Cytat tygodnia

CYTAT TYGODNIA:
To dla nas zimny prysznic, ale może lepiej przegrać raz 0:5 niż pięć razy po 0:1.
Marek Saganowski, napastnik ŁKS Łódź po meczu ŁKS - Lech (0:5)

piątek, 29 października 2010

W drodze po Puchar

W tym tygodniu rozegrane zostały mecze 1/8 finału Pucharu Polski. Wśród szesnastu uczestników było aż dwanaście zespołów z ekstraklasy. W zaplanowanych na marzec ćwierćfinałach zagra siedem drużyn ekstraklasowych i występujące w pierwszej lidze Podbeskidzie Bielsko - Biała. 




Mecze Pucharu Polski nie cieszyły się szczególnym zainteresowaniem kibiców. Przed osobami odpowiedzialnymi za te rozgrywki jeszcze wiele pracy, by przywrócić turniejowi tysiąca drużyn należyty blask. W obecnej edycji na placu boju pozostały jeszcze tak markowe drużyny jak Legia Warszawa, Wisła Kraków czy Lech Poznań, co może dawać nadzieję na przykuwające uwagę mecze w rundzie wiosennej. Tym bardziej, że rozgrywki Pucharu Polski stają się najprostszą drogę do europejskich pucharów, zwłaszcza wobec kłopotów, jakie przedsezonowi faworyci przeżywają w lidze. 

Wyniki 1/8 finału Pucharu Polski:

Korona Kielce - Jagiellonia Białystok 0:1
Podbeskidzie Bielsko Biała - GKS Bełchatów 1:0
KSZO Ostrowiec Św. - Polonia Warszawa 0:2 (po dogrywce)
Śląsk Wrocław - Legia Warszawa 1:2
ŁKS Łódź - Lechia Gdańsk 0:0, 1:3 po rzutach karnych
Wisła Kraków - Widzew Łódź 1:0
OKS Olsztyn - Ruch Chorzów 0:0, 0:3 po rzutach karnych
Cracovia - Lech Poznań 1:4

niedziela, 24 października 2010

Podsumowanie dziesiątej kolejki

Dziesiąta kolejka przyniosła kilka wysokich wyników. W efektowny sposób swoje mecze wygrały zespoły Legii, Polonii Warszawa, Wisły i Widzewa. Kompletnym niewypałem okazały się występy zespołów z dotychczasowej czołówki. Wyjątkiem jest Górnik Zabrze, który pokonał Lecha Poznań. Sytuacja Kolejorza staje się koszmarna. Po kolejnej porażce na ostatnim miejscu w tabeli "umocniła" się Cracovia.

MECZ KOLEJKI

Korona Kielce - Legia Warszawa

Zdecydowanie najciekawiej ze wszystkich spotkań dziesiątej kolejki zapowiadała się rywalizacja w Kielcach między Koroną a Legią Warszawa. Gospodarze to sensacyjny v-ce lider, a gości nikomu w Polsce reklamować nie trzeba. Legia w dotychczasowych meczach jednak zawodziła i w piątek musiała udowodnić, czy poprzednia wygrana w Łodzi to pierwsza jaskółka poprawy czy może dzieło przypadku.

Dla widowiska źle się stało, że w tym meczu nie mogli wystąpić Aleksandar Vukovic i Andrzej Niedzielan. Trudno przecenić rolę obu zawodników w grze Korony, ich absencja niewątpliwie znacznie utrudniła zadanie trenerowi Sasalowi. W zespole ze stolicy do gry wrócił Maciej Iwański, wcześniej zesłany do Młodej Ekstraklasy. Inne wyjście z kłopotliwej sytuacji zaproponowano Piotrowi Gizie, który z eLką na sercu już nie zagra - jego kontrakt rozwiązano, a sam zainteresowany trenuje już z Cracovią.

Mecz rozpoczął się świetnie dla legionistów. Drużyna Macieja Skorży wreszcie potrafiła od samego początku zdominować rywala - szybkie, dokładne podania, po prostu dobra gra piłką. To zaowocowało kilkoma dogodnymi sytuacjami już w pierwszym kwadransie gry. Jedną z takich sytuacji w siódmej minucie wykorzystał Michał Kucharczyk, który coraz śmielej poczyna sobie w barwach Legii. Po bramce goście nie zwalniali tempa, wręcz przeciwnie. Zdegustowani takim obrotem sprawy kibice Korony zaczęli gwizdami domagać się lepszej gry swojego zespołu. Grę cały czas kontrolowała Legia, ale gospodarze za sprawą Stano w dwudziestej ósmej minucie doprowadzili do wyrównania. Kluczowe dla przebiegu gry wydarzenia dopiero miały się wydarzyć. Miroslav Radovic został sfaulowany przez bramkarza Korony w polu karnym, sędzia wskazał na jedenasty metr, a Małkowskiego wyrzucił z boiska. To właśnie do tych decyzji sędziego Tomasza Mikulskiego pretensje zgłaszał trener Sasal. Karnego na bramkę zamienił Vrdoljak i Legia do szatni schodziła z prowadzeniem 2:1.

Po przerwie Legia pokazała jak powinno się grać mając przewagę jednego zawodnika. Jej prowadzenie praktycznie nie zostało zagrożone, a w sześćdziesiątej piątej minucie Maciej Iwański wbił gola numer trzy. Asystę przy tej bramce zanotował Kucharczyk, który był bodaj najlepszym zawodnikiem tego dnia. Legia kontrolowała przebieg gry raz po raz zagrażając ponownie bramce Cierzniaka. Wynik na 4:1 ustalił w osiemdziesiątej ósmej minucie Radovic.

4:1 to dobry znak dla Legii, która zdaje się na dobre łapać odpowiedni rytm. Gospodarze mogą pocieszać się tym, że nadal to oni są w ligowej czołówce, a na dodatek w piątek grali bez dwóch swoich absolutnie topowych piłkarzy. Warto zwrócić uwagę, że piątkowy mecz był  pierwszą zapowiedzią tego, co czekało nas w dziesiątej kolejce ekstraklasy...

WYDARZENIA KOLEJKI

Co z tym mistrzem?

Kto pamięta takie męczarnie Mistrza Polski? Lech Poznań przegrał czwarty mecz z rzędu. Przegrał najzupełniej zasłużenie, bo w Zabrzu nie miał absolutnie żadnych atutów. Na dziewięć rozegranych meczów Kolejorz wygrał ledwie dwa i to mając za rywali jedenastki Śląska Wrocław i Cracovii, a więc jedyne drużyny, które w tabeli są niżej niż Lech. Powiedzieć, że sytuacja drużyny Jacka Zielińskiego jest zła to tak jak nic nie powiedzieć. Mówi się, że szkoleniowiec dostał od zarządu ultimatum - strata do lidera przed rundą wiosenną nie może być większa niż dziewięć punktów. Tak postawione ultimatum i tak wygląda na bardzo łagodne, bo nie brakuje takich, którzy domagają się głowy Zielińskiego niemal natychmiast. Już w środę Lech Poznań jedzie do Krakowa na mecz Pucharu Polski z Cracovią i jeśli tam nie wygra to droga do kolejnej edycji europejskich pucharów stanie się niezwykle trudna.

Renesans faworytów

Kto nadąży za polską ekstraklasą? Jeśli ktoś obserwuje rozgrywki ligowe dopiero od tego sezonu pewnie na długo zapamięta dziesiątą serię gier. Cała czołowa trójka została wręcz rozbita, znokautowana, poniżona. Korona - Legia 1:4, Wisła - Lechia 5:2, wreszcie Widzew - Jagiellonia 4:1. Dodajmy do tego porażkę czwartego do tej pory Bełchatowa z Arką. Niespodzianki czy powrót do normy? Odpowiedzą następne kolejki.

Ekstraklasa zjednoczona z Europą w walce z głodem

Ligi europejskie stowarzyszone w Europejskim Stowarzyszeniu Lig Zawodowych na ten weekend wyznaczyły kulminację kampanii "Professional Football Against Hunger". Piłkarze wyszli na boisko ubrani w koszulki z charakterystycznym żółtym gwizdkiem, który stał się symbolem akcji. Akcję walki z głodem na świecie każdy może wesprzeć na stronach: http://www.1billionhungry.org/ oraz http://www.epfl-europeanleagues.com/fao/ , do czego oczywiście gorąco zachęcam.

DZIESIĄTA KOLEJKA W LICZBACH

Liczba goli: 23
Średnia goli na mecz: 2,87
Suma żółtych kartek: 22
Suma czerwonych kartek: 3

Suma podyktowanych karnych: 2
Suma wykorzystanych karnych: 2

Suma widzów: 68 400
Średnia widzów: 8550

ZOBACZ RÓWNIEŻ

Półmetek grupowej rywalizacji w Lidze Europejskiej

W miniony czwartek Lech Poznań meczem w Manchesterze zakończył pierwszą rundę gier w fazie grupowej Ligi Europejskiej. Sensacji nie było, Mistrz Polski uległ dość łatwo eksperymentalnie zestawionemu rywalowi 1:3. Zdziwienia być nie może, gdy przyjrzymy się temu, kto tego wieczora rozdawał karty - bohaterem został Emmanuel Adebayor, świetne zawody rozgrywał świeżo upieczony mistrz świata David Silva, a w środku pola dominowali v-ce mistrz globu Nigel De Jong oraz Patrick Vieira, który ma za sobą sto siedem gier w reprezentacji Francji.

Pieniądze w piłkę nie grają, ale pewnych różnic zatrzeć się nie da. Lech z Manchesterem najprawdopodobniej przegrałby dziewięć spotkań na dziesięć i teraz cała nadzieja w tym, by ten dziesiąty mecz przytrafił się za niecałe dwa tygodnie w Poznaniu. W czwartkowym meczu Kolejorz potwierdził to, co się o nim w tym sezonie mówi. A mówi się, że Lech ma problem z powtarzalnością. Gdy w pierwszej połowie gra dobrze można niemal w ciemno założyć, że po przerwie będzie katastrofa. I vice versa. Na City of Manchester Stadium podopieczni Jacka Zielińskiego zaczęli źle i już po dwudziestu pięciu minutach było 2:0 dla gospodarzy. Po przerwie akcje poznaniaków zaczęły być wreszcie składne, piłka krążyła między zawodnikami a nie była tylko wykopywana daleko przed siebie, jak to zdarzało się w pierwszych czterdziestu pięciu minutach. Jedna z takich akcji przyniosła Lechowi bramkę kontaktową, choć akurat jej strzelec Joel Tshibamba mógł tego dnia ustrzelić nawet hat-tricka. Ostatecznie trzecią bramkę dołożył Adebayor i stało się jasne, że Manchesterowi nic złego tego dnia stać się nie może. Podopieczni Jacka Zielińskiego swojego występu nie musieli się jednak wstydzić.

Tak jak wstydzić nie muszą się dorobku po trzech kolejkach Ligi Europejskiej. Po losowaniu dominowały opinie, że sukcesem lechitów będzie każdy jeden punkt, a tymczasem już na półmetku Kolejorz ma tych punktów cztery. Oczywiście może zdarzyć się tak, że na tych czterech się zakończy, bo praktycznie w żadnym z pozostałych do rozegrania meczów Lech nie będzie faworytem, ale przecież poznaniacy nieraz już udowodnili, że to właśnie z pozycji skazywanego na pożarcie gra im się łatwiej. 

Prawdziwym problemem Lecha Poznań jest postawa w polskiej ekstraklasie, bo niezłe występy w Europie nie mają żadnego przełożenia na rozgrywki krajowe, w których z ośmiu spotkań Kolejorz przegrał aż połowę. Okazja do zmiany tego stanu rzeczy już dziś w Zabrzu.

poniedziałek, 18 października 2010

Podsumowanie dziewiątej kolejki

Rozpędzona Jagiellonia wygrywa kolejne spotkanie, Lech Poznań kolejne przegrywa. Na kolejne zwycięstwo nadal muszą czekać kibice Polonii Warszawa i Wisły Kraków. Swój mecz wygrała bezkompromisowa Legia, która albo wygrywa albo przegrywa - póki co wciąż jeszcze porażek ma na koncie więcej niż zwycięstw. Kuriozalne zachowanie sędziego w Kielcach i rekordowa frekwencja.

MECZ KOLEJKI

Lechia Gdańsk - Arka Gdynia

Meczem na szczycie stała się zupełnie niespodziewanie rywalizacja Korony Kielce z GKSem Bełchatów. Spore zainteresowanie budził też klasyk między Widzewem a Legią. Przyjrzyjmy się jednak bliżej jeszcze innemu spotkaniu - w derbach Trójmiasta chwalona zewsząd Lechia podejmowała posiadającą jedną z najlepszych linii defensywnych w lidze Arkę. 

Cztery ostatnie mecze derbowe wygrała Lechia i również w niedzielę to gdańszczanie przystępowali do gry z pozycji faworyta. Po efektownym zwycięstwie przy Łazienkowskiej kibice gospodarzy oczekiwali kolejnej wygranej. Już przed pierwszym gwizdkiem sędziego było jasne, że mecz będzie historyczny. To ostatnie derby Trójmiasta rozegrane na stadionie przy ulicy Traugutta. Kolejne, których gospodarzem będzie Lechia odbędą się już na powstającym z myślą o Euro 2012 stadionie PGE Arena. 

O defensywie Arki mówi się, że należy do najtrudniejszych do sforsowania w ekstraklasie. (ledwie pięć straconych goli w dotychczasowych ośmiu meczach). Pierwsza połowa absolutnie to potwierdziła. Podopieczni Tomasza Kafarskiego bili głową w gdyński mur nie mogąc znaleźć recepty na obronę gości. Do najbardziej aktywnych piłkarzy należał Francuz Bedi Buval i Arkowcy często by go powstrzymać musieli faulować. Pierwsze czterdzieści pięć minut nie przyniosło kibicom wielkich emocji i co gorsza niewiele zapowiadało na to, że obraz gry zmieni się po przerwie.

Druga połowa to dalsze próby Lechii, która tym razem potrafiła już stworzyć sobie kilka niezłych okazji do zdobycia gola. Próbował Buval, próbował Wiśniewski, ale bramka nie padła. Kluczowa dla meczu była siedemdziesiąta ósma minuta - dośrodkowanie z rzutu wolnego na bramkę zamienił Paweł Wiśniewski. Stracony gol pozostał jakby niezauważony przez zawodników z Gdyni, którzy nawet wtedy nie zaatakowali bramki Pawła Kapsy. Zamiast tego oglądaliśmy brutalną grę, w pewnym momencie w szarpaninie po faulu brały udział niemal całe jedenastki obu drużyn. W osiemdziesiątej szóstej minucie Miroslav Bożok obejrzał czerwoną kartkę po faulu na Łukaszu Surmie. Sędzie doliczył sześć minut, wynik nie uległ zmianie. Lechia wygrała derby Trójmiasta już piąty raz z rzędu!

WYDARZENIA KOLEJKI

Mistrz jest nagi

Szok, niedowierzanie. O tym mówili piłkarze i trenerzy Lecha po meczu z Zagłębiem Lubin. Kolejorz przegrał trzeci mecz z rzędu i do lidera traci już czternaście punktów. Niżej od Lecha w tabeli już tylko Śląsk Wrocław i Cracovia, czyli jedyne zespoły które Lech potrafił w tym sezonie pokonać. Trener Zieliński odrzucił zarzut kibiców, że zawodnicy wybierają sobie mecze, w których starają się o wynik (w domyśle: skupiają się na europejskich pucharach kosztem rozgrywek ligowych). Sytuacja Mistrza Polski jest w tym momencie naprawdę zła. Ozdobą sobotniego meczu była bramka Mateusza Bartczaka.

Końcowy gwizdek w... osiemdziesiątej minucie

Nic tak nie zaskoczyło kibiców w tej kolejce jak zachowanie pana Sebastiana Jarzębaka, który sędziował mecz między Koroną a GKSem. W osiemdziesiątej minucie gry ku zdziwieniu wszystkich obserwatorów i uczestników spotkania arbiter zagwizdał trzykrotnie kończąc spotkanie! Śmiech z trybun kieleckiego stadionu był chyba równie duży jak gwizdy, które żegnały schodzących z boiska w Poznaniu piłkarzy Lecha. Trener gości Maciej Bartoszek zdegustowany nakazał swoim piłkarzom zejście do szatni. Ostatecznie Jarzębak skonsultował swoją decyzję z sędzią technicznym i wznowił grę przedłużając mecz z powodu zamieszania o sześć minut. Wynik już się nie zmienił - 3:1 wygrała Korona.

Średnia frekwencja? 10 tysięcy na mecz!

Dziewiąta kolejka cieszyła się rekordowym zainteresowaniem kibiców na stadionach. Komplet widzów oglądał mecze w Białymstoku, Łodzi i Gdańsku, dziesięć tysięcy widzów zasiadło na trybunach w Krakowie i Kielcach, a dwadzieścia dwa tysiące oglądało mecz w Poznaniu. W efekcie średnia widzów na mecz jest rekordowa w tym sezonie i wyniosła 10 450 widzów na mecz i to pomimo tego, że słynące z licznej widowni Legia i Wisła grały swe mecze na wyjazdach. To pierwszy dzwonek i miejmy nadzieję, że zapowiedź tego, co będzie nas czekać po oddaniu do użytku kolejnych nowoczesnych stadionów.

DZIEWIĄTA KOLEJKA W LICZBACH

Liczba goli: 16
Średnia goli na mecz: 2

Suma żółtych kartek: 43
Suma czerwonych kartek: 2

Suma podyktowanych karnych: 1
Suma wykorzystanych karnych: 1

Suma widzów: 83 600
Średnia widzów: 10 450

ZOBACZ RÓWNIEŻ

środa, 13 października 2010

RAPORT! Ligowi kadrowicze (5)


 Na trzech kontynentach piłkarze polskiej ekstraklasy reprezentowali swoje kraje w meczach międzypaństwowych - od spotkań eliminacji Mistrzostw Europy poprzez eliminacje Pucharu Narodów Afryki po mecze towarzyskie. Kolejną sensację sprawiła Czarnogóra, która wywiozła cenny remis z londyńskiego Wembley. Wygraną Białorusi nad Albanią przypieczętowała bramka Siergieja Kriwca. Na listę strzelców wpisał się też Euzebiusz Smolarek, ale Polska tylko zremisowała z Ekwadorem.


ZIMBABWE - REPUBLIKA ZIELONEGO PRZYLĄDKA 0:0

Clemence Matawu (Polonia Bytom) - do 58 minuty

BURUNDI - WYBRZEŻE KOŚCI SŁONIOWEJ 0:1

Saidi Ntibazonkiza (Cracovia) - 90 minut

ANGLIA - CZARNOGÓRA 0:0

Mladen Kascelan (Jagiellonia Białystok) - od 62 minuty


ŁOTWA - GRUZJA 1:1

Artjoms Rudnevs (Lech Poznań) - 90 minut

BIAŁORUŚ - ALBANIA 2:0

Siergiej Kriwiec (Lech Poznań) - od 75 minuty i gol

ESTONIA - SŁOWENIA 0:1

Andraż Kirm (Wisła Kraków) - od 67 minuty

SAN MARINO - MOŁDAWIA  0:2

Alexandru Suvorov (Cracovia) - 90 minut

EKWADOR - POLSKA 2:2

Łukasz Mierzejewski (Cracovia) - 90 minut
Adrian Mierzejewski (Polonia Warszawa) - do 82 minuty
Andrzej Niedzielan (Korona Kielce) - od 88 minuty
Euzebiusz Smolarek (Polonia Warszawa) - do 68 minuty i gol
Kamil Grosicki (Jagiellonia Białystok) - od 68 minuty
Hubert Wołąkiewicz (Lechia Gdańsk) - 90 minut
Artur Jędrzejczyk (Legia Warszawa) - od 61 minuty

PANAMA - PERU 1:0

Luis Henriquez (Lech Poznań) - od 61 minut

ZOBACZ RÓWNIEŻ

RAPORT! Ligowi kadrowicze (4)
RAPORT! Ligowi kadrowicze (3)
RAPORT! Ligowi kadrowicze (2)