Cytat tygodnia

CYTAT TYGODNIA:
To dla nas zimny prysznic, ale może lepiej przegrać raz 0:5 niż pięć razy po 0:1.
Marek Saganowski, napastnik ŁKS Łódź po meczu ŁKS - Lech (0:5)
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą GKS Bełchatów. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą GKS Bełchatów. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 22 listopada 2010

Podsumowanie czternastej kolejki

Czternasta kolejka przyniosła sytuacje dość niecodzienną - wszystkie osiem spotkań zakończyło się zwycięstwami gospodarzy. Swoje mecze wygrały Legia, Wisła i Lech, choć każdy z zespołów miał w tej kolejce pewne problemy. Tradycyjnie przed własną publicznością zwyciężyła Jagiellonia, która tym samym zapewniła sobie tytuł Mistrza Jesieni! 


MECZ KOLEJKI

GKS Bełchatów - Polonia Warszawa

W czternastej serii spotkań zabrakło spotkania, o którym już przed meczem można byłoby powiedzieć, że ligowi kibice czekają na nie szczególnie niecierpliwie. Przyjrzyjmy się wobec tego bliżej wydarzeniom na stadionie w Bełchatowie, gdzie gospodarze podejmowali Polonię Warszawa.

GKS po udanym starcie w rozgrywkach ostatnio zaczął dość niefrasobliwie tracić punkty. Z kolei Czarne Koszule pod wodzą Pawła Janasa ewidentnie nie potrafią złapać właściwego rytmu i mimo sporego potencjału personalnego nie są takim zagrożeniem dla rywali jakim mogliby być.

Potwierdziły to pierwsze minuty niedzielnego meczu. Drużyna Macieja Bartoszka od początku zepchnęła gości do defensywy i po sześciu minutach za sprawą Dawida Nowaka prowadziła już 2:0! Dla napastnika gospodarzy były to pierwsze bramki w tym sezonie i ze względu na letnie zamieszanie wokół jego ewentualnych przenosin do Warszawy mogły z pewnością smakować szczególnie. Przed przerwą Bełchatów mógł jeszcze zdobyć kolejne bramki, ale na posterunku był Gliwa. Miejscowi kibice ze spokojem oczekiwali drugiej połowy meczu.

Ta z kolei rozpoczęła się dla nich zupełnie niespodziewanie. Do zdecydowanego natarcia ruszyła Polonia i za sprawą dobrze współpracującego z Arturem Sobiechem Daniela Gołębiewskiego już w sześćdziesiątej drugiej minucie doprowadziła do wyrównania! Tym razem wszystkie atuty, z przewagą psychologiczną na czele, wydawały się być po stronie warszawskiego zespołu. I rzeczywiście, Polonia nadal atakowała, ale kluczowy dla losów meczu okazał się jeden z kontrataków gospodarzy. Nowak został sfaulowany w polu karnym przez Tomasza Jodłowca i sędzie bez wahania wskazał na jedenasty metr pokazując przy okazji czerwoną kartkę reprezentacyjnego obrońcy. Rzut karny na bramkę zamienił sam poszkodowany, dla którego był to pierwszy w karierze hat - trick. Goście starali się nadrobić starty, ale mimo kilku niezłych okazji nie zdołali już wyrównać.

Dzięki zwycięstwu Bełchatów utrzymał ścisły kontakt z czołówka ligowej tabeli - do drugiej Legii traci raptem jeden punkt. Dla Polonii jest to kolejny nieudany występ, ciekawe jak duże pokłady cierpliwości wobec Janasa ma w sobie jeszcze prezes Wojciechowski...

WYDARZENIA KOLEJKI

Wrocławski niesmak

Czwarty mecz z rzędu wygrał kilkukrotnie już chwalony na tym blogu Śląsk Wrocław. I choć przez większość meczu był drużyną lepszą od Ruchu Chorzów to po spotkanie pozostał duży niesmak. Przy stanie 2:1 dla gospodarzy groźną kontrę wyprowadzali piłkarze Niebieskich, gdy na boisku pojawiła się... druga piłka i sędzie w myśl przepisów musiał przerwać grę. Futbolówkę na murawie umieścić miał chłopak do podawania piłek. "To chamstwo na poziomie okręgówki" grzmiał po meczu trener Ruchu i trudno mu nie przyznać racji.

Błąd, błąd, błąd...

Nader często w tej kolejce dochodziło do pomyłek. Pomylił się japoński sędzia Maasaki Toma dyktując jedenastkę dla Legii Warszawa, która ustawiła cały mecz. Dwukrotnie w końcówce tego samego meczu koszmarnie pomylił się bramkarz Arki Norbert Witkowski, który dwa pozostałe gole praktycznie sam wbił sobie do bramki. W Poznaniu Lech wyszedł na prowadzenie bo okropny błąd popełnił bramkarz Polonii Bytom. We Wrocławiu poza kompromitującą aferą z drugą piłką na boisku kontrowersje wywołał również drugi gol dla gospodarzy - zdobyty ze spalonego. Klasyk mawiał, że piłka nożna to gra błędów, ale chyba nie do końca to miał na myśli.

A w tabeli nadal ścisk

O nietypowej sytuacji w tabeli było już przed tygodniem, ale to co się w niej wyprawia zasługuje na dłuższą chwilę uwagi. Trzecia Legia Warszawa ma na koncie więcej porażek niż piętnasty Widzew Łódź! Wciąż trudno ocenić, który zespół będzie bił się o puchary, a który tylko walczył o utrzymanie. Bo jak tu cokolwiek przewidzieć, jeśli zespół ze strefy spadkowej od podium dzieli sześć punktów? I tylko Cracovia niezmiennie na dnie...

CZTERNASTA KOLEJKA W LICZBACH

Liczba goli: 26
Średnia goli na mecz: 3,25
 
Suma żółtych kartek: 31
Suma czerwonych kartek: 2

Suma podyktowanych karnych: 3
Suma wykorzystanych karnych: 2

Suma widzów: 93 300
Średnia widzów: 11 660
 
ZOBACZ RÓWNIEŻ

piątek, 27 sierpnia 2010

Zwycięstwo Bełchatowa w stolicy!

Czwarta kolejka ekstraklasy jest ostatnią przed dwutygodniową przerwą w związku z meczami reprezentacji. Piątkowe mecze nie rozczarowały, szczególnie wieczorny mecz Legii z GKSem mógł podobać się nawet bardziej wybrednym kibicom.

Mecz przy Łazienkowskiej rozpoczął się od minuty ciszy poświęconej pamięci Kazimierza Deyny, którego dwudziesta pierwsza rocznica śmierci przypada na przyszły tydzień. Grę zainicjowała Legia i już pierwsza akcja mogła przynieść jej bramkę, ale strzał Manu minął bramkę Sapeli. Jednak im dłużej trwał mecz tym trudniej przychodziło gospodarzom stwarzanie sytuacji bramkowych. Bełchatów był bardzo dobrze zorganizowany , stosował mocny pressing i sprawnie rozgrywał piłkę. W dwunastej minucie piłkę w pole karne wrzucił Tomasz Wróbel, a strzałem głową w siatce umieścił ją Marcin Żewłakow. Zdobyta bramka bynajmniej nie spowodowała obrony Częstochowy w wykonaniu gości. Wręcz przeciwnie - GKS konsekwentnie grał swoje i stwarzał sobie kolejne dobre okazje do zdobycia gola. W odstępie trzech minut dwie kapitalne okazje wypracował Janusz Gol - najpierw precyzyjnym podaniem obsłużył Macieja Małkowskiego, który minął Antolovicia, ale minimalnie przestrzelił. Chwilę później kolejne dobre podanie Gola dotarło do Marcina Żewłakowa, któremu pozostało dostawić nogi i skierować piłkę do siatki - niestety dla podopiecznych Macieja Bartoszka zabrakło mu dosłownie kilku centymetrów. Na boiskowe wydarzenia zareagował Maciej Skorża. Trener Legii zdjął z boiska Ariela Borysiuka, a wprowadził na nie Bruno Mezenge. Efekt był jednak odwrotny od zamierzonego - Legia nie stała się groźniejsza z przodu, a brak w środku pola Borysiuka spowodował jeszcze większą przewagę gości w tej strefie boiska. Trzydziesta minuta przyniosła drugą bramkę dla GKSu - ponownie wrzucał Wróbel, ponownie głową trafił Żewłakow. Końcówka pierwszej połowy mogła przynieść gościom trzecią bramkę, ale strzał Poźniaka wybronił bramkarz Legii.

Pierwsza połowa była popisem gry Bełchatowa, który rozegrał swoje najlepsze czterdzieści pięć minut w tym sezonie. Po przerwie mecz nadal stał na przyzwoitym poziomie, a tempo gry pozostawało wysokie. Goście nadal stosowali pressing, a samo spotkanie zmieniło się nieco w mecz walki. Podopieczni Bartoszka oddali pole gospodarzom, ale wciąż można było mieć wrażenie, że kontrolują wydarzenia na boisku. Wynik nie uległ już zmianie i pierwsza spora niespodzianka w tej kolejce stała się faktem.

Legia Warszawa po dość szczęśliwych wygranych z Cracovią i Śląskiem przegrała swój drugi mecz w tym sezonie i trener Skorża z pewnością będzie miał nad czym pracować w czasie najbliższych dwóch tygodni. Z kolei GKS Bełchatów wyrasta na największą niespodziankę początku sezonu - dość poważnie osłabiony latem zespół, który prowadzi niedoświadczony szkoleniowiec typowany był do walki o utrzymanie w lidze, a tymczasem po czterech kolejkach zadomowił się na ligowym podium.

We wcześniejszym piątkowym meczu Korona Kielce grała z Cracovią. Obie drużyny zakończyły to spotkanie dokładnie tak jak trzy poprzednie - znów bramkę dla Korony strzelił Andrzej Niedzielan, a Cracovia znów przegrała. Czwarta z rzędu porażka mocno psuje atmosferę wokół klubu spod Wawela, gdzie przedsezonowe zapowiedzi mówiły nawet o walce o górną połówkę tabeli. 

Zwracają uwagę kolejne bramki weteranów. Zarówno Marcin Żewłakow jak i Andrzej Niedzielan mają na swoim koncie już po cztery trafienia, a przecież przed sezonem w mediach zdecydowanie głośniej było o innych doświadczonych napastnikach, którzy mieli być ozdobą naszej ligi. Wichniarek i Żurawski wciąż jednak czekają na pierwsze w tym sezonie trafienia, a Żewłak i Wtorek przewodzą w strzeleckiej klasyfikacji.

sobota, 21 sierpnia 2010

Trzy punkty zostały w Bełchatowie

Ekstraklasa to nie tylko mecze Wisły, Lecha, Legii czy Polonii. Zdecydowana większość spotkań w sezonie odbywa się nieco obok medialnego szumu i zainteresowania ogółu kibiców. Przyjrzyjmy się dziś temu jak w jednym z takich spotkań spisały się zespoły GKSu Bełchatów i Ruchu Chorzów. W dotychczasowych dwóch meczach Niebiescy zdobyli cztery punkty, a Bełchatów jedno oczko mniej,  jednak trudno było wskazać faworyta tego spotkania. Obie drużyny ukończyły zeszły sezon w ligowej czołówce, ale wobec licznych zmian kadrowych latem panowała opinia, że trudno będzie tym drużynom powtórzyć swoje osiągnięcia.

Wczesnym sobotnim popołudniem ledwie 2300 widzów pofatygowało się na stadion, by obejrzeć ten mecz. Obie jedenastki oparte zostały w zdecydowanej mierze przez zawodników krajowych, co nie w polskiej lidze nie jest ostatnio zbyt częste - w wyjściowych składach obu drużyn wyszło ledwie trzech obcokrajowców. Obserwatorzy ligowej rywalizacji z ciekawością przyglądają się pracy trenera gospodarzy, Macieja Bartoszka, który jest najmłodszym trenerem w całej ekstraklasie. 33 latek w zeszłym sezonie prowadził jeszcze drużynę Młodej Ekstraklasy bełchatowskiego klubu, a w obecnych rozgrywkach po wygaśnięciu kontraktu Rafała Ulatowskiego otrzymał swoją pierwszą poważną szansę. Trzeba przyznać, że początek sezonu w wykonaniu jego podopiecznych pozwala trenerowi ze spokojem spoglądać w przyszłość, tym bardziej, że przed startem rozgrywek nie brakowało opinii stawiających GKS wśród potencjalnych spadkowiczów. 

Od pierwszej minuty inicjatywa należała do Bełchatowa, który bez większego trudu wygrał rywalizację o środek pola, choć początkowo niewiele z tego wynikało. Pierwsza naprawdę składna akcja meczu stała się udziałem GKSu w dziewiętnastej minucie meczu i od razu przyniosła gospodarzom prowadzenie. Maciej Małkowski po ograniu Rafała Grodzickiego popędził lewym skrzydłem i dośrodkował piłkę w pole karne, gdzie precyzyjną główką popisał się Marcin Żewłakow. Inna sprawa, że w polu karnym znajdowało się aż trzech obrońców Ruchu, a żaden z nich nie stał nawet w pobliżu napastnika Bełchatowa. Stracona bramka zupełnie nie podziałała na gości, którzy wciąż grali bez polotu. Apatię Ruchu w trzydziestej pierwszej minucie wykorzystał GKS - kolejne dośrodkowanie Małkowskiego i kolejny gol głową. Tym razem  do siatki Pilarza piłkę skierował najniższy na boisku, mierzący sto sześćdziesiąt osiem centymetrów Tomasz Wróbel.  Trener Waldemar Fornalik zareagował na boiskowe wydarzenia wprowadzając Arkadiusza Piecha za Michała Pulkowskiego, ale obraz gry nie uległ zmianie. Przed przerwą jedynym imponującym zrywem Ruchu był kilkudziesięciometrowy rajd Marcina Zająca, który mijając kilku rywali dotarł niemal pod pole karne gospodarzy, ale ostatecznie piłkę spod nóg szybkiego skrzydłowego wyłuskali obrońcy gospodarzy.

Po przerwie GKS liczył na kontrolowanie gry i spokojne dowiezienie korzystnego rezultatu, ale uniemożliwił to kontaktowy gol. W pięćdziesiątej drugiej minucie Sebastian Olszar głową pokonał Łukasza Sapelę i przywrócił nadzieję gości na zdobycz punktową. Od tego momentu Ruch zaczął grać znacznie odważniej niż przed przerwą - jego gra stała się wreszcie bardziej dynamiczna, choć gospodarze wcale nie oddali w całości inicjatywy rywalom. W osiemdziesiątej minucie w sytuacji sam na sam z bramkarzem Ruchu znalazł się Bartłomiej Bartosiak, ale górą był Pilarz. Dwie minuty później akcję przeprowadzili rezerwowi piłkarze Ruchu - Łukasz Janoszka zagrał w pole karne do debiutującego w ekstraklasie Macieja Jankowskiego, który doprowadził do wyrównania. Wydawało się, że za ciosem pójdą Niebiescy, ale to Bełchatów rzucił się do ataku. Pierwsza akcja nie przyniosła jeszcze gola, ale w osiemdziesiątej piątej minucie kolejnym świetnym podaniem popisał się Małkowski - tym razem posłał ze środka pola długą piłkę w pole karne, gdzie  celnym strzałem z pierwszej piłki w krótki róg popisał się Grzegorz Kuświk. Kolejny raz źle zachował się reprezentacyjny obrońca Maciej Sadlok, który wcześniej nie popisał się także przy pierwszej bramce dla GKS. W ostatnich minutach swoich szans na wyrównanie szukał Ruch, ale trzy punkty ostatecznie pozostały w Bełchatowie.

Przeciętna pierwsza połowa, niezła druga i bardzo emocjonujące ostatnie dziesięć minut gry. Ten mecz może nie stał na szczególnie wysokim poziomie, ale nie rozczarował kibiców, którzy zdecydowali się go obejrzeć.

Najlepszym zawodnikiem meczu był autor trzech asyst, Maciej Małkowski - bardzo aktywny na skrzydle, precyzyjnie dośrodkowujący, a po przerwie nawet szukający swojej szansy na wpisanie się na listę strzelców. Kolejny dobry występ zanotował także Marcin Żewłakow, który nie tylko po raz drugi w tym sezonie wpisał się na listę strzelców, ale i mądrze grał bez piłki. W zespole Ruchu sporo ożywienia wniósł wprowadzony na boisko jeszcze przed przerwą Piech, a uwagę z pewnością warto zwrócić również na  sprowadzonego latem z KS Piaseczno dwudziestoletniego Macieja Jankowskiego, który swój debiut w ekstraklasie uświetnił golem.