Cytat tygodnia

CYTAT TYGODNIA:
To dla nas zimny prysznic, ale może lepiej przegrać raz 0:5 niż pięć razy po 0:1.
Marek Saganowski, napastnik ŁKS Łódź po meczu ŁKS - Lech (0:5)
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Liga Europejska. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Liga Europejska. Pokaż wszystkie posty

piątek, 17 grudnia 2010

Kolejorz znów zwycięski!

Tuż po losowaniu fazy grupowej Ligi Europejskiej pewne było, że mecze Lecha Poznań w tych rozgrywkach będą ozdobą jesiennej rywalizacji na polskich boiskach. Niewątpliwie tak właśnie było. Dziś można powiedzieć więcej. Można zaryzykować tezę, że Mistrz Polski jest rewelacją obecnej edycji młodszej i uboższej siostry Ligi Mistrzów. Wczoraj Lech wygrał, choć wygrać już nie musiał. Udowodnił, że wcześniejsze wyniki nie były dziełem przypadku i potwierdził, że odpowiednio zmobilizowany jest w stanie osiągnąć naprawdę imponujące rezultaty.

Po emocjonujących meczach z Juventusem Turyn, po zwycięstwie nad milionerami z Manchesteru rywalizacja z Salzburgiem nie jawi się szczególnie atrakcyjne. Stąd też obawa, że dwie wygrane nad Mistrzem Austrii mogą nie zostać należycie docenione. A to przecież szalenie wartościowe wyniki, które nie przytrafiają się polskim zespołom często. 

W czwartek Lech ponownie miał sporo szczęścia, które w tej edycji Ligi Europejskiej zdecydowanie mu sprzyja. Nie czyńmy z tego zarzutu, szczęście to niezbędny element w sporcie, szczególnie w sytuacji, gdy do rywalizacji podchodzi się z pozycji Dawida, nie Goliata. Za trzy godziny poznamy kolejnego rywala poznaniaków w europejskiej rywalizacji. Wśród potencjalnych przeciwników są renomowane zespoły klasy Liverpoolu czy Ajaxu Amsterdam. Są też szczególnie niewdzięczne zespoły ze wschodu Europy, z którymi rywalizacja nie przysparza należytego zainteresowania i boomu, a które pod względem sportowym z pewnością nie ustępują już ekipom z zachodu. Tym bardziej jeśli weźmiemy pod uwagę motywację do gry w tych rozgrywkach.

Lech Poznań po raz drugi w ciągu trzech sezonów będzie polskim jedynakiem w wiosennych grach europejskich. To już 1/16 finału. Na tym etapie próżno szukać rywali słabych, z pewnością znajdą się jednak tacy, z którymi szansę na zwycięskie wyjście z walki są większe. Niech to szczęście znów będzie przy Kolejorzu!

Tymczasem zapraszam do obejrzenia robiącego furorę na Youtube filmiku przedstawiającego drogę Lecha Poznań przez fazę grupową Ligi Europejskiej.

czwartek, 2 grudnia 2010

Awans Lecha Poznań!

Gdy rozlosowano grupy Ligi Europejskiej za wariata można byłoby uznać za wariata tego, kto powiedziałby, że Mistrz Polski wywalczy sobie awans już po piątej kolejce. Mało, z uśmiechem politowania spoglądano na tego, kto wierzyłby w awans w ogóle. Lech Poznań był na zakręcie, z którego prawdę mówiąc jeszcze nie wyszedł co pokazuje ligowa tabela. Juventus Turyn, Manchester City, Salzburg mieli skutecznie europejskie aspiracje wybić poznaniakom z głowy. Nic z tego. To piłkarze Kolejorza postarali się, by nazwę Lech Poznań fani wyżej wymienionych drużyn zapamiętali na długo!

Po sensacyjnym remisie w Turynie oraz zwycięstwach przed własną publicznością nad Salzburgiem i Manchesterem City przed Lechem Poznań otworzyła się ogromna szansa - wszystko wskazywało na to, że awans do dalszej fazy rozgrywek zapewni nawet remis z Juventusem, byle niższy niż 3:3.

Lech tego dnia nie miał jednak zamiaru grać na remis, walczył o pełną pulę wiedząc zapewne jak może skończyć się kunktatorstwo. Wynik spotkania otworzył, a jakże Artjoms Rudnevs! To nazwisko zostanie w pamięci bramkarza Juve na pewno - w obu spotkaniach poznaniaków ze Starą Damą to właśnie Łotysz strzelił wszystkie cztery gole dla Lecha! Od tego momentu poznaniacy grali z dużo większym spokojem, choć oddać trzeba Juventusowi, że potrafił sobie stworzyć świetne okazje do zmiany rezultatu - Mistrzowi Polski tego dnia wyraźnie sprzyjało szczęście, tak przecież potrzebne w podobnych okolicznościach. Wynik do przerwy nie uległ już zmianie, a to co mogliśmy zaobserwować w drugiej połowie z piłką nożną wspólnego miało mało i z każdą kolejną minutą coraz mniej.

To trzaskającego mrozu dołączył coraz obficiej padający śnieg. Piłkarze i sztab włoskiego klubu domagali się od sędziego przerwania spotkania, ale prowadzący to spotkanie Hiszpan Fernando Teixeira Vitienes uparcie potwierdzał, że warunki pozwalają na granie w piłkę. Linie w ekspresowym tempie oznaczono kolorem różowym, piłkę wymieniono na pomarańczową i spotkanie toczyło się dalej. Toczyło się to właściwe słowo - w takich okolicznościach przyrody szalenie trudno o efektowną, techniczną grę. Determinacja i wola walki poznaniaków skutecznie powstrzymywała napór Juventusu. Do czasu. W osiemdziesiątej czwartej minucie wyrównał Vincenzo Iaquinta i jasne stało się, że emocje jeszcze się nie skończyły. Istotnie, pod poznańską bramką zakotłowało się jeszcze w dziewięćdziesiątej minucie gry, ale na posterunku był Krzysztof Kotorowski. 1:1, co przy równoległym zwycięstwie Manchesteru City nad Salzburgiem dało Lechowi Poznań awans do 1/16 finału Ligi Europejskiej!

Takie wyniki jak 3:3 i 1:1 z Juventusem, zwycięstwo nad Mistrzem Austrii, wreszcie pokonanie Manchesteru City to wydarzenia niewątpliwie historyczne, które na trwałe zapiszą się w pamięci wielkopolskich kibiców. Warunki, w jakich przyszło walczyć o ten awans z Juventusem dodają całej historii jeszcze większej wyjątkowości. Co dalej? Pozostał jeszcze mecz o pietruszkę w Salzburgu i oczekiwanie na losowanie. Warto zauważyć, że dzięki tak dobrym wynikom Kolejorz wydatnie poprawił swój klubowy współczynnik w rankingu UEFA i na tle pozostałych polskich zespołów wygląda niczym gigant. By korzystać z przywilejów tej sytuacji, a więc rozstawień w kolejnych rundach, trzeba jednak dostać się na europejskie salony również i w przyszłym sezonie. Panowie, nie spieprzcie tego!

wtorek, 30 listopada 2010

Z Juventusem o awans!

Juventus Turyn to zdecydowanie najbardziej renomowany klub, z którym Lechowi Poznań przyszło mierzyć się w minionej dekadzie. To jeden z tych klubów, o których napisano i powiedziano już wszystko. Jedna z tych ekip, których przedstawiać nie trzeba.  Już jutro mecz między Kolejorzem a słynną Starą Damą!



Z oceną rundy jesiennej w wykonaniu Lecha Poznań jest olbrzymi problem. Z jednej strony wielkie rozczarowanie spowodowane najpierw brakiem awansu do Ligi Mistrzów, a później fatalnymi wynikami w lidze. Z drugiej kapitalna gra w rozgrywkach Ligi Europejskiej i pozycja lidera po czterech kolejkach spotkań.  Na jesiennego Lecha można marudzić, kręcić nosem, wytknćć niejeden słabszy moment. Ale jutro o 21.05 to wszystko będzie nieważne. Ważne będzie tylko tu i teraz - bój z Juventusem, którego stawką jest awans z piekielnie trudnej grupy A Ligi Europejskiej.

Piłkarze i sztab Starej Damy przybyli do Poznania w dzisiejsze południe. Stolica Wielkopolski powitała ich mroźną pogodą. Jutro w porze meczu ma być jeszcze zimniej. Nie martwi to Simone Pepe, który grał już w Poznaniu w barwach Udinese. W prasowym wywiadzie wspominał, że tamten mecz także rozgrywany był zimą, a mimo to włoski zespół w pewnym momencie prowadził już 2:0 (ostatecznie mecz zakończył się remisem 2:2). Z resztą, nie ma co ukrywać - Turyn to nie Sycylia, piłkarzy z Piemontu mróz z pewnością nie zetnie z nóg.

Dotychczasowe cztery remisy w meczach pucharowych jasno określają cel Włochów na środowy mecz - Juventus w Poznaniu musi wygrać. Po pierwszym spotkaniu w Turynie z pewnością nie zlekceważy już drużyny Mistrza Polski. Lech pokazał, że w europejskich pucharach poczyna sobie bez zbędnych kompleksów i przed własną publicznością jest w stanie dokonać nawet niemożliwego. Czy jutro potwierdzi to raz jeszcze? Mecze z takimi drużynami jak Juventus to jest to, co wspomina się nawet po wielu latach. Jutrzejszy mecz ma dla poznaniaków wyjątkową stawkę - zwycięstwo lub remis niższy niż 3:3 niemal na pewno da awans do kolejnej rundy rozgrywek i to jeszcze przed zakończeniem grupowej rywalizacji. Złośliwi wskazują, że polskie drużyny zawsze przegrywają, gdy wystarczy zremisować. Tyle, że Lech nieraz już pokazał, że gra w tej edycji zupełnie nie po polsku...
Początek spotkania na stadionie przy ulicy Bułgarskiej w Poznaniu jutro o godzinie 21.05. Transmisja tv w TV 4. Sędzią głównym spotkania będzie Hiszpan Fernando Teixeira Vitienes.

środa, 3 listopada 2010

Kolejorz na Manchester City bez Zielińskiego!

Awans do ćwierćfinału Pucharu Polski oraz efektowna wygraną z Wisłą Kraków nie uratowały trenera Jacka Zielińskiego. Dziś klub wydał oficjalny komunikat, w którym potwierdził, że nowym trenerem Lecha Poznań został Jose Maria Bakero. 

Dziwić musi moment, w którym zdecydowano się na ten ruch. Wszystko wskazuje na to, że decyzja de facto zapadła już po przegranym meczu w Zabrzu. Bo skoro losu Zielińskiego nie zmieniły dwie wygrane po 4:1 to co mogło to zrobić? Jacek Rutkowski często podkreślał, że jest wrogiem zmian na stanowisku trenera w trakcie trwania rundy. Tym bardziej zdumiewa, że informacja o zatrudnieniu nowego trenera podana została na trzydzieści jeden godzin przed ważnym meczem w Lidze Europejskiej z Ligi Europejskiej. 

Sama kandydatura Bakero na trenera Lecha wzbudziła w Poznaniu sporo kontrowersji. Już podczas ligowego meczu z Wisłą kibice głośno dali wyraz temu, co myślą o takiej roszadzie. "Chcemy trenera, a nie żadnego Bakera!" skandowały trybuny stadionu przy Bułgarskiej. Przyznać trzeba, że dawno żaden trener nie miał w Poznaniu tak trudnego startu jak tym razem Hiszpan.

Już jutro mecz Ligi Europejskiej z Manchesterem City, który obejrzy komplet widzów. Bilety, z których najdroższe były po 170 zł, rozeszły się w niecałe trzy godziny. To oznacza, że dzięki samej sprzedaży biletów dochód klubu wyniósł pięć milionów złotych - czyli połowę całorocznego budżetu Polonii Bytom. Dla kibiców ważniejszy od finansowego jest jednak aspekt sportowy. Pierwszy mecz w Manchesterze pokazał, że obie drużyny dzieli wiele - mocno rezerwowy skład angielskiego klubu bez większych problemów ograł mistrza Polski. Od tego czasu The Citizens zanotowali jednak dwie porażki w lidze (z Arsenalem i Wolverhampton), a brytyjskie media donoszą o coraz bardziej trudnej atmosferze w szatni drużyny Manciniego. Czy Kolejorz z Bakero na pokładzie będzie w stanie sprawić sensację? 

Początek meczu jutro o godzinie 19, transmisja w TV 4.




niedziela, 24 października 2010

Półmetek grupowej rywalizacji w Lidze Europejskiej

W miniony czwartek Lech Poznań meczem w Manchesterze zakończył pierwszą rundę gier w fazie grupowej Ligi Europejskiej. Sensacji nie było, Mistrz Polski uległ dość łatwo eksperymentalnie zestawionemu rywalowi 1:3. Zdziwienia być nie może, gdy przyjrzymy się temu, kto tego wieczora rozdawał karty - bohaterem został Emmanuel Adebayor, świetne zawody rozgrywał świeżo upieczony mistrz świata David Silva, a w środku pola dominowali v-ce mistrz globu Nigel De Jong oraz Patrick Vieira, który ma za sobą sto siedem gier w reprezentacji Francji.

Pieniądze w piłkę nie grają, ale pewnych różnic zatrzeć się nie da. Lech z Manchesterem najprawdopodobniej przegrałby dziewięć spotkań na dziesięć i teraz cała nadzieja w tym, by ten dziesiąty mecz przytrafił się za niecałe dwa tygodnie w Poznaniu. W czwartkowym meczu Kolejorz potwierdził to, co się o nim w tym sezonie mówi. A mówi się, że Lech ma problem z powtarzalnością. Gdy w pierwszej połowie gra dobrze można niemal w ciemno założyć, że po przerwie będzie katastrofa. I vice versa. Na City of Manchester Stadium podopieczni Jacka Zielińskiego zaczęli źle i już po dwudziestu pięciu minutach było 2:0 dla gospodarzy. Po przerwie akcje poznaniaków zaczęły być wreszcie składne, piłka krążyła między zawodnikami a nie była tylko wykopywana daleko przed siebie, jak to zdarzało się w pierwszych czterdziestu pięciu minutach. Jedna z takich akcji przyniosła Lechowi bramkę kontaktową, choć akurat jej strzelec Joel Tshibamba mógł tego dnia ustrzelić nawet hat-tricka. Ostatecznie trzecią bramkę dołożył Adebayor i stało się jasne, że Manchesterowi nic złego tego dnia stać się nie może. Podopieczni Jacka Zielińskiego swojego występu nie musieli się jednak wstydzić.

Tak jak wstydzić nie muszą się dorobku po trzech kolejkach Ligi Europejskiej. Po losowaniu dominowały opinie, że sukcesem lechitów będzie każdy jeden punkt, a tymczasem już na półmetku Kolejorz ma tych punktów cztery. Oczywiście może zdarzyć się tak, że na tych czterech się zakończy, bo praktycznie w żadnym z pozostałych do rozegrania meczów Lech nie będzie faworytem, ale przecież poznaniacy nieraz już udowodnili, że to właśnie z pozycji skazywanego na pożarcie gra im się łatwiej. 

Prawdziwym problemem Lecha Poznań jest postawa w polskiej ekstraklasie, bo niezłe występy w Europie nie mają żadnego przełożenia na rozgrywki krajowe, w których z ośmiu spotkań Kolejorz przegrał aż połowę. Okazja do zmiany tego stanu rzeczy już dziś w Zabrzu.

piątek, 17 września 2010

Rudnevs show na Stadio Olimpico!

Skazywany na pożarcie Lech Poznań zremisował w Turynie z Juventusem 3:3! Przed meczem każdy w poznańskim obozie remis brałby w ciemno, choć z pewnością nikt nie przypuszczał, że uda się strzelić rywalowi aż trzy bramki, a po pół godzinie Kolejorz będzie prowadził już 2:0. Punkt na ciężkim terenie, hat-trick Rudnevsa i... niedosyt? Tego meczu polska piłka klubowa długo nie zapomni!



Mistrz Polski zagrał tak jak zapowiadał - bez zbędnych kompleksów i z pełną determinacją. Podopieczni Jacka Zielińskiego starali się jak najdłużej operować piłką zamiast wybijać ją na oślep. Stosowali pressing na rywalu. Taka gra szybko przyniosła efekty - najpierw Felipe Melo w akcie bezradności bezpardonowo ściął w polu karnym szarżującego Sławomira Peszkę. Chwilę później jedenastkę na bramkę zamienił Artjoms Rudnevs. 1:0 dla Kolejorza! Drugi gol padł w trzydziestej pierwszej minucie - w zamieszaniu podbramkowym najwięcej przytomności zachował Rudnevs i Lech prowadził już 2:0. Kluczowa dla przebiegu meczu okazała się ostatnia minuta doliczonego czasu gry w pierwszej połowie - Juventus wykorzystał błąd Arboledy i zdołał zdobyć kontaktową bramkę. Stało się jasne, że po przerwie Stara Dama rzuci się do odrabiania strat.

Wyrównanie przyszło już pięć minut po przerwie - ponownie do bramki Kotorowskiego trafił Chiellini. Po raz kolejny pretensje można było mieć też do Manuela Arboledy, który zazwyczaj stanowi najpewniejsze ogniwo w obronie Lecha. Juventus po przerwie grał dużo uważniej w obronie i zdecydowanie zaczął dominować nad poznaniakami. Pierwsze skrzypce grał Alex Del Piero, szczególnie wykonywane przez niego stałe fragmenty gry siały postrach w szeregach Mistrza Polski. To właśnie Del Piero w sześćdziesiątej ósmej minucie efektownym strzałem z dystansu wyprowadził Juve na prowadzenie. Wydawało się, że Kolejorz już się nie podniesie - gospodarze dominowali na boisku i mieli przewagę psychologiczną po tym jak odrobili dwubramkową stratę. Na boiskowe wydarzenia zareagował Jacek Zieliński wprowadzając na boisko najpierw Artura Wichniarka, a osiem minut później Jakuba Wilka i Joela Tshibambe. Na boisku wciąż pozostawał strzelec dwóch goli dla Lecha, więc w ostatnich minutach meczu Kolejorz posiadał na placu gry aż trzech napastników. Mistrzowie Polski odzyskali świeżość i raz po raz szarżowali pod bramką Mannigera - strzał Rudnevsa z osiemdziesiątej trzeciej minuty jeszcze minął bramkę Juve. Zmianę wyniku przyniosła dziewięćdziesiąta ddruga minuta - Artjoms Rudnevs huknął z dystansu, a piłka z impetem wpadła do włoskiej siatki! 3:3! Kolejorz chciał pójść za ciosem, ale sędzia zakończył mecz w momencie, gdy kolejna akcja Lecha zbliżyła się pod pole karne Juventusu. 

W czym tkwi klucz sukcesu Lecha Poznań? Przed meczem mówiło się, że Lech musi wystrzegać się błędów w defensywie - to się nie udało, dwie pierwsze bramki Juventus zdobył po wspólnych błędach Kotorowskiego i Arboledy. Podstawą tego dnia było psychiczne nastawienie - idealnie ujął to w pomeczowej wypowiedzi Peszko: "Nie przyjechaliśmy tu, żeby wymienić się koszulkami". Kolejorz zagrał bez strachu i szybko okazało się, że Felipe Melo traci głowę nie tylko w czasie mundialowych emocji. Ośmieszyć go i zmusić do faulu może równie dobrze Arjen Robben, jak i Sławomir Peszko. Prawdziwym bohaterem Lecha został łotewski napastnik Rudnevs - czy można sobie wyobrazić lepszą wizytówkę dla napastnika niż hat-trick w meczu z Juventusem? Dwudziestodwuletni Łotysz zagrał dla Lecha póki co ledwie sześć spotkań, ale zdobył w nich aż siedem bramek. Po wczorajszych popisach z pewnością trafił do notesu niejednego managera. 

Po losowaniu fazy grupowej Ligi Europejskiej panowała opinia, że każdy punkt zdobyty przez Lecha będzie sukcesem. Pierwszy na koncie już jest, za dwa tygodnie do Poznania przyjedzie Red Bull Salzburg i Kolejorz z pewnością znów zrobi wszystko, by na tym jednym punkciku się nie skończyło.

środa, 15 września 2010

Juventus Turyn - Lech Poznań

Niewątpliwą wiśnią na ekstraklasowym torcie jest w tej rundzie występ Lecha Poznań w fazie grupowej europejskich pucharów. Kolejorz nie zdołał awansować do Ligi Mistrzów, ale grupa do której trafił w Lidze Europejskiej swoim składem nie ustępuje atrakcyjnością niejednej z grup Champions League. Na początek - Juventus Turyn!


Juventus to klub, którego nikomu nie trzeba przedstawiać. Ograniczymy się zatem tylko do przedstawienia najważniejszych z osiągnięć włoskiego giganta: dwadzieścia siedem razy zdobyte Mistrzostwo Włoch (rekord kraju), dziewięć zdobytych Pucharów Włoch (rekord kraju), trzykrotnie zdobyty Puchar UEFA (rekord) oraz dwukrotny triumf w Pucharze Mistrzów przy pięciu porażkach w finale tych rozgrywek. 

Dzisiejszy Juventus to drużyna znajdująca się w przebudowie - miniony sezon był najgorszym w Serie A od kilkunastu lat, Stara Dama zakończyła go dopiero na siódmej pozycji. Nowym trenerem zespołu został Luigi Delneri, ale również ten sezon nie rozpoczął się dla Juve w wymarzony sposób - po pierwszych dwóch meczach Serie A na koncie zespołu jest ledwie jeden punkt po porażce z Bari i remisie z Sampdorią. W tym ostatnim meczu Juventus zagrał w następującym zestawieniu: Storari - Motta, Bonucci, Chiellini, De Ceglie - Krasic, Melo, Marchisio, Pepe - Del Piero, Quagiarella.

Kolejorz jest już w Turynie, podczas jutrzejszego meczu będzie mógł liczyć na wsparcie niemal półtora tysiąca swoich kibiców. Piłkarze Lecha zdają sobie sprawę z rangi spotkania i szansy, która przed nimi stoi. Mecze z zespołami tego kalibru co Juventus to esencja tego zawodu - trener Jacek Zieliński nie ukrywa, że mecze z takimi zespołami jak Juve czy Manchester City to przygoda, która zostanie w pamięci do końca życia. Poznaniacy polecieli do Turynu bez kontuzjowanych Jacka Kiełba i Tomasza Bandrowskiego, ale pewnie nawet ich obecność nie zmieniłaby oceny bukmacherów co do szans na zwycięstwo w tym meczu: za każdą złotówkę postawioną na wygraną Lecha można zarobić aż dziesięć złotych, przy czym triumf gospodarzy wyceniany jest na dwadzieścia groszy.

Z wypowiedzi zawodników Lecha Poznań wynika, że wyjdą na mecz pozbawieni kompleksów. Zdają sobie doskonale sprawę z tego, że doświadczenie wyniesione z takich spotkań jak jutrzejszy mecz w Turynie będzie procentowało w przyszłości. Na meczach z takimi rywalami jak Juventus Turyn po prostu nie można stracić. Celem dodania otuchy warto przypomnieć, że w poznańskim zespole jest ktoś, kto wie jak to się robi z Juve...


Początek meczu jutro o godzinie 19. Transmisja w TV 4.

piątek, 27 sierpnia 2010

Europejska jesień przy Bułgarskiej

Po zwycięstwie w Dniepropietrowsku i bezbramkowym remisie w Poznaniu Lech Poznań wyeliminował Dnipro i awansował do fazy grupowej Ligi Europejskiej. Kolejorz trzeci rok z rzędu osiągnął najlepszy wynik spośród polskich drużyn i choć w tym sezonie poznaniacy mierzyli w Ligę Mistrzów to nawet start w Lidze Europejskiej może przynieść klubowi i drużynie wymierne korzyści. Mecze  Lecha z Salzburgiem, Juventusem i Machesterem City będą ozdobą piłkarskiej jesieni na polskich boiskach.



Sezon 2008/2009 przyniósł Lechowi start w fazie grupowej Pucharu UEFA, rok później do awansu po dwumeczu z Brugge zabrakło skuteczności w serii rzutów karnych. Rywalizacja z Dnipro była więc dla Kolejorza trzecim podejściem do fazy grupowej i drugim udanym.

Podopieczni Jacka Zielińskiego w obu spotkaniach grali dość znacząco osłabieni, ale mimo to przechylili szalę zwycięstwa na swoją korzyść. Faworyzowane Dnipro nie znalazło ani razu recepty na dobrze zorganizowaną defensywę poznaniaków. Po wyjazdowej wygranej Lech w meczu przed własną publicznością nie szarżował i korzystny rezultat dowiózł do końca meczu.

Czy Lech Poznań będzie miał problemy w związku z awansem? Warto przypomnieć jesień 2008, gdzie mimo gry co trzy dni Kolejorz dobrze łączył grę w pucharach z ekstraklasą - kłopoty Lecha paradoksalnie zaczęły się wiosną, gdy drużyna z Poznania z Pucharu UEFA już odpadła. Niektórzy wskazują na wąską kadrę zespołu Zielińskiego, ale warto zwrócić uwagę, że w dwumeczu z Dnipro z różnych przyczyn nie mogło wystąpić pięciu podstawowych graczy Lecha, a mimo to drużyna na boisku potrafiła wywalczyć awans i posiadać na ławce rezerwowych kilku wciąż wartościowych zmienników. Pewne jest za to, że dodatkowe sześć spotkań w Lidze Europejskiej w połączeniu z rozgrywkami ekstraklasy będą dobrym testem przygotowania fizycznego poznańskiej drużyny.

Tak czy inaczej Kolejorz już wygrał. Sześć spotkań w Europie przyniesie klubowi dodatkowe zyski, trenerowi możliwość pierwszego w karierze poważnego startu na międzynarodowej arenie, a piłkarzom świetne warunki do rozwoju i promocji. Tak jak Puchar UEFA 2008/2009 wypromował na liderów zespołu Sławomira Peszkę i Roberta Lewandowskiego tak tegoroczny start może dać niezbędną pewność siebie Jackowi Kiełbowi i Artjomsowi Rudnevsowi.

czwartek, 19 sierpnia 2010

Kolejorz pozostaje w grze

Lech Poznań jest jedynym polskim klubem, który dotarł do czwartej rundy eliminacji europejskich pucharów. Poziom prezentowany przez piłkarzy Kolejorza w dotychczasowych meczach sprawiał, że mało kto brał poważnie zapowiedzi trenera Jacka Zielińskiego, że poznaniacy przyjeżdżają na Ukrainę nie na ścięcie, a po dobry rezultat. Po sensacyjnej wygranej 1:0 Kolejorz wraca do kraju z podniesioną głową i  z wiarą w awans do grupowej fazy Ligi Europejskiej.


Kluczowym momentem tego meczu była czwarta minuta gry. Manuel Arboleda strzałem głową zdobył gola po rzucie wolnym egzekwowanym przez Semira Stilicia. Lech wyszedł na prowadzenia, którego już nie oddał do końca meczu. W oczach kibiców stanęło pytanie - gdzie byłby dziś Lech, gdyby niemal identyczna piłka wpadła do siatki po strzale Arboledy w pierwszych minutach meczu ze Spartą Praga?

Lech przed meczem w Dniepropietrowsku stał na z góry przegranej pozycji. Nie dość, że w dotychczasowych siedmiu meczach tego sezonu odniósł tylko jedno zwycięstwo to na dodatek dziś z różnych powodów na boisku nie mogliśmy zobaczyć Seweryna Gancarczyka, Grzegorza Wojtkowiaka, Bartosza Bosackiego, Sławomira Peszki i Artjomsa Rudnevsa. Tak osłabiony Lech potrafił wywieźć korzystny rezultat z boiska faworyzowanego rywala i tym samym stoi przed ogromną szansą na drugi w historii klubu awans do fazy grupowej Ligi Europejskiej.

Gwoli ścisłości, trzeba odnotować intuicyjne interwencje Jasmina Buricia na początku drugiej połowy. Należy pamiętać, że w doliczonym czasie gry gospodarze trafiali w słupek i poprzeczkę. Ostatecznie jednak wygrana pozostała w rękach mistrza Polski i jest to najbardziej optymistyczna wieść jaka spotkała polskich kibiców w tej edycji europejskich pucharów.

Wygrana na wyjeździe 1:0 to niezwykle korzystny rezultat i spora przewaga przed rewanżową potyczką przy Bułgarskiej. Do ostatecznego rozstrzygnięcia pozostał tydzień, a po drodze lechici zmierzą się jeszcze w lidze z Cracovią. Siergiej Kriwiec po zremisowanym meczu z Arką Gdynia zapowiadał, że ten zespół potrzebuje jednego gola, jednego zwycięstwa by znów uwierzyć w siebie i zwyciężać w swoim stylu. Czy ukraińska wygrana jest pierwszym krokiem do odbudowy Kolejorza? Na odpowiedź przyjdzie nam czekać przynajmniej tydzień.