Cytat tygodnia

CYTAT TYGODNIA:
To dla nas zimny prysznic, ale może lepiej przegrać raz 0:5 niż pięć razy po 0:1.
Marek Saganowski, napastnik ŁKS Łódź po meczu ŁKS - Lech (0:5)
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Lech Poznań. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Lech Poznań. Pokaż wszystkie posty

piątek, 17 grudnia 2010

Kolejorz znów zwycięski!

Tuż po losowaniu fazy grupowej Ligi Europejskiej pewne było, że mecze Lecha Poznań w tych rozgrywkach będą ozdobą jesiennej rywalizacji na polskich boiskach. Niewątpliwie tak właśnie było. Dziś można powiedzieć więcej. Można zaryzykować tezę, że Mistrz Polski jest rewelacją obecnej edycji młodszej i uboższej siostry Ligi Mistrzów. Wczoraj Lech wygrał, choć wygrać już nie musiał. Udowodnił, że wcześniejsze wyniki nie były dziełem przypadku i potwierdził, że odpowiednio zmobilizowany jest w stanie osiągnąć naprawdę imponujące rezultaty.

Po emocjonujących meczach z Juventusem Turyn, po zwycięstwie nad milionerami z Manchesteru rywalizacja z Salzburgiem nie jawi się szczególnie atrakcyjne. Stąd też obawa, że dwie wygrane nad Mistrzem Austrii mogą nie zostać należycie docenione. A to przecież szalenie wartościowe wyniki, które nie przytrafiają się polskim zespołom często. 

W czwartek Lech ponownie miał sporo szczęścia, które w tej edycji Ligi Europejskiej zdecydowanie mu sprzyja. Nie czyńmy z tego zarzutu, szczęście to niezbędny element w sporcie, szczególnie w sytuacji, gdy do rywalizacji podchodzi się z pozycji Dawida, nie Goliata. Za trzy godziny poznamy kolejnego rywala poznaniaków w europejskiej rywalizacji. Wśród potencjalnych przeciwników są renomowane zespoły klasy Liverpoolu czy Ajaxu Amsterdam. Są też szczególnie niewdzięczne zespoły ze wschodu Europy, z którymi rywalizacja nie przysparza należytego zainteresowania i boomu, a które pod względem sportowym z pewnością nie ustępują już ekipom z zachodu. Tym bardziej jeśli weźmiemy pod uwagę motywację do gry w tych rozgrywkach.

Lech Poznań po raz drugi w ciągu trzech sezonów będzie polskim jedynakiem w wiosennych grach europejskich. To już 1/16 finału. Na tym etapie próżno szukać rywali słabych, z pewnością znajdą się jednak tacy, z którymi szansę na zwycięskie wyjście z walki są większe. Niech to szczęście znów będzie przy Kolejorzu!

Tymczasem zapraszam do obejrzenia robiącego furorę na Youtube filmiku przedstawiającego drogę Lecha Poznań przez fazę grupową Ligi Europejskiej.

czwartek, 2 grudnia 2010

Awans Lecha Poznań!

Gdy rozlosowano grupy Ligi Europejskiej za wariata można byłoby uznać za wariata tego, kto powiedziałby, że Mistrz Polski wywalczy sobie awans już po piątej kolejce. Mało, z uśmiechem politowania spoglądano na tego, kto wierzyłby w awans w ogóle. Lech Poznań był na zakręcie, z którego prawdę mówiąc jeszcze nie wyszedł co pokazuje ligowa tabela. Juventus Turyn, Manchester City, Salzburg mieli skutecznie europejskie aspiracje wybić poznaniakom z głowy. Nic z tego. To piłkarze Kolejorza postarali się, by nazwę Lech Poznań fani wyżej wymienionych drużyn zapamiętali na długo!

Po sensacyjnym remisie w Turynie oraz zwycięstwach przed własną publicznością nad Salzburgiem i Manchesterem City przed Lechem Poznań otworzyła się ogromna szansa - wszystko wskazywało na to, że awans do dalszej fazy rozgrywek zapewni nawet remis z Juventusem, byle niższy niż 3:3.

Lech tego dnia nie miał jednak zamiaru grać na remis, walczył o pełną pulę wiedząc zapewne jak może skończyć się kunktatorstwo. Wynik spotkania otworzył, a jakże Artjoms Rudnevs! To nazwisko zostanie w pamięci bramkarza Juve na pewno - w obu spotkaniach poznaniaków ze Starą Damą to właśnie Łotysz strzelił wszystkie cztery gole dla Lecha! Od tego momentu poznaniacy grali z dużo większym spokojem, choć oddać trzeba Juventusowi, że potrafił sobie stworzyć świetne okazje do zmiany rezultatu - Mistrzowi Polski tego dnia wyraźnie sprzyjało szczęście, tak przecież potrzebne w podobnych okolicznościach. Wynik do przerwy nie uległ już zmianie, a to co mogliśmy zaobserwować w drugiej połowie z piłką nożną wspólnego miało mało i z każdą kolejną minutą coraz mniej.

To trzaskającego mrozu dołączył coraz obficiej padający śnieg. Piłkarze i sztab włoskiego klubu domagali się od sędziego przerwania spotkania, ale prowadzący to spotkanie Hiszpan Fernando Teixeira Vitienes uparcie potwierdzał, że warunki pozwalają na granie w piłkę. Linie w ekspresowym tempie oznaczono kolorem różowym, piłkę wymieniono na pomarańczową i spotkanie toczyło się dalej. Toczyło się to właściwe słowo - w takich okolicznościach przyrody szalenie trudno o efektowną, techniczną grę. Determinacja i wola walki poznaniaków skutecznie powstrzymywała napór Juventusu. Do czasu. W osiemdziesiątej czwartej minucie wyrównał Vincenzo Iaquinta i jasne stało się, że emocje jeszcze się nie skończyły. Istotnie, pod poznańską bramką zakotłowało się jeszcze w dziewięćdziesiątej minucie gry, ale na posterunku był Krzysztof Kotorowski. 1:1, co przy równoległym zwycięstwie Manchesteru City nad Salzburgiem dało Lechowi Poznań awans do 1/16 finału Ligi Europejskiej!

Takie wyniki jak 3:3 i 1:1 z Juventusem, zwycięstwo nad Mistrzem Austrii, wreszcie pokonanie Manchesteru City to wydarzenia niewątpliwie historyczne, które na trwałe zapiszą się w pamięci wielkopolskich kibiców. Warunki, w jakich przyszło walczyć o ten awans z Juventusem dodają całej historii jeszcze większej wyjątkowości. Co dalej? Pozostał jeszcze mecz o pietruszkę w Salzburgu i oczekiwanie na losowanie. Warto zauważyć, że dzięki tak dobrym wynikom Kolejorz wydatnie poprawił swój klubowy współczynnik w rankingu UEFA i na tle pozostałych polskich zespołów wygląda niczym gigant. By korzystać z przywilejów tej sytuacji, a więc rozstawień w kolejnych rundach, trzeba jednak dostać się na europejskie salony również i w przyszłym sezonie. Panowie, nie spieprzcie tego!

wtorek, 30 listopada 2010

Z Juventusem o awans!

Juventus Turyn to zdecydowanie najbardziej renomowany klub, z którym Lechowi Poznań przyszło mierzyć się w minionej dekadzie. To jeden z tych klubów, o których napisano i powiedziano już wszystko. Jedna z tych ekip, których przedstawiać nie trzeba.  Już jutro mecz między Kolejorzem a słynną Starą Damą!



Z oceną rundy jesiennej w wykonaniu Lecha Poznań jest olbrzymi problem. Z jednej strony wielkie rozczarowanie spowodowane najpierw brakiem awansu do Ligi Mistrzów, a później fatalnymi wynikami w lidze. Z drugiej kapitalna gra w rozgrywkach Ligi Europejskiej i pozycja lidera po czterech kolejkach spotkań.  Na jesiennego Lecha można marudzić, kręcić nosem, wytknćć niejeden słabszy moment. Ale jutro o 21.05 to wszystko będzie nieważne. Ważne będzie tylko tu i teraz - bój z Juventusem, którego stawką jest awans z piekielnie trudnej grupy A Ligi Europejskiej.

Piłkarze i sztab Starej Damy przybyli do Poznania w dzisiejsze południe. Stolica Wielkopolski powitała ich mroźną pogodą. Jutro w porze meczu ma być jeszcze zimniej. Nie martwi to Simone Pepe, który grał już w Poznaniu w barwach Udinese. W prasowym wywiadzie wspominał, że tamten mecz także rozgrywany był zimą, a mimo to włoski zespół w pewnym momencie prowadził już 2:0 (ostatecznie mecz zakończył się remisem 2:2). Z resztą, nie ma co ukrywać - Turyn to nie Sycylia, piłkarzy z Piemontu mróz z pewnością nie zetnie z nóg.

Dotychczasowe cztery remisy w meczach pucharowych jasno określają cel Włochów na środowy mecz - Juventus w Poznaniu musi wygrać. Po pierwszym spotkaniu w Turynie z pewnością nie zlekceważy już drużyny Mistrza Polski. Lech pokazał, że w europejskich pucharach poczyna sobie bez zbędnych kompleksów i przed własną publicznością jest w stanie dokonać nawet niemożliwego. Czy jutro potwierdzi to raz jeszcze? Mecze z takimi drużynami jak Juventus to jest to, co wspomina się nawet po wielu latach. Jutrzejszy mecz ma dla poznaniaków wyjątkową stawkę - zwycięstwo lub remis niższy niż 3:3 niemal na pewno da awans do kolejnej rundy rozgrywek i to jeszcze przed zakończeniem grupowej rywalizacji. Złośliwi wskazują, że polskie drużyny zawsze przegrywają, gdy wystarczy zremisować. Tyle, że Lech nieraz już pokazał, że gra w tej edycji zupełnie nie po polsku...
Początek spotkania na stadionie przy ulicy Bułgarskiej w Poznaniu jutro o godzinie 21.05. Transmisja tv w TV 4. Sędzią głównym spotkania będzie Hiszpan Fernando Teixeira Vitienes.

Podsumowanie piętnastej kolejki

Piętnasta kolejka zakończyła rundę jesienną piłkarskiej ekstraklasy. Kolejka, w przeciwieństwie do całej rundy, nie przyniosła wielce zaskakujących rozstrzygnięć. Na pierwszy plan wybija się wysokie zwycięstwo Widzewa nad Górnikiem, wygrana Wisły w Warszawie z Polonią oraz tylko remis lidera w Chorzowie.


MECZ KOLEJKI

Korona Kielce - Lech Poznań

WYDARZENIA KOLEJKI

Wisła i Legia kończą na pudle

Legia Warszawa i Wisła Kraków przez znaczną część rundy jesiennej były krytykowane. W ostatecznym rozrachunku skończyły pierwszą rundę rozgrywek w czołowej trójce tracąc do liderującej Jagiellonii ledwie trzy punkty. O wyrównanej stawce w tegorocznej tabeli niech świadczy dorobek obu faworyzowanych drużyn - otóż Legia przegrała aż sześć spotkań (więcej porażek ma tylko Górnik i Cracovia) tracąc dziewiętnaście goli (więcej straciły ledwie trzy zespoły). Dokonania "Białej Gwiazdy" też nie rzucają na kolana - do zajęcia fotela v-ce lidera wystarczyło raptem osiem zwycięstw w piętnastu grach. Dla nowych trenerów obu jedenastek najważniejsze, że ich drużyny nadal tworzą ligową czołówkę. Styl, miejmy nadzieję, jeszcze nadejdzie. 

Wymogi wymogami, życie zyciem

Klubom ekstraklasy stawiany jest rokrocznie szereg wymogów, które muszą spełnić by otrzymać licencję na grę w najwyższej klasie rozgrywkowej. Wśród nich dużą wagę przywiązuje się do infrastruktury - wymagane jest m.in. posiadanie podgrzewanej płyty. Takowa istnieje również w Kielcach, gdzie jednak zima zaskoczyła działaczy. Opady śniegu nie powinny przeszkodzić podgrzewanej murawie, ale problem się pojawia, gdy z dobrodziejstw techniki nie robi się użytku. W Kielcach podgrzewanie włączono zbyt późno i w efekcie murawa delikatnie mówiąc nie była najlepiej przygotowana do spotkania - ucierpiało na tym oczywiście widowisko. A szkoda.

Bramka Sernasa
Gola dla Widzewa Łódź zdobył Darvydas Sernas. Z rzutu karnego, ale zawsze. Litewski napastnik na początku sezonu zbierał zewsząd zasłużone pochwały, ostatnio jednak jakby przygasł - po raz ostatni gola w ekstraklasie zdobył ponad dwa miesiące temu. Temat Sernasa przywołuję nieprzypadkowo - w minionym tygodniu serwis 90minut.pl doniósł, że właśnie napastnik Widzewa Łódź został wybrany Litewskim Piłkarzem Roku 2010! Z pewnością w decydującej mierze jest to zasługa udanych występów w drużynie narodowej, ale niewątpliwie tego typu wyróżnienia dla gracza kopiącego piłkę na ekstraklasowych boiskach musi cieszyć.

PIĘTNASTA KOLEJKA W LICZBACH

Liczba goli: 19
Średnia goli na mecz: 2,375
 
Suma żółtych kartek: 32
Suma czerwonych kartek: 0

Suma podyktowanych karnych: 6
Suma wykorzystanych karnych: 4

Suma widzów: 45 400
Średnia widzów: 5 675

ZOBACZ RÓWNIEŻ

niedziela, 21 listopada 2010

Manuel Arboleda

Latem polską ligę opuścili tacy piłkarze jak Jan Mucha, Robert Lewandowski czy Marcelo. Życie nie znosi próżni, status ligowych gwiazd największego formatu szybko przejęli inni piłkarze. Wśród nich niewątpliwie Manuel Arboleda, który od początku swojej przygody z ekstraklasą wyróżnia się rzadko spotykanymi na ligowych boiskach umiejętnościami. Pojawiają się głosy, by wypróbować Kolumbijczyka w reprezentacji Polski. Tymczasem toczy się gra o nowy kontrakt popularnego Mańka z Lechem Poznań. Najlepszy obrońca ligi ma się domagać kontraktu rzędu pół miliona euro rocznie. Jaki będzie finał tej historii?

Wygasające po sezonie kontrakty Arboledy, Bandrowskiego, Henriqueza i Djurdjevicia to problem, którym działacze Kolejorza mogli i powinni zająć się wcześniej. Teraz więcej argumentów mają piłkarze i wydaje się, że szczególnie w przypadku Kolumbijczyka negocjacje nie będą najłatwiejsze. Jasna sprawa jest jedynie z Ivanem Djurdjeviciem, który po sezonie zamierza zakończyć piłkarską karierę, choć nie oznacza to, że planuje opuścić Poznań. Djuka liczy na to, że zostanie w Kolejorzu trenerem odpowiedzialnym za szkolenie młodzieży.

500 tysięcy euro rocznie. Jeśli wierzyć prasie takie są oczekiwania Arboledy. 330 tysięcy euro rocznie - to z kolei ma być propozycja działaczy. Klubowi włodarze argumentują, że nie chcieliby tworzyć w zespole tak zwanych kominów płacowych. Bo jeśli jeden piłkarz dostanie kontrakt opiewający na dwa miliony złotych to za chwilę podobnych pieniędzy zaczną domagać się kolejni. W tym momencie warto przypomnieć, że aktualnie najwyższą umowę posiada Sławomir Peszko - latem podpisał kontrakt wart 250 tysięcy euro rocznie. Ten punkt widzenia można zatem zrozumieć. Ale ten medal ma też drugą stronę.

Ta druga strona to oczywiście umiejętności i zaangażowanie w grę Arboledy. Maniek należy do najpewniejszych punktów poznańskiej jedenastki i naprawdę rzadko na przestrzeni minionych dwóch i pół roku zdarzały mu się słabsze chwile. Spisywał się równie dobrze w rozgrywkach krajowych jak i europejskich. Doprawdy kapitalny w defensywie, do tego niezwykle użyteczny w akcjach ofensywnych. Do tego potrafi znaleźć się pod bramką rywala wtedy i tam, gdzie to potrzebne - jak choćby w pierwszym spotkaniu z Dnipro w Dniepropietrowsku, gdzie jego gol okazał się być na wagę awansu do fazy grupowej Ligi Europejskiej. Arboleda ma dziś trzydzieści jeden lat. Dla obrońcy to nie tak wiele. Oczywiście kontuzje są nieprzewidywalne, ale można założyć, że będzie w stanie utrzymać swoją grę na wysokim poziomie przynajmniej przez najbliższe dwa sezony. Przyzwoity transfer klasowego obrońcy opiewałby prawdopodobnie na niemniej niż 500 - 750 tysięcy euro. Do tego kontrakt, przyjmijmy 200 tysięcy w europejskiej walucie. Na przestrzeni dwóch lat wydatek identyczny jak przedłużenie umowy Kolumbijczyka. A ryzyko znacznie, znacznie większe.

Przed działaczami Lecha prawdziwy test. W ostatnich okienkach transferowych Kolejorz stracił Murawskiego, Rengifo i Lewandowskiego. Latem udało zatrzymać się Peszkę, choć chyba bardziej ze względu na brak zdecydowania klubów zachodnich. Co będzie teraz z Arboledą? Sygnał wysyła Legia Warszawa - trener Skorża chętnie widziałby kolumbijskiego obrońcę u siebie. Lech Poznań swoimi ruchami podczas letniej sesji transferowej zachwiał wiarę kibiców w to, że klub jest na dobrej drodze w realizację celu, którym miała być budowa zespołu regularnie i przynajmniej nieźle grającego w europejskich pucharach. A najlepiej w Lidze Mistrzów. Przedłużenie umowy z Manuelem Arboledą wydaje się wyrastać na znak, który wskaże czy Kolejorz pod sterami obecnych włodarzy jest w stanie wspiąć się jeszcze wyżej lub choćby pozostać na aktualnym poziomie.

piątek, 5 listopada 2010

Wielki mecz Lecha! Kolejorz liderem!

Są takie mecze, o których już w momencie gdy się kończą wiadomo, że pozostaną w pamięci na lata. Czwartkowy wieczór będzie absolutnie niezapomniany dla wszystkich kibiców Lecha Poznań. Kolejorz niesiony fanatycznym dopingiem wypełnionego po brzegi stadionu zagrał z dwustu procentową determinacją i... ograł renomowany Manchester City! W równolegle rozgrywanym spotkaniu Juventus Turyn bezbramkowo zremisował z FC Salzburg - Lech powrócił na wygodny fotel lidera grupy A Ligi Europejskiej.

Roberto Mancini, trener angielskiego zespołu, przed meczem opowiadał o tym, jak trudny mecz czeka jego drużynę i jak dobrą jedenastkę stanowi Lech. Słowa włoskiego szkoleniowca odbierano jako kurtuazję, choć przebieg meczu pokazał, że jego wypowiedź znalazła potwierdzenie w rzeczywistości. Mecz z The Citizens był pierwszym w roli trenera Lecha Poznań dla Jose Marii Bakero. Hiszpan nie eksperymentował ze składem poznaniaków i za wyjątkiem kontuzjowanego Bandrowskiego oraz zmiany bramkarza postawił na tych samych wykonawców, którzy ograli w niedzielę Wisłę Kraków.

Mecz rozpoczął się od znacznego naporu Manchesteru. Drużyna Manciniego zdominowała pierwsze minuty gry i raz po raz mocno kotłowało się pod bramką Buricia. Po jednej z nich piłkę z linii bramkowej Lecha wybijał Marcin Kikut. Kolejorz przetrzymał ataki gości i sam zaczął stwarzać sobie sytuacje strzeleckie - próby Peszki i Stilicia były jeszcze niecelne, ale w trzydziestej minucie piłka po uderzeniu Injaca z dwudziestu pięciu metrów znalazła drogę do bramki! 1:0 dla Lecha! Stadion oszalał ze szczęścia. Warto zwrócić uwagę na łatwość z jaką Stilić ograł Vieirę, po czym podał do Peszki. Piłka wstrzelona przez poznańskiego skrzydłowego w pole karne zostało tak niefortunnie wybita przez defensorów Man City, że spadła wprost na nogę Injaca, dla którego takie bramki stają się znakiem firmowym.

Druga połowa zaczęła się dla Lecha najgorzej jak mogła, bo już w pięćdziesiątej pierwszej minucie wyrównał Emmanuel Adebayor. Mecz znacznie się wyrównał, lekkość gry Manchesteru i waleczny upór Lecha skutkowały okazjami z obu stron. Wystawianie indywidualnych cenzurek zawodnikom poznańskiej drużyny jest nieco nie fair, bo na ogromne słowa uznania zasłużył cały zespół, ale trudno przejść obojętnie obok popisowej, dynamicznej gry wprowadzonego w drugiej połowie na boisko Jacka Kiełba. Szkoda tylko, że brakowało mu wyczucia, kiedy skończyć indywidualne popisy i odegrać piłkę partnerowi lub samemu zdecydować się na strzał. Gra prowadzona była w niezłym tempie, rzadko spotykanym na polskich boiskach. W pewnym momencie można było odnieść wrażenie, że remis zaczyna zadowalać gości, którzy nie rzucali się do huraganowych ataków, a na niektóre akcje poznaniaków odpowiedzieć potrafili jedynie bezradnym wybijaniem piłki na aut. W osiemdziesiątej szóstej minucie przy sporej dozie szczęścia piłka po uderzeniu głową Arboledy wpadła do bramki strzeżonej przez Givena! 2:1 dla Lecha Poznań! Manchester City rzucił się do odrabiania strat, ale kolejnego gola strzelił Kolejorz. Już w doliczonym czasie z dystansu w samo okienko huknął Mateusz Możdżeń. W tym meczu już nic złego Lechowi stać się nie mogło.

Ten mecz to triumf woli walki, wiary we własne siły oraz pełnej determinacji. Na dodatek nie było to zwycięstwo w stylu obrony Częstochowy opartej na przypadkowych kontrach. Lech zagrał swoje, pomysłowo, przebojowo i efektownie. Poznaniacy nawet przez chwilę nie zwątpili w możliwość pokonania trzeciej drużyny Premier League i dopięli swego. Niemożliwe stało się możliwe. Zwycięstwo z Manchesterem City stanie się obok tych z Athletic Bilbao, Panathinaikosem Ateny i Olympique Marsylia najjaśniejszym punktem historii Lecha Poznań. 3:1 z The Citizens to też jeden z najbardziej wartościowych wyników osiągniętych przez polskie kluby w europejskich pucharach w ostatniej dekadzie.

Na ładny gest podczas pomeczowej konferencji prasowej zdobył się Jose Maria Bakero, który to zwycięstwo zadedykował swojemu poprzednikowi, Jackowi Zielińskiemu. Sytuacja Kolejorza w grupie stała się nadspodziewanie dobra. Niebagatelna będzie stawka kolejnego meczu w europejskich pucharach z Juventusem Turyn - to spotkanie zamienia się praktycznie w bój o awans do kolejnej fazy. Sukcesem Lecha miał być każdy jeden punkt zdobyty w tej grupie. Przyjmując to kryterium można pół żartem pół serio stwierdzić, że Kolejorz ma na koncie już siedem takich sukcesów. A apetyty rosną.

środa, 3 listopada 2010

Kolejorz na Manchester City bez Zielińskiego!

Awans do ćwierćfinału Pucharu Polski oraz efektowna wygraną z Wisłą Kraków nie uratowały trenera Jacka Zielińskiego. Dziś klub wydał oficjalny komunikat, w którym potwierdził, że nowym trenerem Lecha Poznań został Jose Maria Bakero. 

Dziwić musi moment, w którym zdecydowano się na ten ruch. Wszystko wskazuje na to, że decyzja de facto zapadła już po przegranym meczu w Zabrzu. Bo skoro losu Zielińskiego nie zmieniły dwie wygrane po 4:1 to co mogło to zrobić? Jacek Rutkowski często podkreślał, że jest wrogiem zmian na stanowisku trenera w trakcie trwania rundy. Tym bardziej zdumiewa, że informacja o zatrudnieniu nowego trenera podana została na trzydzieści jeden godzin przed ważnym meczem w Lidze Europejskiej z Ligi Europejskiej. 

Sama kandydatura Bakero na trenera Lecha wzbudziła w Poznaniu sporo kontrowersji. Już podczas ligowego meczu z Wisłą kibice głośno dali wyraz temu, co myślą o takiej roszadzie. "Chcemy trenera, a nie żadnego Bakera!" skandowały trybuny stadionu przy Bułgarskiej. Przyznać trzeba, że dawno żaden trener nie miał w Poznaniu tak trudnego startu jak tym razem Hiszpan.

Już jutro mecz Ligi Europejskiej z Manchesterem City, który obejrzy komplet widzów. Bilety, z których najdroższe były po 170 zł, rozeszły się w niecałe trzy godziny. To oznacza, że dzięki samej sprzedaży biletów dochód klubu wyniósł pięć milionów złotych - czyli połowę całorocznego budżetu Polonii Bytom. Dla kibiców ważniejszy od finansowego jest jednak aspekt sportowy. Pierwszy mecz w Manchesterze pokazał, że obie drużyny dzieli wiele - mocno rezerwowy skład angielskiego klubu bez większych problemów ograł mistrza Polski. Od tego czasu The Citizens zanotowali jednak dwie porażki w lidze (z Arsenalem i Wolverhampton), a brytyjskie media donoszą o coraz bardziej trudnej atmosferze w szatni drużyny Manciniego. Czy Kolejorz z Bakero na pokładzie będzie w stanie sprawić sensację? 

Początek meczu jutro o godzinie 19, transmisja w TV 4.




poniedziałek, 1 listopada 2010

Podsumowanie jedenastej kolejki

 W meczu na szczycie ligowej tabeli Korona wygrała w Gdańsku. Mistrz Polski znokautował v-ce mistrza kraju. Rzutem na taśmę zwyciężyła Legia Warszawa. Kolejny mecz przed własną publicznością wygrała Jagiellonia Białystok. Paskudna kontuzja Clebera i fantastyczny gol Injaca. Taka była jedenasta kolejka ekstraklasy!

MECZ KOLEJKI

Lech Poznań - Wisła Kraków

Mecz mistrza z v-ce mistrzem w każdym kraju przykuwa uwagę. Nie inaczej jest w Polsce i nie zmienił tego fakt, że dla Lecha Poznań był to mecz o utrzymanie miejsca tuż nad strefą spadkową, a i Wisła Kraków spisuje się znacznie poniżej oczekiwań swoich kibiców. W jedenastej kolejce doszło też do bezpośredniego starcia zespołów zajmujących obecnie miejsca na podium ligowej tabeli, ale jednak to w Poznaniu było znacznie ciekawiej niż w Gdańsku.

Środowa wygrana Kolejorza nad Cracovią w Pucharze Polski tylko trochę uspokoiła kibiców i szefów klubu. Sytuacja trenera Jacka Zielińskiego jest nie do pozazdroszczenia i tylko wygrana z Wisłą mogła mu pomóc, przynajmniej chwilowo. Tymczasem goście zapowiadali, że przedłużą fatalną passę Lecha i sami doskoczą do grupy pościgowej w ligowej tabeli.

Mecz rozpoczął się tak, jakby piłkarze Lecha wzięli sobie do serca głos kibiców. "Biegać, walczyć i się starać, w Lechu trzeba zapierdalać" głosił transparent na trybunach stadionu przy Bułgarskiej. Poznaniacy faktycznie rozpoczęli mecz bardzo zdeterminowani i szybko osiągnęli przewagę nad rywalem. Przed przerwą nie udało im się wyjść na prowadzenie, mimo kilku dogodnych okazji ku temu.

Druga połowa rozpoczęła się dość niespodziewania od gola dla Wisły. Podanie Radosława Sobolewskiego na bramkę zamienił Paweł Brożek. Prowadzenie Białej Gwiazdy nie utrzymało się długo - już cztery minuty później wybijana przez defensora Wisły piłka spadła na nogę Injaca, który huknął z pierwszej piłki prawie w samo okienko bramki Mariusza Pawełka. 1:1 i poważny kandydat do bramki sezonu! Mecz rozpoczął się od nowa, gra zaczęła się wyrównywać, jednak kolejnego gola w tym meczu zdobyli gospodarze. W sześćdziesiątej siódmej minucie sprytne podanie Marcina Kikuta pewnym strzałem z bliska wykończył Siergiej Kriwiec. Lechici wyszli na prowadzenie i nie powiedzieli tego dnia jeszcze ostatniego słowa. Kolejny gol to rzut karny pewnie wykorzystany w osiemdziesiątej minucie przez Semira Stilcia. Niestety, ten mecz miał jeszcze jeden akcent. W osiemdziesiątej dziewiątej minucie po starciu ze Sławomirem Peszką i Joelem Tshibambą na murawę upadł Cleber. Ze stadionu wyjeżdżał karetką, a pierwsze wiadomości ze szpitala mówią o urazie kręgosłupa. Ze względu na dłuższą przerwę w grze sędzia doliczył dziesięć minut. I właśnie w dziesiątej minucie doliczonego czasu gry czwarta bramkę dla Lecha zdobył Mateusz Możdzeń.

4:1 to wynik, na który mało kto przed meczem by postawił. Być może to właśnie tak przekonującego zwycięstwa potrzebował poznański zespół, by na dobre zakończyć kryzys. Lech  tego dnia był bardziej zdeterminowany, szybszy i zwyczajnie lepszy niż Wisła.

WYDARZENIA KOLEJKI

Nieoczekiwana zmiana miejsc

Piątek przyniósł kibicom dość zaskakujące informacje. Media podały, że Jurij Szatałow zostanie następcą Rafała Ulatowskiego na stanowisku trenera Cracovii. Działacze z Bytomia zadziałali szybko i jeszcze tego samego dnia podpisali kontrakt z Janem Urbanem. Smaczku sprawie dodaje fakt, że kolejnego dnia w Krakowie doszło do ligowego meczu pomiędzy Cracovią a Polonią. Ostatecznie Szatałow nie zdążył jeszcze podpisać kontraktu z Pasami, a mecz swojego nowego klubu z poprzednim obejrzał z trybun. W Krakowie 1:0 zwyciężyli goście, a gospodarze po raz kolejny udowodnili, że ich defensywa jest najsłabsza w całej ekstraklasie.

Jednocześnie ekstraklasowy! zaprasza do nowego działu bloga, Trenerska karuzela(klik!), w którym na bieżąco aktualizowane będą wszystkie zmiany na trenerskich ławkach drużyn ekstraklasy.

Uśmiech Frankowskiego

Tempa nie zwalnia Jagiellonia, która tym razem pokonała na własnym stadionie Polonię Warszawa. Trzy punkty zapewnił gospodarzom Tomasz Frankowski, dla którego było to już ósme trafienie w tym sezonie! Jaga jest liderem tabeli, a uwagę zwraca szczególnie jej bilans w meczach u siebie - sześć meczów i sześć zwycięstw. Piątkowa wygrana była dla "Franka" szczególnym powodem do satysfakcji, bo od czasu kontrowersyjnego braku powołania dla Frankowskiego na mundial w Niemczech ma on z Pawłem Janasem swoje prywatne rachunki do wyrównania. Trudno więc dziwić się szczeremu uśmiechowi białostockiego snajpera po golu, który dał ważne trzy punkty i skomplikował sytuację w tabeli Czarnym Koszulom.

JEDENASTA KOLEJKA W LICZBACH

Liczba goli: 16
Średnia goli na mecz: 2,0
 
Suma żółtych kartek: 32
Suma czerwonych kartek: 0

Suma podyktowanych karnych: 1
Suma wykorzystanych karnych: 1

Suma widzów: 78 300
Średnia widzów: 9787

niedziela, 24 października 2010

Półmetek grupowej rywalizacji w Lidze Europejskiej

W miniony czwartek Lech Poznań meczem w Manchesterze zakończył pierwszą rundę gier w fazie grupowej Ligi Europejskiej. Sensacji nie było, Mistrz Polski uległ dość łatwo eksperymentalnie zestawionemu rywalowi 1:3. Zdziwienia być nie może, gdy przyjrzymy się temu, kto tego wieczora rozdawał karty - bohaterem został Emmanuel Adebayor, świetne zawody rozgrywał świeżo upieczony mistrz świata David Silva, a w środku pola dominowali v-ce mistrz globu Nigel De Jong oraz Patrick Vieira, który ma za sobą sto siedem gier w reprezentacji Francji.

Pieniądze w piłkę nie grają, ale pewnych różnic zatrzeć się nie da. Lech z Manchesterem najprawdopodobniej przegrałby dziewięć spotkań na dziesięć i teraz cała nadzieja w tym, by ten dziesiąty mecz przytrafił się za niecałe dwa tygodnie w Poznaniu. W czwartkowym meczu Kolejorz potwierdził to, co się o nim w tym sezonie mówi. A mówi się, że Lech ma problem z powtarzalnością. Gdy w pierwszej połowie gra dobrze można niemal w ciemno założyć, że po przerwie będzie katastrofa. I vice versa. Na City of Manchester Stadium podopieczni Jacka Zielińskiego zaczęli źle i już po dwudziestu pięciu minutach było 2:0 dla gospodarzy. Po przerwie akcje poznaniaków zaczęły być wreszcie składne, piłka krążyła między zawodnikami a nie była tylko wykopywana daleko przed siebie, jak to zdarzało się w pierwszych czterdziestu pięciu minutach. Jedna z takich akcji przyniosła Lechowi bramkę kontaktową, choć akurat jej strzelec Joel Tshibamba mógł tego dnia ustrzelić nawet hat-tricka. Ostatecznie trzecią bramkę dołożył Adebayor i stało się jasne, że Manchesterowi nic złego tego dnia stać się nie może. Podopieczni Jacka Zielińskiego swojego występu nie musieli się jednak wstydzić.

Tak jak wstydzić nie muszą się dorobku po trzech kolejkach Ligi Europejskiej. Po losowaniu dominowały opinie, że sukcesem lechitów będzie każdy jeden punkt, a tymczasem już na półmetku Kolejorz ma tych punktów cztery. Oczywiście może zdarzyć się tak, że na tych czterech się zakończy, bo praktycznie w żadnym z pozostałych do rozegrania meczów Lech nie będzie faworytem, ale przecież poznaniacy nieraz już udowodnili, że to właśnie z pozycji skazywanego na pożarcie gra im się łatwiej. 

Prawdziwym problemem Lecha Poznań jest postawa w polskiej ekstraklasie, bo niezłe występy w Europie nie mają żadnego przełożenia na rozgrywki krajowe, w których z ośmiu spotkań Kolejorz przegrał aż połowę. Okazja do zmiany tego stanu rzeczy już dziś w Zabrzu.

poniedziałek, 27 września 2010

Podsumowanie siódmej kolejki

Siódma kolejka umocniła na czele ligowej tabeli zespoły Jagiellonii Białystok i Korony Kielce. Trwa niemoc faworytów - po trzech porażkach z rzędu w meczu z Lechem przełamała się Legia Warszawa, ale Wisła Kraków i Polonia Warszawa tylko zremisowały swoje mecze. Pierwsze punkty w sezonie zdobyła Cracovia, piątą porażkę z rzędu zanotował Śląsk Wrocław. Siódma kolejka ekstraklasy jest pierwszą, w której do siatki rywala nie trafił Andrzej Niedzielan.

MECZ KOLEJKI

Legia Warszawa - Lech Poznań

Mecze między tymi zespołami należą do najbardziej prestiżowych w lidze i są szczególnie ważne dla kibiców obu drużyn. Ostatnie sezony przyzwyczaiły nas, że mecze między Legią a Lechem to spotkania na szczycie. Tym razem było inaczej - Lech przed meczem przy Łazienkowskiej był ósmy w tabeli, a Legia dopiero czternasta. 

Mistrz Polski przyjechał do Warszawy opromieniony dobrym występem w meczu z Juventusem Turyn. Semir Štilić zapowiedział, że Kolejorz na Legię wyjdzie "jak na Juventus" i pierwsza połowa udowodniła, że nie żartował. Choć mecz rozpoczął się od ataków Legii to goście zdobyli pierwszego gola. W dziewiątej minucie precyzyjny strzał w długi róg bramki Antolovicia oddał Siergiej Kriwiec i poznaniacy mogli się cieszyć z objęcia prowadzenia. Kolejne minuty to dalsza dobra gra Lecha, który zdecydowanie dominował w tym okresie. Mistrz Polski grał z dużą pewnością siebie, której Legia przeciwstawiała nieustępliwą walkę. Lechici stwarzali sobie kolejne dogodne okazje, ale Kriwiec, Rudnevs, Štilić i Peszko nie potrafili  ich wykorzystać To był moment, w którym Kolejorz powinien rozstrzygnąć losy tego meczu i prowadzić już nawet 0:3. Nie zrobił tego i zapłacił za to najwyższą cenę - w trzydziestej ósmej minucie dokładne podanie z głębi pola od Manu dostał Michał Kucharczyk i pewnym strzałem doprowadził do remisu. Jeszcze przed przerwą drugą żółtą kartkę obejrzał Maciej Rybus i wydawało się, że druga połowa będzie miała przebieg bardzo zbliżony do pierwszej.

Nic bardziej mylnego. Gra w osłabieniu jeszcze bardziej zmobilizowała gospodarzy, którzy grali z niezwykłym poświęceniem, walecznością i ofiarnością. Lech sprawiał wrażenie uśpionego przewagą jednego zawodnika i wyglądało na to, że chce ten mecz wygrać na stojąco. W efekcie przez całe drugie czterdzieści pięć minut na boisku dominowała Legia, która raz po raz poważnie zagrażała bramce Jasmina Buricia. Wysiłki gospodarzy przyniosły efekt na dwie minuty przed końcem regulaminowego czasu gry - dośrodkowanie Tomasz Kiełbowicza z rzutu wolnego strzałem głową na bramkę zamienił Bruno Mezenga. 2:1 dla Legii!

Legia Warszawa wreszcie przełamała się w lidze, a trener Maciej Skorża mógł odetchnąć z ulga. W szatni gospodarzy panowała radość, a lechici chyba do końca nie wiedzieli jeszcze w jaki sposób udało im się przegrać wydawałoby się wygrany mecz. W efekcie sytuacja Lecha w tabeli robi się coraz trudniejsza, a w Warszawie wszyscy liczą, że wygrana nad mistrzem Polski jest początkiem nowej, bardziej imponującej, passy. 

WYDARZENIA KOLEJKI

Wygrana Pasów na otwarcie stadionu

Cracovia wróciła na stadion przy ulicy Kałuży i wygrała swój pierwszy mecz w sezonie. Wróciła to nie do końca adekwatne słowo - na miejscu dawnego stadionu powstał zupełnie nowy obiekt. Nowoczesny, z trybunami na piętnaście tysięcy miejsc. W sobotę zapełnił się w całości i w takich warunkach piłkarzom Cracovii niewątpliwie łatwiej było przełamać fatalną serię sześciu porażek z rzędu. Po golach Polczaka i Ślusarskiego Pasy pokonały Arkę 2:0. Czekamy na oddanie kolejnych nowych stadionów - w pierwszej kolejności będą to prawdopodobnie obiekty w Gdyni i Białymstoku. Dzięki nowoczesnej infrastrukturze przeciętny mecz w oczach widza zamienia się w dobry, a dobry w bardzo dobry...

Pogrom w Gdańsku

Aż 5:1 Lechia Gdańsk wygrała w meczu z Górnikiem Zabrze. Warto zauważyć, że był to drugi mecz pomiędzy tymi zespołami w odstępie kilku dni - we wtorek Lechia wyeliminowała zabrzan z rozgrywek Pucharu Polski. Oba mecze musiały popsuć nastroje w chwalonym do tej pory zespole Górnika. Trzeba zwrócić uwagę, że w sobotę to Lechia zagrała naprawdę dobre zawody i udowodniła, że może być groźna dla każdego w tej lidze, zwłaszcza przed własną publicznością. 

Orest Lenczyk we Wrocławiu

Przełamała się Legia, przełamała się Cracovia, trwa niemoc Śląska Wrocław. W piątek wrocławianie przegrali w Kielcach z Koroną i licznik porażek z rzędu wskazuje już pięć. W piątek trenerem Śląska już nie był Ryszard Tarasiewicz, a jeszcze nie był Orest Lenczyk. Prowadzony przez dotychczasowego asystenta Tarasiewicza zespół nie potrafił znaleźć recepty na dobrze zorganizowaną Koronę. W najbliższym czasie Śląsk czekają mecze z Wisłą Kraków i Polonią Warszawa, doświadczenie i kunszt Lenczyka z pewnością się mogą przydać.

SIÓDMA KOLEJKA W LICZBACH

Liczba goli: 24
Średnia goli na mecz: 3,0

Suma żółtych kartek: 32
Suma czerwonych kartek: 4

Suma podyktowanych karnych: 1
Suma wykorzystanych karnych: 1

Suma widzów: 75 900
Średnia widzów: 9487

ZOBACZ RÓWNIEŻ

piątek, 17 września 2010

Rudnevs show na Stadio Olimpico!

Skazywany na pożarcie Lech Poznań zremisował w Turynie z Juventusem 3:3! Przed meczem każdy w poznańskim obozie remis brałby w ciemno, choć z pewnością nikt nie przypuszczał, że uda się strzelić rywalowi aż trzy bramki, a po pół godzinie Kolejorz będzie prowadził już 2:0. Punkt na ciężkim terenie, hat-trick Rudnevsa i... niedosyt? Tego meczu polska piłka klubowa długo nie zapomni!



Mistrz Polski zagrał tak jak zapowiadał - bez zbędnych kompleksów i z pełną determinacją. Podopieczni Jacka Zielińskiego starali się jak najdłużej operować piłką zamiast wybijać ją na oślep. Stosowali pressing na rywalu. Taka gra szybko przyniosła efekty - najpierw Felipe Melo w akcie bezradności bezpardonowo ściął w polu karnym szarżującego Sławomira Peszkę. Chwilę później jedenastkę na bramkę zamienił Artjoms Rudnevs. 1:0 dla Kolejorza! Drugi gol padł w trzydziestej pierwszej minucie - w zamieszaniu podbramkowym najwięcej przytomności zachował Rudnevs i Lech prowadził już 2:0. Kluczowa dla przebiegu meczu okazała się ostatnia minuta doliczonego czasu gry w pierwszej połowie - Juventus wykorzystał błąd Arboledy i zdołał zdobyć kontaktową bramkę. Stało się jasne, że po przerwie Stara Dama rzuci się do odrabiania strat.

Wyrównanie przyszło już pięć minut po przerwie - ponownie do bramki Kotorowskiego trafił Chiellini. Po raz kolejny pretensje można było mieć też do Manuela Arboledy, który zazwyczaj stanowi najpewniejsze ogniwo w obronie Lecha. Juventus po przerwie grał dużo uważniej w obronie i zdecydowanie zaczął dominować nad poznaniakami. Pierwsze skrzypce grał Alex Del Piero, szczególnie wykonywane przez niego stałe fragmenty gry siały postrach w szeregach Mistrza Polski. To właśnie Del Piero w sześćdziesiątej ósmej minucie efektownym strzałem z dystansu wyprowadził Juve na prowadzenie. Wydawało się, że Kolejorz już się nie podniesie - gospodarze dominowali na boisku i mieli przewagę psychologiczną po tym jak odrobili dwubramkową stratę. Na boiskowe wydarzenia zareagował Jacek Zieliński wprowadzając na boisko najpierw Artura Wichniarka, a osiem minut później Jakuba Wilka i Joela Tshibambe. Na boisku wciąż pozostawał strzelec dwóch goli dla Lecha, więc w ostatnich minutach meczu Kolejorz posiadał na placu gry aż trzech napastników. Mistrzowie Polski odzyskali świeżość i raz po raz szarżowali pod bramką Mannigera - strzał Rudnevsa z osiemdziesiątej trzeciej minuty jeszcze minął bramkę Juve. Zmianę wyniku przyniosła dziewięćdziesiąta ddruga minuta - Artjoms Rudnevs huknął z dystansu, a piłka z impetem wpadła do włoskiej siatki! 3:3! Kolejorz chciał pójść za ciosem, ale sędzia zakończył mecz w momencie, gdy kolejna akcja Lecha zbliżyła się pod pole karne Juventusu. 

W czym tkwi klucz sukcesu Lecha Poznań? Przed meczem mówiło się, że Lech musi wystrzegać się błędów w defensywie - to się nie udało, dwie pierwsze bramki Juventus zdobył po wspólnych błędach Kotorowskiego i Arboledy. Podstawą tego dnia było psychiczne nastawienie - idealnie ujął to w pomeczowej wypowiedzi Peszko: "Nie przyjechaliśmy tu, żeby wymienić się koszulkami". Kolejorz zagrał bez strachu i szybko okazało się, że Felipe Melo traci głowę nie tylko w czasie mundialowych emocji. Ośmieszyć go i zmusić do faulu może równie dobrze Arjen Robben, jak i Sławomir Peszko. Prawdziwym bohaterem Lecha został łotewski napastnik Rudnevs - czy można sobie wyobrazić lepszą wizytówkę dla napastnika niż hat-trick w meczu z Juventusem? Dwudziestodwuletni Łotysz zagrał dla Lecha póki co ledwie sześć spotkań, ale zdobył w nich aż siedem bramek. Po wczorajszych popisach z pewnością trafił do notesu niejednego managera. 

Po losowaniu fazy grupowej Ligi Europejskiej panowała opinia, że każdy punkt zdobyty przez Lecha będzie sukcesem. Pierwszy na koncie już jest, za dwa tygodnie do Poznania przyjedzie Red Bull Salzburg i Kolejorz z pewnością znów zrobi wszystko, by na tym jednym punkciku się nie skończyło.

środa, 15 września 2010

Juventus Turyn - Lech Poznań

Niewątpliwą wiśnią na ekstraklasowym torcie jest w tej rundzie występ Lecha Poznań w fazie grupowej europejskich pucharów. Kolejorz nie zdołał awansować do Ligi Mistrzów, ale grupa do której trafił w Lidze Europejskiej swoim składem nie ustępuje atrakcyjnością niejednej z grup Champions League. Na początek - Juventus Turyn!


Juventus to klub, którego nikomu nie trzeba przedstawiać. Ograniczymy się zatem tylko do przedstawienia najważniejszych z osiągnięć włoskiego giganta: dwadzieścia siedem razy zdobyte Mistrzostwo Włoch (rekord kraju), dziewięć zdobytych Pucharów Włoch (rekord kraju), trzykrotnie zdobyty Puchar UEFA (rekord) oraz dwukrotny triumf w Pucharze Mistrzów przy pięciu porażkach w finale tych rozgrywek. 

Dzisiejszy Juventus to drużyna znajdująca się w przebudowie - miniony sezon był najgorszym w Serie A od kilkunastu lat, Stara Dama zakończyła go dopiero na siódmej pozycji. Nowym trenerem zespołu został Luigi Delneri, ale również ten sezon nie rozpoczął się dla Juve w wymarzony sposób - po pierwszych dwóch meczach Serie A na koncie zespołu jest ledwie jeden punkt po porażce z Bari i remisie z Sampdorią. W tym ostatnim meczu Juventus zagrał w następującym zestawieniu: Storari - Motta, Bonucci, Chiellini, De Ceglie - Krasic, Melo, Marchisio, Pepe - Del Piero, Quagiarella.

Kolejorz jest już w Turynie, podczas jutrzejszego meczu będzie mógł liczyć na wsparcie niemal półtora tysiąca swoich kibiców. Piłkarze Lecha zdają sobie sprawę z rangi spotkania i szansy, która przed nimi stoi. Mecze z zespołami tego kalibru co Juventus to esencja tego zawodu - trener Jacek Zieliński nie ukrywa, że mecze z takimi zespołami jak Juve czy Manchester City to przygoda, która zostanie w pamięci do końca życia. Poznaniacy polecieli do Turynu bez kontuzjowanych Jacka Kiełba i Tomasza Bandrowskiego, ale pewnie nawet ich obecność nie zmieniłaby oceny bukmacherów co do szans na zwycięstwo w tym meczu: za każdą złotówkę postawioną na wygraną Lecha można zarobić aż dziesięć złotych, przy czym triumf gospodarzy wyceniany jest na dwadzieścia groszy.

Z wypowiedzi zawodników Lecha Poznań wynika, że wyjdą na mecz pozbawieni kompleksów. Zdają sobie doskonale sprawę z tego, że doświadczenie wyniesione z takich spotkań jak jutrzejszy mecz w Turynie będzie procentowało w przyszłości. Na meczach z takimi rywalami jak Juventus Turyn po prostu nie można stracić. Celem dodania otuchy warto przypomnieć, że w poznańskim zespole jest ktoś, kto wie jak to się robi z Juve...


Początek meczu jutro o godzinie 19. Transmisja w TV 4.

niedziela, 29 sierpnia 2010

Podsumowanie czwartej kolejki

Czwarta kolejka przyniosła dobre mecze w Warszawie, Lubinie i Białymstoku. Kolejne zwycięstwa zanotowały Jagiellonia, GKS Bełchatów i Wisła dołączając do Polonii Warszawa i tworzą w tej chwili wraz z "Czarnymi Koszulami" czołówkę ligowej tabeli. Na dnie bez zmian - wciąż bez punktu pozostaje Cracovia.


MECZ KOLEJKI

Jagiellonia Białystok - Lech Poznań

Jagiellonia i Lech to drużyny, które spośród polskich zespołów najkorzystniej zaprezentowały się w tej edycji europejskich pucharów. W trzech pierwszych meczach ligowego sezonu obie jedenastki pozostawały niepokonane wobec czego niedzielne spotkanie w Białymstoku zapowiadało się wyjątkowo interesująco.

Jagiellonia z Lechem grały już raz w tym sezonie, a stawką tego meczu był Superpuchar Polski. W Płocku górą byli podopieczni Michała Probierza, którzy pokonali Kolejorza 1:0 dzięki trafieniu Tomasza Frankowskiego. Dziś wyjściowe składy obu zespołów były nieco zmienione, co w pewien sposób obrazuje podejście tych klubów do Superpucharu. W podstawowej jedenastce wyszło dziś ośmiu graczy Jagi oraz pięciu lechitów, którzy rozpoczynali mecz w Płocku.

Dzisiejszy mecz rozpoczął się od szybkich akcji po obu stronach, ale strzały z dystansu Jarosława Laty i Siergieja Kriwca nie trafiły w świetle bramki. Pierwsze dziesięć minut gry nacechowane było zwrotami akcji i szybkim przerzucaniem piłki w różne sektory boiska. Kolejne minuty były już nieco spokojniejsze. Zarówno Jagiellonia jak i Lech potwierdzały, że należą do drużyn najlepiej w tej lidze operujących piłką - tym bardziej, że sprzyjała temu bardzo dobrze przygotowana do gry murawa. Akcje były składne, gra płynna, ale niewiele z tego wynikało - dość powiedzieć, że jedynym celnym strzałem w pierwszych czterdziestu pięciu minutach było uderzenie Marcina Burkhardta bezpośrednio z rzutu wolnego, które efektownie wybronił Jasmin Burić. Warte odnotowania były też trzy udane pułapki ofsajdowe poznańskich obrońców  - za każdym razem dał się w nie złapać Tomasz Frankowski. Najlepszą okazję do zdobycia gola miał Tomasz Kupisz, który otrzymał precyzyjne dośrodkowanie od Laty - piłka minęła jednak bramkę Kolejorza. Żółtą kartką w pierwszej połowie za faul w środku pola ukarany został Manuel Arboleda i od tego czasu już do końca spotkania był wygwizdywany przez białostocką publiczność przy każdym kontakcie z piłką.

Po przerwie początkowo tempo gry nieco spadło, wzrosła za to temperatura na boisku. W pięćdziesiątej minucie mający już na swoim koncie żółtą kartkę Mladen Kascelan ostro sfaulował w pobliżu pola karnego Luisa Henriqueza - sędzia odgwizdał faul, ale nie zdecydował się sięgnąć po kolejną kartkę dla piłkarza Jagi, co wzbudziło protesty poznaniaków. Rzut wolny zaowocował dośrodkowaniem w pole karne, gdzie piłkę uderzył Arboleda - futbolówka minimalnie minęła słupek bramki Sandomierskiego. Trener Probierz widząc, co się święci postanowił zdjąć z boiska Kascelana i wprowadzić na nie Kamila Grosickiego, co okazało się strzałem w dziesiątkę. Grosicki nadał dynamiki atakom gospodarzy i to właśnie jego udaną i przebojową akcję wykończył celnym strzałem Frankowski. Jaga wyszła na prowadzenie, a Kolejorz rzucił się do odrabiania strat, co z kolei stworzyło Jagiellonii możliwość tworzenia kontrataków. Jeden z nich zakończył się faulem Arboledy na Grosickim, po którym sędzia pokazał Kolumbijczykowi drugą żółtą kartkę. Na nic zdały się protesty piłkarzy i sztabu szkoleniowego zespołu z Poznania zarzucające arbitrowi brak konsekwencji. Kolejorz kończył mecz w dziesiątkę, a gospodarze stwarzali sobie kolejne dogodne okazje. Najpierw strzał Alexisa wylądował na poprzeczce bramki Buricia, a później kapitalne dośrodkowanie Brazylijczyka precyzyjnym strzałem głową wykończył nie kto inny, jak Grosicki. Ze względu na sporo przerw w grze spowodowanych zamieszaniem po kontrowersyjnych decyzjach sędziego mecz potrwał pięć minut dłużej, ale jego wynik nie uległ już zmianie.

Jagiellonia zdobyła bardzo ważne trzy punkty i zrównała się punktami z prowadzącą w tabeli Polonią. Za dwa tygodnie Jaga zmierzy się z Wisłą Kraków i będzie mogła potwierdzić swoje wysokie aspiracje. Pierwszoplanową postacią niedzielnego meczu był Kamil Grosicki - wprowadzony w drugiej połowie zdążył zaliczyć asystę, sprokurować czerwoną kartkę Arboledy i sam wpisać się na listę strzelców. A Kolejorz? Przegrał w lidze po raz pierwszy od jedenastu miesięcy, po raz pierwszy od jedenastu miesięcy stracił też więcej niż jedną bramkę w meczu. Mistrz Polski po czterech meczach ma już pięć punktów straty do lidera i przed sobą niełatwe wyjazdowe mecze ze Śląskiem, Legią, Polonią Warszawa (najpewniej spotkanie ze względu na koncert Stinga zostanie przeniesione do stolicy) oraz GKSem Bełchatów. Dziś sytuacja Lecha w tabeli jest nieciekawa, ale po serii najbliższych spotkań może być jeszcze trudniejsza.

WYDARZENIA KOLEJKI

Polonia traci pierwsze punkty

Po trzech z rzędu wygranych przyszedł czas na pierwszą stratę punktów. Polonia Warszawa tylko zremisowała w Łodzi z Widzewem, choć prawdę mówiąc mając na uwadze przebieg gry słowo "tylko" jest tutaj nie do końca na miejscu. Bliżsi wygranej byli bowiem gospodarze, którzy w drugiej połowie dominowali na boisku i raz po raz stwarzali zagrożenie pod bramką Sebastiana Przyrowskiego. Widzewiakom zabrakło skuteczności i mecz zakończył się podziałem punktów. Zespół z Łodzi zakończył tym samym pierwszą, bardzo trudną z racji terminarza, część sezonu. W ciągu pierwszych czterech kolejek Widzew rywalizował  z Lechem, Koroną, Wisłą i Polonią, a jednak zdołał ugrać pięć oczek. Teraz przed podopiecznymi Andrzeja Kretka łatwiejsi rywale i o kolejne punkty teoretycznie powinno być lżej. "Czarne Koszule" z kolei pozostają jedyną obok Lecha Poznań niepokonaną drużyną w lidze i z dorobkiem dziesięciu punktów nadal zajmują pozycję lidera.

Śląski klasyk dla Górnika

Wybór na najciekawsze spotkanie kolejki mecz Jagiellonii z Lechem podyktowany był oczekiwaniami czysto sportowymi wobec obu jedenastek. Z marketingowego i kibicowskiego punktu widzenia niemniej ciekawie było w ten weekend w Zabrzu, gdzie zmierzyły się ze sobą dwa najbardziej utytułowane polskie kluby. Czternastokrotni mistrzowie kraju - Górnik Zabrze i Ruch Chorzów - stworzyli  dość przeciętne widowisko.  Dzięki bramce Mariusza Magiery w osiemdziesiątej drugiej minucie trzy punkty  pozostały w Zabrzu i przez najbliższe pół roku to fani Górnika mogą chodzić dumnie z podniesionymi głowami. Niebieskim pozostaje czekać na wiosenny rewanż, tym razem zapewne tradycyjnie już na Stadionie Śląskim i z udziałem kibiców obu drużyn.

Ciemność w Lubinie

Chciałoby się napisać, że kuriozalny i nietypowy przebieg miał mecz Zagłębia z Arką w Lubinie, ale przecież awaria oświetlenia to w Polsce nie pierwszyzna. W przerwie meczu, przy stanie 1:0 dla gospodarzy, miała miejsce awaria stadionowego oświetlenia i obiekt pogrążył się w ciemnościach. Przez chwilę istniało zagrożenie, że mecz zostanie dokończony kolejnego dnia, ale po pięćdziesięciu pięciu minutach awarię udało się usunąć i mecz został dokończony. Dłuższa przerwa wyraźnie przysłużyła się piłkarzom Arki, którzy niespodziewanie przejęli inicjatywę i dzięki pełnej zaangażowania grze byli bliscy doprowadzenia do wyrównania. Można sobie życzyć, by w każdym meczu ligowcy grali z taką ambicją. - o ile przyjemniej oglądałoby się wówczas ekstraklasę. Ostatecznie wynik nie uległ już zmianie: Zagłębie - Arka 1:0.

CZWARTA KOLEJKA W LICZBACH

Liczba goli: 12
Średnia goli na mecz: 1,5

Suma żółtych kartek: 21
Suma czerwonych kartek: 1

Suma podyktowanych karnych: 0
Suma wykorzystanych karnych: 0

Suma widzów: 70 600
Średnia widzów: 8800

ZOBACZ RÓWNIEŻ

piątek, 27 sierpnia 2010

Europejska jesień przy Bułgarskiej

Po zwycięstwie w Dniepropietrowsku i bezbramkowym remisie w Poznaniu Lech Poznań wyeliminował Dnipro i awansował do fazy grupowej Ligi Europejskiej. Kolejorz trzeci rok z rzędu osiągnął najlepszy wynik spośród polskich drużyn i choć w tym sezonie poznaniacy mierzyli w Ligę Mistrzów to nawet start w Lidze Europejskiej może przynieść klubowi i drużynie wymierne korzyści. Mecze  Lecha z Salzburgiem, Juventusem i Machesterem City będą ozdobą piłkarskiej jesieni na polskich boiskach.



Sezon 2008/2009 przyniósł Lechowi start w fazie grupowej Pucharu UEFA, rok później do awansu po dwumeczu z Brugge zabrakło skuteczności w serii rzutów karnych. Rywalizacja z Dnipro była więc dla Kolejorza trzecim podejściem do fazy grupowej i drugim udanym.

Podopieczni Jacka Zielińskiego w obu spotkaniach grali dość znacząco osłabieni, ale mimo to przechylili szalę zwycięstwa na swoją korzyść. Faworyzowane Dnipro nie znalazło ani razu recepty na dobrze zorganizowaną defensywę poznaniaków. Po wyjazdowej wygranej Lech w meczu przed własną publicznością nie szarżował i korzystny rezultat dowiózł do końca meczu.

Czy Lech Poznań będzie miał problemy w związku z awansem? Warto przypomnieć jesień 2008, gdzie mimo gry co trzy dni Kolejorz dobrze łączył grę w pucharach z ekstraklasą - kłopoty Lecha paradoksalnie zaczęły się wiosną, gdy drużyna z Poznania z Pucharu UEFA już odpadła. Niektórzy wskazują na wąską kadrę zespołu Zielińskiego, ale warto zwrócić uwagę, że w dwumeczu z Dnipro z różnych przyczyn nie mogło wystąpić pięciu podstawowych graczy Lecha, a mimo to drużyna na boisku potrafiła wywalczyć awans i posiadać na ławce rezerwowych kilku wciąż wartościowych zmienników. Pewne jest za to, że dodatkowe sześć spotkań w Lidze Europejskiej w połączeniu z rozgrywkami ekstraklasy będą dobrym testem przygotowania fizycznego poznańskiej drużyny.

Tak czy inaczej Kolejorz już wygrał. Sześć spotkań w Europie przyniesie klubowi dodatkowe zyski, trenerowi możliwość pierwszego w karierze poważnego startu na międzynarodowej arenie, a piłkarzom świetne warunki do rozwoju i promocji. Tak jak Puchar UEFA 2008/2009 wypromował na liderów zespołu Sławomira Peszkę i Roberta Lewandowskiego tak tegoroczny start może dać niezbędną pewność siebie Jackowi Kiełbowi i Artjomsowi Rudnevsowi.

czwartek, 19 sierpnia 2010

Kolejorz pozostaje w grze

Lech Poznań jest jedynym polskim klubem, który dotarł do czwartej rundy eliminacji europejskich pucharów. Poziom prezentowany przez piłkarzy Kolejorza w dotychczasowych meczach sprawiał, że mało kto brał poważnie zapowiedzi trenera Jacka Zielińskiego, że poznaniacy przyjeżdżają na Ukrainę nie na ścięcie, a po dobry rezultat. Po sensacyjnej wygranej 1:0 Kolejorz wraca do kraju z podniesioną głową i  z wiarą w awans do grupowej fazy Ligi Europejskiej.


Kluczowym momentem tego meczu była czwarta minuta gry. Manuel Arboleda strzałem głową zdobył gola po rzucie wolnym egzekwowanym przez Semira Stilicia. Lech wyszedł na prowadzenia, którego już nie oddał do końca meczu. W oczach kibiców stanęło pytanie - gdzie byłby dziś Lech, gdyby niemal identyczna piłka wpadła do siatki po strzale Arboledy w pierwszych minutach meczu ze Spartą Praga?

Lech przed meczem w Dniepropietrowsku stał na z góry przegranej pozycji. Nie dość, że w dotychczasowych siedmiu meczach tego sezonu odniósł tylko jedno zwycięstwo to na dodatek dziś z różnych powodów na boisku nie mogliśmy zobaczyć Seweryna Gancarczyka, Grzegorza Wojtkowiaka, Bartosza Bosackiego, Sławomira Peszki i Artjomsa Rudnevsa. Tak osłabiony Lech potrafił wywieźć korzystny rezultat z boiska faworyzowanego rywala i tym samym stoi przed ogromną szansą na drugi w historii klubu awans do fazy grupowej Ligi Europejskiej.

Gwoli ścisłości, trzeba odnotować intuicyjne interwencje Jasmina Buricia na początku drugiej połowy. Należy pamiętać, że w doliczonym czasie gry gospodarze trafiali w słupek i poprzeczkę. Ostatecznie jednak wygrana pozostała w rękach mistrza Polski i jest to najbardziej optymistyczna wieść jaka spotkała polskich kibiców w tej edycji europejskich pucharów.

Wygrana na wyjeździe 1:0 to niezwykle korzystny rezultat i spora przewaga przed rewanżową potyczką przy Bułgarskiej. Do ostatecznego rozstrzygnięcia pozostał tydzień, a po drodze lechici zmierzą się jeszcze w lidze z Cracovią. Siergiej Kriwiec po zremisowanym meczu z Arką Gdynia zapowiadał, że ten zespół potrzebuje jednego gola, jednego zwycięstwa by znów uwierzyć w siebie i zwyciężać w swoim stylu. Czy ukraińska wygrana jest pierwszym krokiem do odbudowy Kolejorza? Na odpowiedź przyjdzie nam czekać przynajmniej tydzień.

niedziela, 8 sierpnia 2010

Posumowanie pierwszej kolejki

 W weekend rozgrywki zainaugurowała polska ekstraklasa. Piłkarze wybiegli na boiska po trzech miesiącach przerwy, bez jednego tygodnia. Na ligowych stadionach nie zabrakło epizodów zarówno komediowych jak i dramatycznych. Po pierwszej serii spotkań na czele tabeli znajdują się GKS Bełchatów oraz Polonia Warszawa.

MECZ KOLEJKI


Widzew Łódź - Lech Poznań

Do najciekawiej zapowiadającego się spotkania doszło w Łodzi, gdzie Widzew Łódź podejmował Lecha Poznań. Kolejorz zamierzał się zrehabilitować po niepowodzeniach w europejskich pucharach, a Widzew chciał udanie wrócić do ligi po dwuletniej nieobecności. Przy okazji warto zauważyć, że łodzianie są bodaj jedyną drużyną na świecie, która dwa razy pod rząd wygrała rozgrywki zaplecza ekstraklasy - taka polska specyfika.

Stadion przy Alei Piłsudskiego zapełnił się do ostatniego miejsca, a transmisję telewizyjną poza Canal + przeprowadziła również TVP. Sam mecz niestety rozczarował, toczony był w wolnym tempie, a piłkarze raz po raz fatalnie kiksowali. Jednak kibiców obu drużyn mecz z pewnością trzymał w napięciu. Postronny obserwator miałby poważne problemy z rozpoznaniem, który zespół jest mistrzem tego kraju, a który beniaminkiem. Remis wydaje się sprawiedliwie odzwierciedlać wydarzenia na boisku.

Lech Poznań za sprawą debiutującego Rudnevsa przełamał czarną serię minut bez gola, ale na zwycięstwo wciąż jeszcze musi poczekać. Swoje pięć minut miał w tym spotkaniu również sędzia, pan Mirosław Górecki. Najpierw sugerując się oceną sędziego liniowego dwukrotnie gwizdnął absurdalną pozycję spaloną przy krótkim rozegraniu rzutu rożnego przez poznaniaków - obrońca Widzewa stał tuż przy słupku, wobec czego o żadnym spalonym nie mogło być mowy. Poważny błąd sędzia popełnił także nie dyktując rzutu karnego dla Widzewa po faulu Seweryna Gancarczyka na Adrianie Budce. Wyrównanie wyniku meczu przyniosła 77 minuta, gdy wybijana przez Grzegorza Wojtkowiaka piłka spadła wprost pod nogi Darvydasa Sernasa. Strzał Litwina okazał się zbyt trudny do obrony dla Jasmina Buricia, który tego dnia stał między słupkami poznańskiej bramki.

W meczu przeżyliśmy również dramatyczny moment. W 61 minucie doszło do starcia w polu karnym między Ugokuchwu Ukahem a Bartoszem Bosackim. Obaj piłkarze zderzyli się głowami, a kapitan Kolejorza upadając z całym impetem uderzył głową o murawę tracąc przytomność. Bosacki został przewieziony karetką do łódzkiego szpitala, gdzie pozostawiono go do poniedziałku na obserwacji. Zobacz na youtube!

WYDARZENIA KOLEJKI

Przesunięta inauguracja

Inauguracja nowego sezonu polskiej ekstraklasy wypadła na mecz GKS Bełchatów - Polonia Bytom. Spotkanie miało rozpocząć się o godzinie 17.45, a sędziować je miał pan Tomasz Musiał. Awaria samochodu krakowskiego arbitra sprawiła, że w trybie nagłym do Bełchatowa ściągnięty został pan Paweł Pskit z Łodzi. W związku z całą tą sytuacją inauguracja nowego sezonu przesunęła się o kwadrans. Złe dobrego początki?

Nowi snajperzy już strzelają

Już w pierwszej kolejce kilku napastników udowodniło prezesom i trenerom swoich nowych drużyn, że ich sprowadzenie może być strzałem w dziesiątkę. 22 letni Artjoms Rudnevs zdobył w swoim debiucie w barwach Lecha bardzo ważną, bo pierwszą po ponad czterystu minutach bez gola, bramkę. Bramki w swoich nowych klubach strzelili również napastnicy, którzy w ubiegłych rozgrywkach siali postrach w barwach Ruchu Chorzów. Tylko siedemnastu minut gry potrzebował Artur Sobiech, by golem rozpocząć spłacanie miliona euro, które wydał na jego transfer właściciel Polonii Warszawa. Trafieniem dla Korony Kielce w swoim pierwszym oficjalnym występie w jej barwach popisał się również Andrzej Niedzielan.

Śląskie kłopoty

Już tylko trzy śląskie kluby pozostały w ekstraklasie. Żadnemu z nich nie tylko nie udało się wygrać w pierwszej kolejce, ale choćby zdobyć bramki. Polonia Bytom wskazywana jest jako jeden z głównych kandydatów do spadku i w Bełchatowie zrobiła niewiele, by spróbować wyprowadzić obserwatorów z błędu. Wracający do ekstraklasy po rocznej przerwie Górnik Zabrze uległ na własnym boisku 0:2 Polonii Warszawa. Najlepszy wynik zanotował będący rewelacją poprzednich rozgrywek Ruch Chorzów. Niebiescy, którzy w letniej przerwie stracili kilku piłkarzy stanowiących do tej pory ważne ogniwo zespołu, po słabym i nudnym meczu zremisowali bezbramkowo z Lechią w Gdańsku.


PIERWSZA KOLEJKA W LICZBACH

Liczba goli: 9
Średnia goli na mecz: 1,28

Suma żółtych kartek:  24
Suma czerwonych kartek: 1

Suma podyktowanych rzutów karnych: 0
Suma wykorzystanych rzutów karnych: -


Suma widzów: 48 400
Średnia widzów: 6 900

piątek, 6 sierpnia 2010

Mistrzowskie aspiracje

Sezon 2010/2011 polskiej ekstraklasy rozpocznie się meczem między GKSem Bełchatów a Polonią Bytom. W dniu startu nowego sezonu Ekstraklasy proponuję przyjrzeć się bliżej tym, którzy głośno mówią o apetycie na tytuł Mistrza Polski 2011. Oprócz Legii Warszawa oraz Wisły Kraków, które tradycyjnie rywalizują o krajowy prymat, przyjrzymy się też drużynie aktualnego mistrza, Lecha Poznań oraz najczęściej typowanej na czarnego konia rozgrywek Polonii Warszawa.

LECH POZNAŃ

Transfery

Tuż po zdobyciu mistrzowskiego tytułu zarząd Lecha zadeklarował chęć sprowadzenia do stolicy Wielkopolski trzech – czterech zawodników, którzy z miejsca mogliby stać się wzmocnieniami zespołu. Trener Jacek Zieliński miał pełną kadrą dysponować już w czasie austriackiego zgrupowania, gdzie nowi gracze mieli zgrywać się z drużyną. Ostatecznie do Austrii z Kolejorzem pojechał tylko Jacek Kiełb, którego sprowadzenie należy oceniać raczej w kategoriach sprowadzenia zdolnego zawodnika, który będzie mógł w przyszłości stanowić o sile zespołu niż jako deklarowane przez zarząd poważne wzmocnienie. Wcześniej Lecha opuścił najlepszy ligowy piłkarz ubiegłego sezonu, Robert Lewandowski i stało się jasne, że poznaniacy wzmocnień potrzebują przede wszystkim z przodu. Ostatecznie w Poznaniu wylądował Artur Wichniarek, Joel Tshibamba oraz Artjoms Rudnevs, którzy powinni stanowić całkiem mocny punkt Kolejorza w lidze. Cele postawione przed Lechem wybiegały jednak poza krajowe podwórka, a tempo przeprowadzenia transferów napastników przyczyniło się w pewnym stopniu do niepowodzenia operacji „Liga Mistrzów”.

Sparingi

Kolejorz dobierał sparingpartnerów pod kątem walki o Ligę Mistrzów i trzeba przyznać, że zrobił to całkiem nieźle. Rosenborg Trondheim, Slovan Bratysława, Partizan Belgrad, Dinamo Zagrzeb i Slavia Praga to zestaw, którego może Lechowi pozazdrościć większość drużyn. Bilans tych spotkań to jedno zwycięstwo, dwa remisy i dwie porażki, ale na tym etapie to nie wyniki były najważniejsze. Bardziej niepokojące, że już wtedy rozpoczęły się problemy ze zdobywaniem bramek – ledwie trzy zdobyte gole, ani razu dwa w jednym spotkaniu.

Największy atut

Wydaje się, że największym atutem Lecha Poznań w nowym sezonie będzie siła indywidualności. Tacy zawodnicy jak Sławomir Peszko, Siergiej Kriwiec czy Semir Stilic z pewnością nie zapomnieli jak się gra w piłkę. W polskiej lidze udowadniali już, że stać ich na to, by jednym zagraniem odwrócić losy meczu. Umiejętność ta jest szczególnie przydatna w sytuacji, gdy liga staje się coraz bardziej wyrównana. Można się spodziewać również, że sporo bramek nastrzela napastnik, który wygra rywalizację o miejsce w składzie. Niewątpliwie każdego z nich stać na zdobycie nawet kilkunastu trafień w sezonie.

Największa trudność

Kłopotem Kolejorza może być gęsta atmosfera wokół klubu po niepowodzeniu w walce o Ligę Mistrzów. Jeśli drużyna nie wystartuje mocno może być jej trudno nadrobić początkowe straty, tym bardziej że otwierający stadion przy Bułgarskiej koncert Stinga spowodował, że aż pięć kolejnych spotkań Lech będzie grał na wyjeździe (kolejki 4-8). Z drugiej strony, wiosną Kolejorz pięć razy z rzędu zagra u siebie, co może ułatwić powtórkę tegorocznego scenariusza, gdy Lech gonił Wisłę z ostatecznie dobrym skutkiem.

LEGIA WARSZAWA

Transfery

Zarząd Legii Warszawa nowy sezon reklamuje hasłem „Nowa Legia”. Rzeczywiście, nowości w tym sezonie przy Łazienkowskiej nie zabraknie. Nowy szkoleniowiec, Maciej Skorża będzie miał do dyspozycji nowych zawodników, wśród nich będzie bramkarz Marijan Antolovic, obrońca Srda Knezevic, pomocnicy Ivica Vrdoljak, Alejandro Cabral i Manu oraz napastnik Bruno Mezenga. Wzmocnienia sprawiają wrażenie przemyślanych ruchów. W porównaniu z ubiegłym sezonem Legię opuściło też kilku zawodników, którzy nie spełniali oczekiwań. Najpoważniejszym osłabieniem stołecznego klubu jest odejście słowackiego bramkarza Jana Muchy, który nieraz ratował legionistów przed utratą gola i uchodził za najlepszego bramkarza polskiej ligi.

Sparingi

Podczas zgrupowania we Francji Legia grała mecze sparingowe z zespołami francuskiej ekstraklasy. Rywalami podopiecznych Macieja Skorży były zespoły Bordeaux (1:4), PSG (2:2), Rennes (0:1) oraz Lorient (1:0). Cały cykl przygotowań do sezonu zwieńczy otwierający nowy stadion mecz towarzyski z londyńskim Arsenalem, ze względu na który Legia przełożyła swój pierwszy ligowy mecz w sezonie.

Największy atut

Reklamowana przez ITI nowa Legia to Legia z ambitnym trenerem, który już w Krakowie udowodnił, że potrafi przejmować zespoły znajdujące się w trudnej sytuacji, ale posiadające niemały potencjał. Solidne transfery mogą zaowocować narodzinami nowych gwiazd ligowego formatu. Legia po fatalnym ubiegłym sezonie nie jest uwikłana w rozgrywki europejskie i wszystkie siły poświęciła przygotowywaniu formy na ekstraklasę.

Niebagatelnym atutem Legii Warszawa jest osiągnięcie porozumienia między Stowarzyszeniem Kibiców Legii Warszawa a klubem. Powracający na stadion po kilku latach doping może sprawić, że Łazienkowska na powrót może stać się trudną do zdobycia twierdzą, a z tym w minionym sezonie bywało różnie.

Największa trudność

Legia rokrocznie uchodzi za jednego z faworyta rozgrywek, choć stosunkowo rzadko zostaje ostatecznym zwycięzcą. W tym sezonie problemem Legii może być zgranie nowej drużyny, której zawodnicy posiadają spory potencjał, ale nie są jeszcze na boisku monolitem. Sporym znakiem zapytania pozostaje obsada bramki, z której legioniści zawsze słynęli. Po Radostinie Stanewie, Arturze Borucu, Łukaszu Fabiańskim i Janie Musze miejsce między słupkami zajmie młody Chorwat, Marijan Antolovic, który nie ustrzegł się błędów w spotkaniach sparingowych.

POLONIA WARSZAWA

Transfery

Polonia Warszawa, która zeszłego sezonu nie może zaliczyć do udanych, została okrzyknięta królem letniego polowania. Właściciel klubu, Józef Wojciechowski nie szczędził grosza na nowych piłkarzy, ale w zamian oczekuje wymiernych efektów – w postaci zdobycia mistrzostwa Polski. Na Konwiktorską trafił mocny zaciąg z Bełchatowa – Dariusz Pietrasiak, Jakub Tosik oraz Patryk Rachwał. Drugą linię wzmocnił także Brazylijczyk Bruno z Jagiellonii Białystok. Prawdziwym hitem letniego okienka transferowego było sprowadzenie do zespołu „Czarnych Koszul” byłego reprezentanta Polski, Ebiego Smolarka. Polonia okienko transferowe zakończyła kolejnym mocnym uderzeniem – prezes Wojciechowski sprowadził z Ruchu Chorzów Artura Sobiecha za okrągły milion euro. Listę nowych nabytków uzupełnia bramkarz Arkadiusz Onyszko, z którego jednak warszawski klub nie będzie miał pożytku. U bramkarza już po podpisaniu kontraktu wykryto chorobę nerek.

Sparingi

Polonia Warszawa w meczach sparingowych grała ze zmiennym szczęściem. Spotkania z Eskisehirsporem Kulubu, Maccabi Petah Tikva, Ujpestem, Konyasporem Kulubu oraz Paksi FC przyniosły bilans dwóch zwycięstw, dwóch remisów i jednej porażki. Warto zwrócić uwagę na dobrą skuteczność Daniela Gołębiewskiego, który nawet wobec znacznych wzmocnień formacji ofensywnej powinien stanowić mocny punkt „Czarnych Koszul”.

Największy atut

Doszukując się mocnych punktów Polonii Warszawa trzeba zwrócić uwagę na duży potencjał ofensywny. Ebi Smolarek i Artur Sobiech to zawodnicy, którzy mogliby stworzyć duet napastników w praktycznie każdym zespole naszej ligi. Choć wobec licznych zmian kadrowych trudno ocenić jak szybko nowy zespół zaskoczy. Mocną stroną „Czarnych Koszul” jest też osoba dyrektora sportowego, Pawła Janasa. Wróbelki już ćwierkają, że tylko kwestią czasu jest, kiedy ten doświadczony trener zajmie miejsce Jose Marii Bakero.

Największa trudność

Kłopotem Polonii od lat jest słaba infrastruktura oraz kiepska organizacja klubu. Odkąd stery nad klubem przejął Józef Wojciechowski dochodzi do tego brak poczucia stabilności. Polonia jest w dużym stopniu uzależniona od kaprysów właściciela. Jose Maria Bakero, szkoleniowiec „Czarnych Koszul” do tej pory nie dał się poznać polskim kibicom jako dobry trener. Znając niecierpliwość Wojciechowskiego najbliższe dwa miesiące mogą być ku temu ostatnią okazją. Trenerski problem może się przekuć w atut, jeśli dojdzie do wielce prawdopodobnej wymiany Bakero na Janasa. Jeśli Legia, Lech i Wisła będą w tym sezonie gubić punkty w sposób równie niefrasobliwy co w zeszłych rozgrywkach, szans Polonii nie można zbyt szybko przekreślać. Choć obiektywnie oceniając sukcesem warszawskiego zespołu będzie już miejsce w czołowej trójce, a mistrzowskie ambicje Wojciechowskiego trzeba odłożyć na później.

WISŁA KRAKÓW

Transfery

Wisła Kraków dokonała w letniej przerwie licznych przemeblowań kadrowych. Na skutek tych działań „Biała Gwiazda” dysponuje szerokim polem wyboru w formacji ofensywnej, ale znacznie na jakości straciła obrona. Najpoważniejszym ubytkiem krakowskiego klubu jest strata pary stoperów – Arkadiusz Głowacki przeniósł się do Turcji, a Brazylijczyk Marcelo do PSV Eindhoven. Podstawowy prawy obrońca, Pablo Alvarez wrócił do Włoch. Po stronie zysków można znaleźć bramkarza Milana Jovanicia, który ma wreszcie zakończyć kilkuletnie kłopoty z obsadą tej pozycji. Wśród nowych obrońców jest Gordan Bunoza, wobec którego są niemałe oczekiwania. Poza tym do defensywy Wisły dołączył Mateusz Kowalski z Piasta Gliwice oraz Słowak Erik Cikos. Dragan Paljic, Andres Rios i Maciej Żurawski to nowe twarze formacji ofensywnej. Ich obecność wprowadzi do drużyny rywalizację o miejsce w składzie, która w zamierzeniu ma wyjść na dobre dotychczasowym pewniakom. Listę nowych twarzy uzupełnia środkowy pomocnik Cezary Wilk z Korony Kielce.

Sparingi

Wisła Kraków przygotowywała się do sezonu opierając się w dużym stopniu na grze w europejskich pucharach. Jedynym markowym rywalem krakowskiego klubu był niemiecki Hannover 96, który pokonał v-ce mistrza Polski 4:2. Wisła ma na koncie również zwycięstwo 3:1 z KSZO Ostrowiec oraz remis 3:3 z Kolejarzem Stróże.

Największy atut

Atutem Wisły w nowym sezonie ma być szeroka kadra. Dzięki temu pod Wawelem chcą uniknąć sytuacji, w której kontuzja jednego czy dwóch piłkarzy znacząco wpłynie na obniżenie poziomu gry. Niezaprzeczalnym plusem jest też mentalność zwycięzcy piłkarzy z Krakowa., która na polskim podwórku często jest przekuwana w trzy punkty. Nieudany start w pucharach niekoniecznie musi się przekuć na złą grę w lidze, co udowodniła runda jesienna zeszłego sezonu. Wiele wskazuje na to, że najmocniejszym "wzmocnieniem" Wisły będzie powrót na stanowisko prezesa klubu Bogdana Basałaja, choć na skutki jego działań trzeba będzie poczekać, być może dłużej niż jeden sezon.

Największa trudność

Lista kłopotów „Białej Gwiazdy” przed tym sezonem jest długa. Wisła po raz kolejny w kompromitujący sposób pożegnała się z europejskiego pucharami. W przededniu startu ligowych rozgrywek pracę stracił trener Henryk Kasperczak. Przedłuża się powrót piłkarzy na stadion przy Reymonta, a gra na Suchych Stawach wyraźnie Wiśle nie służy. Teoretyczny atut, jakim ma być szeroka kadra, może łatwo zmienić się w problem. Kadra Wisły budowana była pod kątem łączenia startów w Europie z rozgrywkami ligowymi. W sytuacji, gdy pozostaje tylko gra w kraju zdrowa rywalizacja o miejsce w składzie może przerodzić się w niezdrową atmosferę wewnątrz drużyny.

niedziela, 1 sierpnia 2010

Pierwszy skalp dla Jagi


Jagiellonia Białystok w płockim meczu o Superpuchar 2010 pokonała drużynę mistrza Polski, Lecha Poznań. Spotkanie oficjalnie zainaugurowało kolejny piłkarski sezon w Polsce. Miejmy jednak nadzieję, że nie będzie to zwiastun tego, co czeka kibiców przez najbliższe miesiące. Piłkarze bowiem zagrali w sposób, który sprawozdawcy sportowi lubią komentować utartym sloganem: "nie forsują tempa". Delikatnie mówiąc.


Zgodnie z przewidywaniami obaj trenerzy zdecydowali się na wystawienie dość eksperymentalnych jedenastek. Trener Michał Probierz desygnował do gry w pierwszym składzie sześciu piłkarzy, którzy rozpoczęli czwartkowy mecz eliminacji Ligi Europejskiej z Arisem Saloniki. Jeszcze dalej posunął się Jacek Zieliński, który w wyjściowym składzie z praskiej jedenastki pozostawił tylko Bartosza Bosackiego, Sławomira Peszkę oraz Siergieja Kriwca. I to właśnie Białorusin należał do najaktywniejszych zawodników pierwszej połowy. Choć przez pierwsze pół godziny gry optyczną przewagę posiadał zespół z Białegostoku to najlepszą okazją tego fragmentu meczu pozostawała niewykorzystana szansa Jakuba Wilka z czwartej minuty. Ostatnia część pierwszych czterdziestu pięciu minut należała bezsprzecznie do Kolejorza, ale jego piłkarze mimo kilku dogodnych sytuacji nie potrafili udokumentować tego zdobyciem gola.

O drugiej połowie właściwie należałoby zapomnieć, gdyby nie sytuacja z osiemdziesiątej trzeciej minuty meczu. Piłkę w pole karne Lecha wrzucił Jarosław Lato, a strzałem głową prosto do siatki skierował ją najlepszy strzelec spośród wciąż występujących na boiskach ekstraklasy piłkarzy - Tomasz Frankowski. Trzeba jednak przyznać, że piłkarze Lecha specjalnie nie przeszkadzali Frankowi w wykonaniu zadania. Napastnik Jagi pozostał w polu karnym zupełnie bez opieki, a lepiej mógł się zachować również stojący tego dnia w bramce Kolejorza Jasmin Buric. Trener Zieliński z pewnością będzie miał o czym rozmawiać po tym meczu z defensorami. Od tego momentu Lech, który wcześniej sprawiał wrażenie czekającego na rzuty karne, starał się doprowadzić do wyrównania. Najlepszą okazję ku temu miał w ostatniej minucie meczu Joel Tshibamba, jednak po przelobowaniu pewnie do tego momentu interweniującego Grzegorza Sandomiereskiego nie potrafił skierować piłki do bramki.

Z kronikarskiego obowiązku należy odnotować, że Lech Poznań zmarnował szansę na samodzielne przywództwo pod względem liczby zwycięstw w meczach o Superpuchar. Nadal z czterema triumfami na koncie dzieli pierwszą pozycję z Legią Warszawa. Zamiast tego Jagiellonia Białystok została trzynastym klubem, który sięgnął po to trofeum.

Przy okazji płockiego spotkania zadebiutowała nowa oficjalna piłka ekstraklasy. Choć oficjalna prezentacja tej futbolówki nastąpi dopiero we wtorek to już docierają sygnały, że piłkarze są z niej zadowoleni. Wiadomo, naszym ligowcom piłka nigdy nie przeszkadzała w grze!

Mecz o Superpuchar sędziowała trójka arbitrów z Arabii Saudyjskiej. Sędziowie spisali się dobrze, nie popełnili żadnych rażących błędów ani nie przeszkadzali piłkarzom na boisku. Mimo, że akurat ten mecz nie należał do najtrudniejszych do prowadzenia to mając w pamięci zeszłosezonowe popisy polskich panów z gwizdkiem obawiam się, że jeszcze za Arabami zatęsknimy.