Cytat tygodnia

CYTAT TYGODNIA:
To dla nas zimny prysznic, ale może lepiej przegrać raz 0:5 niż pięć razy po 0:1.
Marek Saganowski, napastnik ŁKS Łódź po meczu ŁKS - Lech (0:5)

niedziela, 29 sierpnia 2010

Podsumowanie czwartej kolejki

Czwarta kolejka przyniosła dobre mecze w Warszawie, Lubinie i Białymstoku. Kolejne zwycięstwa zanotowały Jagiellonia, GKS Bełchatów i Wisła dołączając do Polonii Warszawa i tworzą w tej chwili wraz z "Czarnymi Koszulami" czołówkę ligowej tabeli. Na dnie bez zmian - wciąż bez punktu pozostaje Cracovia.


MECZ KOLEJKI

Jagiellonia Białystok - Lech Poznań

Jagiellonia i Lech to drużyny, które spośród polskich zespołów najkorzystniej zaprezentowały się w tej edycji europejskich pucharów. W trzech pierwszych meczach ligowego sezonu obie jedenastki pozostawały niepokonane wobec czego niedzielne spotkanie w Białymstoku zapowiadało się wyjątkowo interesująco.

Jagiellonia z Lechem grały już raz w tym sezonie, a stawką tego meczu był Superpuchar Polski. W Płocku górą byli podopieczni Michała Probierza, którzy pokonali Kolejorza 1:0 dzięki trafieniu Tomasza Frankowskiego. Dziś wyjściowe składy obu zespołów były nieco zmienione, co w pewien sposób obrazuje podejście tych klubów do Superpucharu. W podstawowej jedenastce wyszło dziś ośmiu graczy Jagi oraz pięciu lechitów, którzy rozpoczynali mecz w Płocku.

Dzisiejszy mecz rozpoczął się od szybkich akcji po obu stronach, ale strzały z dystansu Jarosława Laty i Siergieja Kriwca nie trafiły w świetle bramki. Pierwsze dziesięć minut gry nacechowane było zwrotami akcji i szybkim przerzucaniem piłki w różne sektory boiska. Kolejne minuty były już nieco spokojniejsze. Zarówno Jagiellonia jak i Lech potwierdzały, że należą do drużyn najlepiej w tej lidze operujących piłką - tym bardziej, że sprzyjała temu bardzo dobrze przygotowana do gry murawa. Akcje były składne, gra płynna, ale niewiele z tego wynikało - dość powiedzieć, że jedynym celnym strzałem w pierwszych czterdziestu pięciu minutach było uderzenie Marcina Burkhardta bezpośrednio z rzutu wolnego, które efektownie wybronił Jasmin Burić. Warte odnotowania były też trzy udane pułapki ofsajdowe poznańskich obrońców  - za każdym razem dał się w nie złapać Tomasz Frankowski. Najlepszą okazję do zdobycia gola miał Tomasz Kupisz, który otrzymał precyzyjne dośrodkowanie od Laty - piłka minęła jednak bramkę Kolejorza. Żółtą kartką w pierwszej połowie za faul w środku pola ukarany został Manuel Arboleda i od tego czasu już do końca spotkania był wygwizdywany przez białostocką publiczność przy każdym kontakcie z piłką.

Po przerwie początkowo tempo gry nieco spadło, wzrosła za to temperatura na boisku. W pięćdziesiątej minucie mający już na swoim koncie żółtą kartkę Mladen Kascelan ostro sfaulował w pobliżu pola karnego Luisa Henriqueza - sędzia odgwizdał faul, ale nie zdecydował się sięgnąć po kolejną kartkę dla piłkarza Jagi, co wzbudziło protesty poznaniaków. Rzut wolny zaowocował dośrodkowaniem w pole karne, gdzie piłkę uderzył Arboleda - futbolówka minimalnie minęła słupek bramki Sandomierskiego. Trener Probierz widząc, co się święci postanowił zdjąć z boiska Kascelana i wprowadzić na nie Kamila Grosickiego, co okazało się strzałem w dziesiątkę. Grosicki nadał dynamiki atakom gospodarzy i to właśnie jego udaną i przebojową akcję wykończył celnym strzałem Frankowski. Jaga wyszła na prowadzenie, a Kolejorz rzucił się do odrabiania strat, co z kolei stworzyło Jagiellonii możliwość tworzenia kontrataków. Jeden z nich zakończył się faulem Arboledy na Grosickim, po którym sędzia pokazał Kolumbijczykowi drugą żółtą kartkę. Na nic zdały się protesty piłkarzy i sztabu szkoleniowego zespołu z Poznania zarzucające arbitrowi brak konsekwencji. Kolejorz kończył mecz w dziesiątkę, a gospodarze stwarzali sobie kolejne dogodne okazje. Najpierw strzał Alexisa wylądował na poprzeczce bramki Buricia, a później kapitalne dośrodkowanie Brazylijczyka precyzyjnym strzałem głową wykończył nie kto inny, jak Grosicki. Ze względu na sporo przerw w grze spowodowanych zamieszaniem po kontrowersyjnych decyzjach sędziego mecz potrwał pięć minut dłużej, ale jego wynik nie uległ już zmianie.

Jagiellonia zdobyła bardzo ważne trzy punkty i zrównała się punktami z prowadzącą w tabeli Polonią. Za dwa tygodnie Jaga zmierzy się z Wisłą Kraków i będzie mogła potwierdzić swoje wysokie aspiracje. Pierwszoplanową postacią niedzielnego meczu był Kamil Grosicki - wprowadzony w drugiej połowie zdążył zaliczyć asystę, sprokurować czerwoną kartkę Arboledy i sam wpisać się na listę strzelców. A Kolejorz? Przegrał w lidze po raz pierwszy od jedenastu miesięcy, po raz pierwszy od jedenastu miesięcy stracił też więcej niż jedną bramkę w meczu. Mistrz Polski po czterech meczach ma już pięć punktów straty do lidera i przed sobą niełatwe wyjazdowe mecze ze Śląskiem, Legią, Polonią Warszawa (najpewniej spotkanie ze względu na koncert Stinga zostanie przeniesione do stolicy) oraz GKSem Bełchatów. Dziś sytuacja Lecha w tabeli jest nieciekawa, ale po serii najbliższych spotkań może być jeszcze trudniejsza.

WYDARZENIA KOLEJKI

Polonia traci pierwsze punkty

Po trzech z rzędu wygranych przyszedł czas na pierwszą stratę punktów. Polonia Warszawa tylko zremisowała w Łodzi z Widzewem, choć prawdę mówiąc mając na uwadze przebieg gry słowo "tylko" jest tutaj nie do końca na miejscu. Bliżsi wygranej byli bowiem gospodarze, którzy w drugiej połowie dominowali na boisku i raz po raz stwarzali zagrożenie pod bramką Sebastiana Przyrowskiego. Widzewiakom zabrakło skuteczności i mecz zakończył się podziałem punktów. Zespół z Łodzi zakończył tym samym pierwszą, bardzo trudną z racji terminarza, część sezonu. W ciągu pierwszych czterech kolejek Widzew rywalizował  z Lechem, Koroną, Wisłą i Polonią, a jednak zdołał ugrać pięć oczek. Teraz przed podopiecznymi Andrzeja Kretka łatwiejsi rywale i o kolejne punkty teoretycznie powinno być lżej. "Czarne Koszule" z kolei pozostają jedyną obok Lecha Poznań niepokonaną drużyną w lidze i z dorobkiem dziesięciu punktów nadal zajmują pozycję lidera.

Śląski klasyk dla Górnika

Wybór na najciekawsze spotkanie kolejki mecz Jagiellonii z Lechem podyktowany był oczekiwaniami czysto sportowymi wobec obu jedenastek. Z marketingowego i kibicowskiego punktu widzenia niemniej ciekawie było w ten weekend w Zabrzu, gdzie zmierzyły się ze sobą dwa najbardziej utytułowane polskie kluby. Czternastokrotni mistrzowie kraju - Górnik Zabrze i Ruch Chorzów - stworzyli  dość przeciętne widowisko.  Dzięki bramce Mariusza Magiery w osiemdziesiątej drugiej minucie trzy punkty  pozostały w Zabrzu i przez najbliższe pół roku to fani Górnika mogą chodzić dumnie z podniesionymi głowami. Niebieskim pozostaje czekać na wiosenny rewanż, tym razem zapewne tradycyjnie już na Stadionie Śląskim i z udziałem kibiców obu drużyn.

Ciemność w Lubinie

Chciałoby się napisać, że kuriozalny i nietypowy przebieg miał mecz Zagłębia z Arką w Lubinie, ale przecież awaria oświetlenia to w Polsce nie pierwszyzna. W przerwie meczu, przy stanie 1:0 dla gospodarzy, miała miejsce awaria stadionowego oświetlenia i obiekt pogrążył się w ciemnościach. Przez chwilę istniało zagrożenie, że mecz zostanie dokończony kolejnego dnia, ale po pięćdziesięciu pięciu minutach awarię udało się usunąć i mecz został dokończony. Dłuższa przerwa wyraźnie przysłużyła się piłkarzom Arki, którzy niespodziewanie przejęli inicjatywę i dzięki pełnej zaangażowania grze byli bliscy doprowadzenia do wyrównania. Można sobie życzyć, by w każdym meczu ligowcy grali z taką ambicją. - o ile przyjemniej oglądałoby się wówczas ekstraklasę. Ostatecznie wynik nie uległ już zmianie: Zagłębie - Arka 1:0.

CZWARTA KOLEJKA W LICZBACH

Liczba goli: 12
Średnia goli na mecz: 1,5

Suma żółtych kartek: 21
Suma czerwonych kartek: 1

Suma podyktowanych karnych: 0
Suma wykorzystanych karnych: 0

Suma widzów: 70 600
Średnia widzów: 8800

ZOBACZ RÓWNIEŻ

piątek, 27 sierpnia 2010

Zwycięstwo Bełchatowa w stolicy!

Czwarta kolejka ekstraklasy jest ostatnią przed dwutygodniową przerwą w związku z meczami reprezentacji. Piątkowe mecze nie rozczarowały, szczególnie wieczorny mecz Legii z GKSem mógł podobać się nawet bardziej wybrednym kibicom.

Mecz przy Łazienkowskiej rozpoczął się od minuty ciszy poświęconej pamięci Kazimierza Deyny, którego dwudziesta pierwsza rocznica śmierci przypada na przyszły tydzień. Grę zainicjowała Legia i już pierwsza akcja mogła przynieść jej bramkę, ale strzał Manu minął bramkę Sapeli. Jednak im dłużej trwał mecz tym trudniej przychodziło gospodarzom stwarzanie sytuacji bramkowych. Bełchatów był bardzo dobrze zorganizowany , stosował mocny pressing i sprawnie rozgrywał piłkę. W dwunastej minucie piłkę w pole karne wrzucił Tomasz Wróbel, a strzałem głową w siatce umieścił ją Marcin Żewłakow. Zdobyta bramka bynajmniej nie spowodowała obrony Częstochowy w wykonaniu gości. Wręcz przeciwnie - GKS konsekwentnie grał swoje i stwarzał sobie kolejne dobre okazje do zdobycia gola. W odstępie trzech minut dwie kapitalne okazje wypracował Janusz Gol - najpierw precyzyjnym podaniem obsłużył Macieja Małkowskiego, który minął Antolovicia, ale minimalnie przestrzelił. Chwilę później kolejne dobre podanie Gola dotarło do Marcina Żewłakowa, któremu pozostało dostawić nogi i skierować piłkę do siatki - niestety dla podopiecznych Macieja Bartoszka zabrakło mu dosłownie kilku centymetrów. Na boiskowe wydarzenia zareagował Maciej Skorża. Trener Legii zdjął z boiska Ariela Borysiuka, a wprowadził na nie Bruno Mezenge. Efekt był jednak odwrotny od zamierzonego - Legia nie stała się groźniejsza z przodu, a brak w środku pola Borysiuka spowodował jeszcze większą przewagę gości w tej strefie boiska. Trzydziesta minuta przyniosła drugą bramkę dla GKSu - ponownie wrzucał Wróbel, ponownie głową trafił Żewłakow. Końcówka pierwszej połowy mogła przynieść gościom trzecią bramkę, ale strzał Poźniaka wybronił bramkarz Legii.

Pierwsza połowa była popisem gry Bełchatowa, który rozegrał swoje najlepsze czterdzieści pięć minut w tym sezonie. Po przerwie mecz nadal stał na przyzwoitym poziomie, a tempo gry pozostawało wysokie. Goście nadal stosowali pressing, a samo spotkanie zmieniło się nieco w mecz walki. Podopieczni Bartoszka oddali pole gospodarzom, ale wciąż można było mieć wrażenie, że kontrolują wydarzenia na boisku. Wynik nie uległ już zmianie i pierwsza spora niespodzianka w tej kolejce stała się faktem.

Legia Warszawa po dość szczęśliwych wygranych z Cracovią i Śląskiem przegrała swój drugi mecz w tym sezonie i trener Skorża z pewnością będzie miał nad czym pracować w czasie najbliższych dwóch tygodni. Z kolei GKS Bełchatów wyrasta na największą niespodziankę początku sezonu - dość poważnie osłabiony latem zespół, który prowadzi niedoświadczony szkoleniowiec typowany był do walki o utrzymanie w lidze, a tymczasem po czterech kolejkach zadomowił się na ligowym podium.

We wcześniejszym piątkowym meczu Korona Kielce grała z Cracovią. Obie drużyny zakończyły to spotkanie dokładnie tak jak trzy poprzednie - znów bramkę dla Korony strzelił Andrzej Niedzielan, a Cracovia znów przegrała. Czwarta z rzędu porażka mocno psuje atmosferę wokół klubu spod Wawela, gdzie przedsezonowe zapowiedzi mówiły nawet o walce o górną połówkę tabeli. 

Zwracają uwagę kolejne bramki weteranów. Zarówno Marcin Żewłakow jak i Andrzej Niedzielan mają na swoim koncie już po cztery trafienia, a przecież przed sezonem w mediach zdecydowanie głośniej było o innych doświadczonych napastnikach, którzy mieli być ozdobą naszej ligi. Wichniarek i Żurawski wciąż jednak czekają na pierwsze w tym sezonie trafienia, a Żewłak i Wtorek przewodzą w strzeleckiej klasyfikacji.

Europejska jesień przy Bułgarskiej

Po zwycięstwie w Dniepropietrowsku i bezbramkowym remisie w Poznaniu Lech Poznań wyeliminował Dnipro i awansował do fazy grupowej Ligi Europejskiej. Kolejorz trzeci rok z rzędu osiągnął najlepszy wynik spośród polskich drużyn i choć w tym sezonie poznaniacy mierzyli w Ligę Mistrzów to nawet start w Lidze Europejskiej może przynieść klubowi i drużynie wymierne korzyści. Mecze  Lecha z Salzburgiem, Juventusem i Machesterem City będą ozdobą piłkarskiej jesieni na polskich boiskach.



Sezon 2008/2009 przyniósł Lechowi start w fazie grupowej Pucharu UEFA, rok później do awansu po dwumeczu z Brugge zabrakło skuteczności w serii rzutów karnych. Rywalizacja z Dnipro była więc dla Kolejorza trzecim podejściem do fazy grupowej i drugim udanym.

Podopieczni Jacka Zielińskiego w obu spotkaniach grali dość znacząco osłabieni, ale mimo to przechylili szalę zwycięstwa na swoją korzyść. Faworyzowane Dnipro nie znalazło ani razu recepty na dobrze zorganizowaną defensywę poznaniaków. Po wyjazdowej wygranej Lech w meczu przed własną publicznością nie szarżował i korzystny rezultat dowiózł do końca meczu.

Czy Lech Poznań będzie miał problemy w związku z awansem? Warto przypomnieć jesień 2008, gdzie mimo gry co trzy dni Kolejorz dobrze łączył grę w pucharach z ekstraklasą - kłopoty Lecha paradoksalnie zaczęły się wiosną, gdy drużyna z Poznania z Pucharu UEFA już odpadła. Niektórzy wskazują na wąską kadrę zespołu Zielińskiego, ale warto zwrócić uwagę, że w dwumeczu z Dnipro z różnych przyczyn nie mogło wystąpić pięciu podstawowych graczy Lecha, a mimo to drużyna na boisku potrafiła wywalczyć awans i posiadać na ławce rezerwowych kilku wciąż wartościowych zmienników. Pewne jest za to, że dodatkowe sześć spotkań w Lidze Europejskiej w połączeniu z rozgrywkami ekstraklasy będą dobrym testem przygotowania fizycznego poznańskiej drużyny.

Tak czy inaczej Kolejorz już wygrał. Sześć spotkań w Europie przyniesie klubowi dodatkowe zyski, trenerowi możliwość pierwszego w karierze poważnego startu na międzynarodowej arenie, a piłkarzom świetne warunki do rozwoju i promocji. Tak jak Puchar UEFA 2008/2009 wypromował na liderów zespołu Sławomira Peszkę i Roberta Lewandowskiego tak tegoroczny start może dać niezbędną pewność siebie Jackowi Kiełbowi i Artjomsowi Rudnevsowi.

środa, 25 sierpnia 2010

Puchar Polski już z Widzewem i Górnikiem

Wczoraj i dziś rozegrane zostały mecze pierwszej rundy Pucharu Polski. Na tym etapie rozgrywek do gry wkroczyły drużyny występujące w ubiegłym sezonie w pierwszej lidze, wśród nich dziś już ekstraklasowe jedenastki Górnika Zabrze i Widzewa Łódź. Oba zespoły awansowały do kolejnej rundy. Najniżej notowanym zespołem wciąż spośród wciąż uczestniczących w rozgrywkach jest trzecioligowa Concordia Piotrków Trybunalski.


Górnik Zabrze rozgrywał swój mecz w Płocku, a Widzew Łódź w Bydgoszczy. Mecze Górnika z Wisłą w niedalekiej przeszłości rozgrywane były w ekstraklasie, dziś obie drużyny znajdują się na odległych biegunach. Górnik z mocnym zapleczem finansowym i rzeszą kibiców buduje zespół, który w przyszłości mógłby nawiązać do bogatej historii klubu, a w Płocku ekstraklasa jest już tylko wspomnieniem. Wisła gra obecnie w drugiej lidze, a na jej stadion rzadko zagląda więcej niż tysiąc osób. W środowy wieczór na boisku lepszy był Górnik i dzięki wygranej 3:1 awansował do kolejnej rundy rozgrywek.

Z awansu cieszyć się mogą też kibice Widzewa - wygrana 3:0 w Bydgoszczy ma być pierwszym krokiem w długiej drodze po puchar. Takie podejście to w łódzkim klubie nowość - do tej pory Widzew często kompromitował się porażkami we wczesnych rundach rozgrywek zwanych potocznie turniejem tysiąca drużyn. Mecz z Widzewem był okazją do promocji dla Zawiszy Bydgoszcz - w tym klubie z historią i tradycją wszelkie sprawy zmierzają ku lepszemu i jest szansa na to, że Zawisza powalczy o awans do pierwszej ligi. Tysiące kibiców, stabilne sytuacja organizacyjna oraz funkcjonalny stadion powinny sprzyjać dalszemu rozwojowi klubu. Póki co - przygoda z Pucharem Polski zakończyła się już na meczu pierwszej rundy z Widzewem. 

Najniżej sklasyfikowanym zespołem pozostającym w grze jest Concordia Piotrków Trybunalski. Concordia występuje w łódzko - mazowieckiej grupie trzeciej ligi, a w dzisiejsze popołudnie awansowała do kolejnej rundy pokonując Stal Stalowa Wola. Ciekawostką jest fakt, że mecz ze Stalą rozegrany został na stadionie Włókniarza w Moszczenicy, a obejrzało go ledwie sto pięćdziesiąt osób.

Losowanie kolejnej rundy Pucharu Polski, już z udziałem wszystkich ekstraklasowych zespołów, odbędzie się 31 sierpnia o godzinie 12.

niedziela, 22 sierpnia 2010

Podsumowanie trzeciej kolejki

Trzecia kolejka przyniosła komplet zwycięstw faworytów wyścigu o tytuł mistrzowski. Pierwszą wygraną w sezonie zanotował Lech Poznań, swoje wyjazdowe mecze wygrały Wisła i Legia, dobrą dyspozycję potwierdziła Polonia. Jedynym zespołem bez punktu pozostaje Cracovia.



MECZ KOLEJKI

Śląsk Wrocław - Legia Warszawa

Po raz kolejny najciekawiej zapowiadało się spotkanie z udziałem Legii. Zespół Macieja Skorży w piątkowy wieczór rozegrał wyjazdowy mecz ze Śląskiem Wrocław. Obie drużyny łączył fakt, że w poprzednim ligowym meczu pokonały Cracovię. O obu zespołach można też powiedzieć, że znacznie wzmocniły się w letnim okienku transferowym. Jednak celem warszawskiego klubu jest mistrzostwo kraju, a wrocławianie celują w obecnych rozgrywkach w dołączenie do ligowej czołówki i budowę podwalin pod przyszłą, jeszcze mocniejszą drużynę.

Mecz rozpoczął się od ataków Śląska i przewaga gospodarzy utrzymywała się praktycznie przez całe spotkanie. Po raz kolejny jasną postacią wrocławskiego zespołu był Waldemar Sobota. Akcje Śląska trafiały jednak na zaporę tego dnia niemożliwą dla nich do przejścia - Dicksona Choto. Silny fizycznie obrońca Legii wrócił do gry po kontuzji i od razu wprowadził pewność w defensywne poczynania zespołu. Groźną sytuację stworzyli sobie również goście, ale Chinyama po tym jak świetnie zwiódł obrońcę spektakularnie spudłował.

Druga połowa miała bardzo zbliżony przebieg, choć w środku pola przewagę uzyskała Legia - w dużej mierze dzięki grze Vrodljaka. Groźniejsze sytuacje stwarzali sobie jednak podopieczni Ryszarda Tarasiewicza - żeby wspomnieć tylko o pudle Diaza, który z kilku metrów nie trafił do pustej bramki czy strzał w poprzeczkę parę minut później. Co nie udało się Śląskowi zrobiła Legia. W osiemdziesiątej minucie dynamiczną akcją na skrzydle popisał się Maciej Rybus - jego silny i precyzyjny strzał w górny róg bramki wpadł do siatki. Co ciekawe był to pierwszy i jedyny celny strzał, który Legia oddała tego dnia.

Legia wygrała trudny wyjazdowy mecz i chyba zapomniała już o premierowej porażce z Polonią. Śląsk znów udowodnił, że posiada spory potencjał, ale tym razem brakowało skuteczności. 

WYDARZENIA KOLEJKI

Zmiany w Wiśle Kraków

Piłkarze Wisły Kraków po raz ostatni zagrali pod wodzą trenera Tomasza Kulawika. Po przegranym meczu w Chorzowie przyszło zwycięstwo z Widzewem Łódź. Wiślacy zwyciężyli po bramce Dragana Paljicia i mimo słabej dyspozycji po dwóch meczach mają na koncie sześć punktów. Ta wygrana to niewątpliwie dobra wiadomość dla kibiców Białej Gwiazdy, ale na dłuższą metę znacznie ważniejsza jest inna weekendowa informacja z Krakowa - nowym trenerem Wisły zostanie Holender Robert Maaskant. Nowy szkoleniowiec v-ce mistrza Polski ma czterdzieści jeden lat, a w swojej karierze prowadził drużyny holenderskiej ekstraklasy - przez poprzednie dwa sezony pracował w NAC Breda. Jego rodak Stan Valckx zostanie nowym dyrektorem sportowym klubu. Prezes Basałaj zapowiada wiele zmian na różnych polach działania Wisły, co wskazuje na to, że z pierwszymi ocenami pracy Holendrów pod Wawelem trzeba będzie się wstrzymać co najmniej do końca sezonu. Cele stawiane dziś w Krakowie mają charakter długofalowy, a posiadający zachodni punkt widzenia na funkcjonowanie klubu Maaskant i Valckx mają walnie przyczynić się do płynnego ich realizowania. 

Przełamanie Kolejorza 

Po czwartkowym zwycięstwie w meczu eliminacji Ligi Europejskiej w Dniepropietrowsku Lech Poznań szukał potwierdzenia zwyżkującej formy w ligowym meczu z Cracovią. Wynik 5:0 pozwala Kolejorzowi nie tylko nie tracić dystansu do zespołów prowadzących w tabeli, ale i z większą pewnością siebie oczekiwać rewanżu z Dnipro, który to mecz wyrasta na kluczowy jesienny moment tego zespołu. Lech w niedzielę udowodnił, że nie zapomniał jak się gra w piłkę i nie można pochopnie przekreślać jego szans na obronę krajowego prymatu. Piłkarze Kolejorza śrubują klubowy rekord spotkań bez porażki - aktualnie licznik wskazuje już dwadzieścia pięć spotkań.

Komu korona króla strzelców?

Po niemrawej pod kątem strzeleckim pierwszej kolejce dwie kolejne obfitowały w gole. Powoli kreują się czołowi strzelców poszczególnych drużyn - trzy gole w trzech meczach zdobyli Darvydas Sernas, Artjoms Rudnevs i Andrzej Niedzielan, tylko jedno trafienie mniej mają Christain Diaz, Marcin Żewłakow, Tomasz Frankowski, Grzegorz Kuświk, Ebi Smolarek, Artur Sobiech oraz Mateusz Bartczak i Adrian Mierzejewski. Przyglądając się grze wymienionych graczy można zaryzykować twierdzenie, że każdego z wymienionych napastników stać na to, by zdobyć w sezonie kilkanaście bramek. Trzeba zauważyć, że pełni formy nie uzyskała jeszcze Wisła i Legia, a choćby pobieżny rzut oka na listę dotychczasowych najlepszych ligowych strzelców każe oczekiwać na włączenie się do rywalizacji napastników tych klubów. Walka o koronę króla strzelców zapowiada się w tym sezonie wyjątkowo interesująco. 

DRUGA KOLEJKA W LICZBACH

Liczba goli: 21
Średnia goli na mecz: 2,62

Suma żółtych kartek: 22
Suma czerwonych kartek: 1

Suma podyktowanych karnych: 2
Suma wykorzystanych karnych: 2

Suma widzów: 47 300