą decyzją.


Poprzednie derby stolicy rozegrane zostały w przedostatniej kolejce minionych rozgrywek. Walczące o ligowy byt "Czarne Koszule" wygrały 1:0 po bramce Hiszpana Andreu i ostatecznie zapewniły sobie utrzymanie w ekstraklasie. To zwycięstwo było do polonistów tym cenniejsze, że pierwsze nad lokalnym rywalem od 10 lat, kiedy to Polonia wygrała na Łazienkowskiej 3:0 pieczętując zdobycia ostatniego jak do tej pory mistrzowskiego tytułu. W kolejnych latach górą z reguły była Legia, a przy okazji derbowych spotkań zdarzały się tak niecodzienne wyniki jak 7:2 czy 5:0. Sytuacja uległa zmianie po powrocie "Czarnych Koszul" do ekstraklasy w 2008 roku. Od tego momentu obie drużyny grały ze sobą już cztery razy, a bilans tych meczów to trzy remisy i jedna wygrana polonistów.

Od czasu majowego meczu w obu drużynach doszło do sporych przetasowań, choć w obu przypadkach wydaje się, że są to zmiany w dobrym kierunku. Legia nie dość, że ma nowego trenera to na dodatek z jedenastki, która rozpoczęła majowy mecz pozostało ledwie pięciu graczy, z których na dodatek tylko dwóch ma realną szansę na grę w piątkowych derbach. Nowe twarze przy Łazienkowskiej to głównie obcokrajowcy, dla których ten sezon będzie pierwszym na polskich boiskach. Derbowy mecz z Polonią to jednocześnie dla nich pierwsza poważna próba, bo swój mecz z pierwszej kolejki Legia przełożyła ze względu na towarzyski mecz z Arsenalem. Wynik 5:6 każe brać poprawkę przed wyciąganiem zbyt daleko idących wniosków po tym jednym spotkaniu. Pewne jest, że nie wolno lekceważyć potencjału ofensywnego nowej Legii. Gorszą wiadomością dla fanów z Łazienkowskiej jest dyspozycja szykowanego na numer jeden w bramce Antolovicia - w letnich sparingach aż jedenaście razy wyciągał piłkę z siatki, (łącznie Legia w dziesięciu meczach sparingowych straciła dwadzieścia dwa gole!) a przecież bramka to ostatnia pozycja o którą w ostatnich latach drżeli legioniści. Z kolei Polonia w pierwszym meczu tego sezonu zwyciężyła w Zabrzu z Górnikiem 2:0 i liczy na kontynuowanie dobrej passy.

Niestety, na meczu derbowym zabraknie kibiców Legii Warszawa, którzy domagali się dla siebie 1500 wejściówek. Polonia przyznała rywalowi jedynie gwarantowane przepisami Ekstraklasy trzysta biletów, wobec czego fani Legii z obecności na meczu zrezygnowali. Przed meczem minutą ciszy zostanie uczczona pamięć Edmunda Zientary, zmarłego wychowanka Polonii Warszawa, który w swej karierze występował również w Legii.

Piątkowe derby będą sześćdziesiątym drugim meczem między tymi zespołami rozegranym w ekstraklasie. Bilans dotychczasowych gier to dwadzieścia pięć wygranych Legii, piętnaście remisów i dwadzieścia jeden zwycięstw Polonii.

piątek, 6 sierpnia 2010

Mistrzowskie aspiracje

Sezon 2010/2011 polskiej ekstraklasy rozpocznie się meczem między GKSem Bełchatów a Polonią Bytom. W dniu startu nowego sezonu Ekstraklasy proponuję przyjrzeć się bliżej tym, którzy głośno mówią o apetycie na tytuł Mistrza Polski 2011. Oprócz Legii Warszawa oraz Wisły Kraków, które tradycyjnie rywalizują o krajowy prymat, przyjrzymy się też drużynie aktualnego mistrza, Lecha Poznań oraz najczęściej typowanej na czarnego konia rozgrywek Polonii Warszawa.

LECH POZNAŃ

Transfery

Tuż po zdobyciu mistrzowskiego tytułu zarząd Lecha zadeklarował chęć sprowadzenia do stolicy Wielkopolski trzech – czterech zawodników, którzy z miejsca mogliby stać się wzmocnieniami zespołu. Trener Jacek Zieliński miał pełną kadrą dysponować już w czasie austriackiego zgrupowania, gdzie nowi gracze mieli zgrywać się z drużyną. Ostatecznie do Austrii z Kolejorzem pojechał tylko Jacek Kiełb, którego sprowadzenie należy oceniać raczej w kategoriach sprowadzenia zdolnego zawodnika, który będzie mógł w przyszłości stanowić o sile zespołu niż jako deklarowane przez zarząd poważne wzmocnienie. Wcześniej Lecha opuścił najlepszy ligowy piłkarz ubiegłego sezonu, Robert Lewandowski i stało się jasne, że poznaniacy wzmocnień potrzebują przede wszystkim z przodu. Ostatecznie w Poznaniu wylądował Artur Wichniarek, Joel Tshibamba oraz Artjoms Rudnevs, którzy powinni stanowić całkiem mocny punkt Kolejorza w lidze. Cele postawione przed Lechem wybiegały jednak poza krajowe podwórka, a tempo przeprowadzenia transferów napastników przyczyniło się w pewnym stopniu do niepowodzenia operacji „Liga Mistrzów”.

Sparingi

Kolejorz dobierał sparingpartnerów pod kątem walki o Ligę Mistrzów i trzeba przyznać, że zrobił to całkiem nieźle. Rosenborg Trondheim, Slovan Bratysława, Partizan Belgrad, Dinamo Zagrzeb i Slavia Praga to zestaw, którego może Lechowi pozazdrościć większość drużyn. Bilans tych spotkań to jedno zwycięstwo, dwa remisy i dwie porażki, ale na tym etapie to nie wyniki były najważniejsze. Bardziej niepokojące, że już wtedy rozpoczęły się problemy ze zdobywaniem bramek – ledwie trzy zdobyte gole, ani razu dwa w jednym spotkaniu.

Największy atut

Wydaje się, że największym atutem Lecha Poznań w nowym sezonie będzie siła indywidualności. Tacy zawodnicy jak Sławomir Peszko, Siergiej Kriwiec czy Semir Stilic z pewnością nie zapomnieli jak się gra w piłkę. W polskiej lidze udowadniali już, że stać ich na to, by jednym zagraniem odwrócić losy meczu. Umiejętność ta jest szczególnie przydatna w sytuacji, gdy liga staje się coraz bardziej wyrównana. Można się spodziewać również, że sporo bramek nastrzela napastnik, który wygra rywalizację o miejsce w składzie. Niewątpliwie każdego z nich stać na zdobycie nawet kilkunastu trafień w sezonie.

Największa trudność

Kłopotem Kolejorza może być gęsta atmosfera wokół klubu po niepowodzeniu w walce o Ligę Mistrzów. Jeśli drużyna nie wystartuje mocno może być jej trudno nadrobić początkowe straty, tym bardziej że otwierający stadion przy Bułgarskiej koncert Stinga spowodował, że aż pięć kolejnych spotkań Lech będzie grał na wyjeździe (kolejki 4-8). Z drugiej strony, wiosną Kolejorz pięć razy z rzędu zagra u siebie, co może ułatwić powtórkę tegorocznego scenariusza, gdy Lech gonił Wisłę z ostatecznie dobrym skutkiem.

LEGIA WARSZAWA

Transfery

Zarząd Legii Warszawa nowy sezon reklamuje hasłem „Nowa Legia”. Rzeczywiście, nowości w tym sezonie przy Łazienkowskiej nie zabraknie. Nowy szkoleniowiec, Maciej Skorża będzie miał do dyspozycji nowych zawodników, wśród nich będzie bramkarz Marijan Antolovic, obrońca Srda Knezevic, pomocnicy Ivica Vrdoljak, Alejandro Cabral i Manu oraz napastnik Bruno Mezenga. Wzmocnienia sprawiają wrażenie przemyślanych ruchów. W porównaniu z ubiegłym sezonem Legię opuściło też kilku zawodników, którzy nie spełniali oczekiwań. Najpoważniejszym osłabieniem stołecznego klubu jest odejście słowackiego bramkarza Jana Muchy, który nieraz ratował legionistów przed utratą gola i uchodził za najlepszego bramkarza polskiej ligi.

Sparingi

Podczas zgrupowania we Francji Legia grała mecze sparingowe z zespołami francuskiej ekstraklasy. Rywalami podopiecznych Macieja Skorży były zespoły Bordeaux (1:4), PSG (2:2), Rennes (0:1) oraz Lorient (1:0). Cały cykl przygotowań do sezonu zwieńczy otwierający nowy stadion mecz towarzyski z londyńskim Arsenalem, ze względu na który Legia przełożyła swój pierwszy ligowy mecz w sezonie.

Największy atut

Reklamowana przez ITI nowa Legia to Legia z ambitnym trenerem, który już w Krakowie udowodnił, że potrafi przejmować zespoły znajdujące się w trudnej sytuacji, ale posiadające niemały potencjał. Solidne transfery mogą zaowocować narodzinami nowych gwiazd ligowego formatu. Legia po fatalnym ubiegłym sezonie nie jest uwikłana w rozgrywki europejskie i wszystkie siły poświęciła przygotowywaniu formy na ekstraklasę.

Niebagatelnym atutem Legii Warszawa jest osiągnięcie porozumienia między Stowarzyszeniem Kibiców Legii Warszawa a klubem. Powracający na stadion po kilku latach doping może sprawić, że Łazienkowska na powrót może stać się trudną do zdobycia twierdzą, a z tym w minionym sezonie bywało różnie.

Największa trudność

Legia rokrocznie uchodzi za jednego z faworyta rozgrywek, choć stosunkowo rzadko zostaje ostatecznym zwycięzcą. W tym sezonie problemem Legii może być zgranie nowej drużyny, której zawodnicy posiadają spory potencjał, ale nie są jeszcze na boisku monolitem. Sporym znakiem zapytania pozostaje obsada bramki, z której legioniści zawsze słynęli. Po Radostinie Stanewie, Arturze Borucu, Łukaszu Fabiańskim i Janie Musze miejsce między słupkami zajmie młody Chorwat, Marijan Antolovic, który nie ustrzegł się błędów w spotkaniach sparingowych.

POLONIA WARSZAWA

Transfery

Polonia Warszawa, która zeszłego sezonu nie może zaliczyć do udanych, została okrzyknięta królem letniego polowania. Właściciel klubu, Józef Wojciechowski nie szczędził grosza na nowych piłkarzy, ale w zamian oczekuje wymiernych efektów – w postaci zdobycia mistrzostwa Polski. Na Konwiktorską trafił mocny zaciąg z Bełchatowa – Dariusz Pietrasiak, Jakub Tosik oraz Patryk Rachwał. Drugą linię wzmocnił także Brazylijczyk Bruno z Jagiellonii Białystok. Prawdziwym hitem letniego okienka transferowego było sprowadzenie do zespołu „Czarnych Koszul” byłego reprezentanta Polski, Ebiego Smolarka. Polonia okienko transferowe zakończyła kolejnym mocnym uderzeniem – prezes Wojciechowski sprowadził z Ruchu Chorzów Artura Sobiecha za okrągły milion euro. Listę nowych nabytków uzupełnia bramkarz Arkadiusz Onyszko, z którego jednak warszawski klub nie będzie miał pożytku. U bramkarza już po podpisaniu kontraktu wykryto chorobę nerek.

Sparingi

Polonia Warszawa w meczach sparingowych grała ze zmiennym szczęściem. Spotkania z Eskisehirsporem Kulubu, Maccabi Petah Tikva, Ujpestem, Konyasporem Kulubu oraz Paksi FC przyniosły bilans dwóch zwycięstw, dwóch remisów i jednej porażki. Warto zwrócić uwagę na dobrą skuteczność Daniela Gołębiewskiego, który nawet wobec znacznych wzmocnień formacji ofensywnej powinien stanowić mocny punkt „Czarnych Koszul”.

Największy atut

Doszukując się mocnych punktów Polonii Warszawa trzeba zwrócić uwagę na duży potencjał ofensywny. Ebi Smolarek i Artur Sobiech to zawodnicy, którzy mogliby stworzyć duet napastników w praktycznie każdym zespole naszej ligi. Choć wobec licznych zmian kadrowych trudno ocenić jak szybko nowy zespół zaskoczy. Mocną stroną „Czarnych Koszul” jest też osoba dyrektora sportowego, Pawła Janasa. Wróbelki już ćwierkają, że tylko kwestią czasu jest, kiedy ten doświadczony trener zajmie miejsce Jose Marii Bakero.

Największa trudność

Kłopotem Polonii od lat jest słaba infrastruktura oraz kiepska organizacja klubu. Odkąd stery nad klubem przejął Józef Wojciechowski dochodzi do tego brak poczucia stabilności. Polonia jest w dużym stopniu uzależniona od kaprysów właściciela. Jose Maria Bakero, szkoleniowiec „Czarnych Koszul” do tej pory nie dał się poznać polskim kibicom jako dobry trener. Znając niecierpliwość Wojciechowskiego najbliższe dwa miesiące mogą być ku temu ostatnią okazją. Trenerski problem może się przekuć w atut, jeśli dojdzie do wielce prawdopodobnej wymiany Bakero na Janasa. Jeśli Legia, Lech i Wisła będą w tym sezonie gubić punkty w sposób równie niefrasobliwy co w zeszłych rozgrywkach, szans Polonii nie można zbyt szybko przekreślać. Choć obiektywnie oceniając sukcesem warszawskiego zespołu będzie już miejsce w czołowej trójce, a mistrzowskie ambicje Wojciechowskiego trzeba odłożyć na później.

WISŁA KRAKÓW

Transfery

Wisła Kraków dokonała w letniej przerwie licznych przemeblowań kadrowych. Na skutek tych działań „Biała Gwiazda” dysponuje szerokim polem wyboru w formacji ofensywnej, ale znacznie na jakości straciła obrona. Najpoważniejszym ubytkiem krakowskiego klubu jest strata pary stoperów – Arkadiusz Głowacki przeniósł się do Turcji, a Brazylijczyk Marcelo do PSV Eindhoven. Podstawowy prawy obrońca, Pablo Alvarez wrócił do Włoch. Po stronie zysków można znaleźć bramkarza Milana Jovanicia, który ma wreszcie zakończyć kilkuletnie kłopoty z obsadą tej pozycji. Wśród nowych obrońców jest Gordan Bunoza, wobec którego są niemałe oczekiwania. Poza tym do defensywy Wisły dołączył Mateusz Kowalski z Piasta Gliwice oraz Słowak Erik Cikos. Dragan Paljic, Andres Rios i Maciej Żurawski to nowe twarze formacji ofensywnej. Ich obecność wprowadzi do drużyny rywalizację o miejsce w składzie, która w zamierzeniu ma wyjść na dobre dotychczasowym pewniakom. Listę nowych twarzy uzupełnia środkowy pomocnik Cezary Wilk z Korony Kielce.

Sparingi

Wisła Kraków przygotowywała się do sezonu opierając się w dużym stopniu na grze w europejskich pucharach. Jedynym markowym rywalem krakowskiego klubu był niemiecki Hannover 96, który pokonał v-ce mistrza Polski 4:2. Wisła ma na koncie również zwycięstwo 3:1 z KSZO Ostrowiec oraz remis 3:3 z Kolejarzem Stróże.

Największy atut

Atutem Wisły w nowym sezonie ma być szeroka kadra. Dzięki temu pod Wawelem chcą uniknąć sytuacji, w której kontuzja jednego czy dwóch piłkarzy znacząco wpłynie na obniżenie poziomu gry. Niezaprzeczalnym plusem jest też mentalność zwycięzcy piłkarzy z Krakowa., która na polskim podwórku często jest przekuwana w trzy punkty. Nieudany start w pucharach niekoniecznie musi się przekuć na złą grę w lidze, co udowodniła runda jesienna zeszłego sezonu. Wiele wskazuje na to, że najmocniejszym "wzmocnieniem" Wisły będzie powrót na stanowisko prezesa klubu Bogdana Basałaja, choć na skutki jego działań trzeba będzie poczekać, być może dłużej niż jeden sezon.

Największa trudność

Lista kłopotów „Białej Gwiazdy” przed tym sezonem jest długa. Wisła po raz kolejny w kompromitujący sposób pożegnała się z europejskiego pucharami. W przededniu startu ligowych rozgrywek pracę stracił trener Henryk Kasperczak. Przedłuża się powrót piłkarzy na stadion przy Reymonta, a gra na Suchych Stawach wyraźnie Wiśle nie służy. Teoretyczny atut, jakim ma być szeroka kadra, może łatwo zmienić się w problem. Kadra Wisły budowana była pod kątem łączenia startów w Europie z rozgrywkami ligowymi. W sytuacji, gdy pozostaje tylko gra w kraju zdrowa rywalizacja o miejsce w składzie może przerodzić się w niezdrową atmosferę wewnątrz drużyny.